Dzień dobry,
Nie mam w zwyczaju pisać w tym dziale, bo szczerze mówiąc, nie jestem wielką miłośniczką kotów. Jednak zdarzało mi się czytać tutaj historie osób, których czworonożni przyjaciele zginęli na drodze... Ludzie ci potępiali zachowanie kierowców, wylewali swój żal po stracie i życzyli wszystkiego co najgorsze „kierowcy-mordercy”...
Dziś rano, jadąc do pracy, tuż za miastem, pod koła mojego samochodu wskoczył kot. Nie miałam czasu, żeby zahamować czy zmienić tor jazdy. Rudy błysk, uderzenie i nagła pustka. Zawróciłam i w świetle reflektorów zobaczyłam ciało oraz drugiego, całkiem żywego kota, który patrzył na to wszystko zdezorientowany... Może się goniły?
Byłam przy ostatnim tchnieniu tego kotka i położyłam go na chodniku, na trawie. Miał obrożę i medalik, ale bez żadnych danych kontaktowych... Próbowałam w południe odnaleźć właścicieli, chodząc od drzwi do drzwi, ale bez skutku... Pewnie wyszli do pracy, a rano czekał ich ogromny ból po znalezieniu martwego zwierzaka... Mam nadzieję, że osoby, które spotkałam i którym wyjaśniłam sytuację, wybaczą mi ten czyn, którego niestety nie da się już cofnąć.
Właściciele kotów, jeśli zależy wam na życiu waszych pupili, chrońcie ich przed zagrożeniami na drodze. Niech mieszkają w domu, w zabezpieczonym ogrodzie albo wolierze. Bądźcie pewni, że wspólny czas z wami, z rodziną i interakcje nawet tylko w czterech ścianach są o niebo lepsze niż dramat, który spotkał tego kota dzisiaj rano. Może wydawać się to okrutne, by trzymać kota w zamknięciu, ale czy nie jest to lepsze niż życie przerwane przez taki wypadek? Czy warto pozwalać kotu na bycie „niezależnym” i ryzykowanie życia każdego dnia pod pretekstem wolności?
Chcę też zapewnić, że choć zdarzają się dranie, którzy celowo przejeżdżają koty na swojej drodze, wielu kierowców czuje ogromne wyrzuty sumienia i smutek, że sprawili ból ludziom, którzy kochali swoje zwierzęta i wierzyli, że ta wolność jest bezpieczna. Myślami jestem z tymi osobami, które odkryły ciało swojego kota – strata przyjaciela w taki sposób jest nie do zniesienia.
Mam nadzieję, że weźmiecie sobie ten post do serca. Moim celem jest skłonienie was do refleksji i uświadomienie, że koty nie powinny padać ofiarą wolności, jaką dają im właściciele. Jako kierowca nie byłam w stanie uniknąć tego wypadku, podobnie jak wielu innych, których tu krytykowano za podobne zdarzenia. Podsumowując, ten wypadek ma jedną główną ofiarę, ale też osoby, które ucierpiały rykoszetem – zrozpaczonych właścicieli i mnie samą, bo trudno mi wymazać ten widok z pamięci...