Spasfon dla kota – prawdziwa katorga!
Treści na forum są czasami tłumaczone z innego języka, a posty mogą dotyczyć krajów z innymi przepisami dotyczącymi zwierząt.
Ponieważ forum jest tłumaczone automatycznie przez sztuczną inteligencję, tłumaczenia mogą zawierać błędy.
Po sprawdzeniu ulotki mam wrażenie, że Milbemax nie jest przeznaczony na tego typu rzeczy.
Powodzenia z tym pasożytem!
Jak konkretnie u Twojej kotki wygląda taki „atak bólu”?
Często nie jest łatwo właściwie odczytać ból u kota – można go równie dobrze zbagatelizować, jak i wyolbrzymić.
A ten środek na odrobaczanie Milbemax, który zawsze tak świetnie i szybko działa na robaki, nie byłby skuteczny na tego pasożyta?
Właśnie przeczytałem Twój inny wątek
http://wamiz.com/chats/forum/chat-teste-positif-au-cryptosporidium-pas-de-traitement-53161.html
Jeśli obecność pasożyta jest potwierdzona i przy założeniu, że to faktycznie on jest przyczyną luźnych kup od 2 miesięcy, to myślę, że weterynarz będzie w stanie dobrać odpowiednie leki, żeby go wyeliminować.
Z kolei jeśli chodzi o Spasfon (substancja czynna: floroglucyna), który ma działać objawowo, to raczej bym go nie podawał. Po pierwsze dlatego, że wolę wiedzieć, czy zwierzak nadal wykazuje objawy choroby w momencie, gdy próbuję wybić pasożyta. Po drugie, moim zdaniem i tak podajemy zwierzakom za dużo leków. No i wreszcie – podawanie kotu lekarstw to naprawdę nie lada wyzwanie, więc lepiej robić to tylko wtedy, gdy są one absolutnie niezbędne. Dzięki temu nie nadużywamy zaufania, jakim darzy nas kot, a to zaufanie będzie bardzo potrzebne w dniu, kiedy trzeba będzie podać mu leki ratujące życie.
Całe szczęście, że nigdy nie mieszałam Spasfonu (substancja czynna: floroglucyna) z jej karmą, bo to by był dopiero problem!!
W sumie ten lek nie wyleczy jej problemów z trawieniem, ale sprawi, że nie będzie jej bolało (dwa miesiące luźnych kup to na pewno nic przyjemnego dla organizmu).
Diagnoza została postawiona, bo poprzednie leczenie skończyło się już jakiś czas temu, a ona je karmę lekkostrawną i dostaje Fortiflorę, więc nie było już żadnego powodu, żeby te luźne stolce się utrzymywały.
Do tego doszły dwa "ataki" bólu, więc zrobiliśmy badanie kału pod kątem pasożytów.
To paskudztwo jest naprawdę rzadkie (założyłam osobny wątek o Cryptosporidium, jeśli chcesz zobaczyć, jaki to meksyk – napisałam to, żeby pomóc tym nielicznym osobom w podobnej sytuacji, bo w internecie znalazłam tylko jedną relację).
To pasożyt, który najczęściej atakuje bydło i świnie, a u psów czy kotów zdarza się bardzo rzadko, bo zazwyczaj organizm sam go zwalcza, chyba że zwierzak ma obniżoną odporność.
Z tego powodu nie ma dla nich nawet dedykowanego leczenia.
Zresztą, nie wydaje mi się, żeby mój weterynarz chciał mnie naciągnąć. Przez ostatnie dwa miesiące spędziłam u niego mnóstwo czasu, wielokrotnie szedł mi na rękę z kosztami, dał mi swój prywatny numer, żeby mógł kontrolować stan kici nawet jak go nie ma w gabinecie, i naprawdę sporo szukał informacji o tym pasożycie, bo pewnie rzadko się z nim styka.
A nawet jeśli by "wykorzystał" ten wynik, to fakt jest taki, że to paskudztwo tam siedzi i może być przyczyną jej objawów :) lepiej, żebym najpierw to wyleczyła, zanim zacznę szukać czegoś innego (mam nadzieję, że nie zapeszę, mówiąc to!!).
I dodam jeszcze, że tak, to może brzmieć błaho (czuję się nawet trochę głupio z tego powodu >), ale jak się patrzy na cały przebieg...
Sterylizacja, trzy dni później wyrwane szwy, zszywki, kołnierz przez dziesięć dni i antybiotyki, rana na nosie niewiadomego pochodzenia, infekcja tej rany z całą masą krostek, antybiotyki, które nie działały, potem kolejne, plus te wszystkie leki przeciwzapalne... I przez cały ten czas jej problemy z brzuszkiem!
Dla mnie to po prostu ciąg rzeczy, które muszą być ze sobą powiązane.
Mam już serdecznie dość!!
Doskonale rozumiem twoje obawy o to, żeby zachować mu apetyt: przede wszystkim kot musi jeść i pić, bo inaczej będzie tragedia... to przecież zupełnie oczywiste.
Poza tym, ogólnie nie widzę sensu w leczeniu objawowym... Mogę to rozważyć jedynie w drodze wyjątku, w przypadkach ogromnego bólu, gdy spodziewamy się już tylko najgorszego w najbliższym czasie, ale poza tym... Co więcej, jeśli objawy faktycznie zaczną znikać, to znaczy, że nawet nie będziemy wiedzieć, czy kot jest nadal chory, czy nie... Więc to nie jest żadna realna poprawa.
Na koniec dodam, że dość podejrzana wydaje mi się ta diagnoza o „wyjątkowo rzadkim” pasożycie. Czy jego obecność to czysta hipoteza, czy została potwierdzona wynikami badań? Nawet jeśli jest badanie, które potwierdza tego pasożyta, to czy jest absolutna pewność, że to właśnie on jest przyczyną luźnych stolców? Czy może weterynarz po prostu chwycił się wyniku i uznał: „no jasne, to musi być to”? Zauważam też, że problem „luźnych kup” wydaje mi się raczej błahy: moim kotom zdarza się to regularnie i w końcu samo przechodzi. No, przyznaję, że nie trwa to u nich przez dwa bite miesiące.
Krótko mówiąc, osobiście jakoś nie czuję podejścia twojego weterynarza...
No właśnie!
Właściwie to dopiero niedawno dowiedzieliśmy się o tym pasożycie (ma za sobą miesiąc pełen problemów i brania różnych leków, przez co myśleliśmy, że to one powodują jej kłopoty z trawieniem).
Niestety na tego pasożyta nie ma konkretnego leku, stosuje się jedynie leczenie objawowe. Weterynarz przepisał mi na razie specjalny środek odrobaczający na podobne pasożyty oraz lek rozkurczowy (substancja czynna: floroglucyna) na ewentualny ból.
Rzecz w tym, że dwa razy, w odstępie kilku dni, obudziła się z miauczeniem i prychaniem, mimo że przy badaniu u weta nic jej nie bolało (po omacaniu brzucha), więc wywnioskowaliśmy, że to pewnie żołądek albo jelita, ale nie mamy pewności...
Jeśli odrobaczanie nie przyniesie efektu, przejdziemy na „silniejsze” leczenie.
Zastanawiam się więc, czy jest sens dalej męczyć ją tym lekiem rozkurczowym...
Przed chwilą podsunęłam jej serek Kiri, którego nigdy wcześniej nie jadła, i od razu skojarzyła go z tym serkiem z wczoraj, w którym przemyciłam tabletkę – od razu zaczęła mieć odruchy wymiotne i pluć.
Nie chcę jej zupełnie zniechęcić do jakiegokolwiek jedzenia...
Jeśli dobrze rozumiem, ten lek działa tylko objawowo, a nie na samą przyczynę, więc trudno nawet uznać, że to dla dobra kotki.
W najlepszym wypadku miałoby to poprawić jej komfort, a najwyraźniej tak nie jest, patrząc na jej reakcję.
Tak naprawdę lepiej zająć się faktycznym źródłem problemu: albo sprawa jest poważna i trzeba zadziałać konkretnie, żeby raz na zawsze pozbyć się tego pasożyta, albo to błahostka i lepiej po prostu odpuścić.
To na bóle jelit i żołądka.
Ma bardzo rzadkiego u kotów pasożyta, przez którego od prawie dwóch miesięcy ma luźne stolce, więc to po to, żeby tak bardzo nie cierpiała.
Spróbuję dopytać mojego weterynarza o coś innego, ale boję się, że może nie być żadnego zamiennika :/
Niestety nie masz zbyt dużego wyboru, ona musi przyjmować lek. W przeciwnym razie zapytaj weterynarza, czy istnieje jakiś inny środek.
Dlaczego właściwie ten lek został jej przepisany?
- Natychmiastowy powrót ukochanej osoby. Tel: +22990556895
- Szybki powrót uczuć w 24h. Tel: +229 91752665