piszę do Was, bo odebrałam moją kotkę od weterynarza o 16:00 po sterylizacji, która odbyła się dziś rano. Powiedziano mi, że wszystko poszło bardzo dobrze.
Kiedy wróciłyśmy do domu, miała duże trudności z poruszaniem się, słaniała się na łapkach i potykała. Chciała wejść na łóżko, więc ją podniosłam, bardzo uważając, żeby jej pomóc. Później sama zeskoczyła na podłogę (całkiem nieźle jej to poszło).
Trochę zwymiotowała, więc zadzwoniłam do weterynarza. Powiedział mi, żeby nie dawać jej dziś nic do jedzenia i że około 20:00 powinnam zauważyć, że porusza się już bez zataczania się, bo narkoza była rano i do wieczora powinna już zejść.
Lekarz wyjaśnił mi też, że wymioty to skutek narkozy, po której kotka źle się poczuła, zwłaszcza że ma ona z natury dość wrażliwy układ pokarmowy.
Teraz śpi w takiej półsiedzącej pozycji z głową spuszczoną w dół. Ma zimne uszy, mimo że już od dobrych 45 minut jest opatulona kilkoma warstwami koca.
Kiedy ją wołam albo dotykam, nie reaguje i nie otwiera oczu.
Co o tym myślicie? Czy u osób, które już przechodziły przez okres pooperacyjny ze swoją kotką, wyglądało to podobnie? Czy to normalne?
Z góry dziękuję za odpowiedzi
Przetłumaczony francuski
Treści na forum są czasami tłumaczone z innego języka, a posty mogą dotyczyć krajów z innymi przepisami dotyczącymi zwierząt.
Ponieważ forum jest tłumaczone automatycznie przez sztuczną inteligencję, tłumaczenia mogą zawierać błędy.
Cześć wszystkim, czy ktoś z was zauważył może apatię, brak apetytu, mniejszą reaktywność i wymioty u młodej kotki, nawet tydzień po narkozie? Kotka miała psiknięty opatrunek w sprayu z aluminium i nie założono jej kołnierza, więc wszystko to zlizała... Dzwoniłam do pani weterynarz, która twierdzi, że nigdy nie miała żadnych negatywnych sygnałów po czymś takim... ale ja przecież wiem, że aluminium jest między innymi neurotoksyczne i rakotwórcze. Jestem wściekła, bo usłyszałam, że to ja powinnam była poprosić o kołnierz, bo niby nie wszystkie koty się liżą... No po prostu ręce opadają, co za bzdury!!
Spróbuję uszyć jej takie ubranko z t-shirtu, widziałam w sieci sporo tutoriali na ten temat.
Mam jednak pewne wątpliwości – ona na pewno będzie lizać koszulkę dokładnie w miejscu, gdzie są szwy. Wydaje mi się, że taki materiał przemoczony śliną, który przylega do rany, to jeszcze gorsza opcja niż gdyby lizała się bezpośrednio po skórze...
Macie na to jakieś sprawdzone patenty? Jeszcze raz wielkie dzięki!
Nie mam pojęcia, jak to jest z tymi szwami, weterynarz nic mi o tym nie wspomniał. W „opisie zabiegu” jest tylko napisane, że owariektomia została wykonana w linii białej.
Ale nie ma ani słowa o tym, czy szwy są wewnętrzne, czy zewnętrzne!
Hej Blue Cat, dzwoniłam do weterynarza, bo serce mi pękało na myśl o zakładaniu jej kołnierza, ale pani doktor powiedziała, że żadna inna opcja nie będzie odpowiednia do prawidłowego gojenia się rany... a myślałam też o ubranku pooperacyjnym (body).
Zwłaszcza że musi nosić ten kołnierz jeszcze przez 11 dni!!!
Cóż, je i pije bez problemu i już tak bardzo nie próbuje go zdejmować, ale ewidentnie jej przeszkadza. Myślę, że była w kuwecie, bo w okolicach intymnych ma brudną i posklejaną sierść.
Myślicie, że powinnam ją przetrzeć wilgotnym wacikiem? Tak mi jej szkoda, że nie może się sama umyć...
Kołnierz to dla kota prawdziwa tortura. Osobiście zawsze starałam się go unikać u moich kotek. Jeśli jednak Twoja kicia naprawdę majstruje przy szwach, to lepiej założyć jej ubranko pooperacyjne (body) – koty akceptują je o niebo lepiej niż kołnierz.
za to opatrunek tak zawzięcie próbowała zerwać, że musiałam założyć jej kołnierz.
Strasznie dużo chodzi tyłem i kombinuje, jak by się go pozbyć – skacze, wspina się, obija o wszystko... biedactwo, ale chyba powoli zaczyna się przyzwyczajać!
trochę się martwię, zostawiając ją samą w kołnierzu, ale podobno to bezpieczne.... niepokoi mnie tylko ten sznurek od kołnierza na szyi, bo ona czasem mocno za niego ciągnie!
Dobra, dzięki! Opatrunek trochę odstaje i widziałam już szwy. Strasznie liże okolice opatrunku i przez to trochę się odkleja, ale staram się ją pilnować – jak tylko widzę, że zaczyna tam lizać, to ją stopuję! Na razie nie ma kołnierza, próbuję sobie radzić bez niego.
Teraz już całkiem doszła do siebie, więc dałam jej karmę i trochę zjadła.
Za to nowość – ona chce przesiadywać w kuwecie? Usadawia się tam i zostaje na długo, więc ją wyciągam, bo nie chcę, żeby żwirek przykleił się do opatrunku, ale ona od razu tam wraca. Myje się tam też i mam trochę wrażenie, że idzie tam, żeby w spokoju polizać sobie brzuch bez mojego przeszkadzania, ale nie jestem pewna 😅
Cieszę się, że już się wybudziła i jest w znacznie lepszej formie. Sama zeszła z łóżka; co prawda jeszcze trochę się chwieje, ale i tak jest o niebo lepiej niż po powrocie do domu! Napiła się też trochę wody.
Zaczyna jednak próbować przeciągać się o kanapę, wskakiwać na meble itp. Myślicie, że to może być problem dla jej szwów?
Do tego bardzo próbuje lizać opatrunek. Mam kołnierz, ale ona wpada w kompletną panikę, kiedy jej go zakładam, więc nie za bardzo wiem, co robić!
Jeszcze raz dzięki!