Dzień dobry
Właśnie adoptowałam kotkę ze schroniska.
Długo się nad tym zastanawiałam, przez wiele miesięcy, i miałam wątpliwości, bo:
- mieszkałam z kotami u rodziców, a potem w związku. Nigdy nie byłam do nich szczególnie przywiązana, ale dbałam o nie.
- teraz mieszkam w bloku, bez dostępu do zewnątrz, z moją 6-letnią córką.
Jestem samotną mamą i czuję się winna z powodu rozstania wobec córki i tego, że jest jedynaczką itd.
To skłoniło mnie do myślenia o kocie – dla niej.
Przez długi czas mówiłam jej, że poczekamy na dom, żeby mieć kota. Tylko że znalezienie domu nie jest proste. Więc w końcu przekonałam się, żeby nie czekać na ten dom...
W sobotę pojechałyśmy do schroniska, a w niedzielę adoptowałyśmy kotkę w wieku 8 lat.
Ta koteczka jest piękna, spokojna i czuła. Jest czysta. W poniedziałek grzecznie została sama w domu. Ale… od tamtej pory jestem pogrążona w lęku i przygnębieniu. Bo wiem, że to był błąd. Mieszkamy w niezbyt dużym mieszkaniu z ograniczonym dostępem do okien.
Przede wszystkim jestem maniaczką porządku. Nie znoszę złych zapachów. Nie lubię, kiedy kot chodzi po łóżkach czy kanapie właśnie przez zapachy. Nie lubię wszystkiego, co muszę wstawić do naszej małej przestrzeni życiowej, żeby stymulować kota (zabawki, drapaki, drzewka dla kota).
Staram się znaleźć argumenty: dla kotki, dla mojej córki… Ale doskonale wiem, że nie przezwyciężę tego uczucia. Wiem, że popełniłam błąd, że byłam nieodpowiedzialna, nie myśląc o tym wystarczająco długo.
Wzięłam tego kota, żeby sprawić przyjemność córce / żeby dać jej towarzysza / żeby w jakiś sposób uśmierzyć swoje poczucie winy / żeby dać jej to, co ma wielu jej rówieśników (zwierzę zamiast domu, rodzinnego życia) – ale dzielenie ograniczonej przestrzeni z kotem wydaje mi się ponad moje siły. To mnie stresuje.
Poza tym już teraz czuję się winna, że kot jest sam przez co najmniej 10 godzin dziennie… wszyscy mówią, że to nic strasznego (schronisko też), ale w głębi siebie w to nie wierzę.
Podsumowując – popełniłam błąd w ocenie sytuacji. Jestem zbyt egoistyczna i zbyt maniakalna, żeby mieć kota w mieszkaniu. I pewnie zbyt egoistyczna, żeby robić to dla córki.
Chciałam jej sprawić radość… a w końcu narobię dużo krzywdy.
Do jakiego stopnia trzymać Koteczkę z poczucia winy wobec niej lub wobec mojej córki…?
Myślę o tym, żeby oddać ją z powrotem do schroniska. Jest mi z tym bardzo ciężko.
Nie do końca wiem, czego oczekuję po tym wpisie. Pewnie opinii. Nawet jeśli wiem, że mogą być surowe.