Cześć wszystkim!
Mam na imię Bérangère, mam 35 lat, męża i trójkę dzieci. Pracuję jako księgowa w małej firmie w departamencie Drôme, a mieszkamy w Ardèche (na samej granicy, że tak powiem!).
Koty kocham od małego i chciałabym w końcu spełnić swoje odwieczne marzenie: założyć hodowlę kotów.
Ten pomysł chodzi mi po głowie od bardzo dawna, ale życie sprawiało, że zawsze były inne priorytety: nieprzystosowany dom, narodziny bliźniaków, problemy zdrowotne, przeprowadzka, budowa... No, po prostu koleje losu, jak to mówią!
Uwielbiam koty, a zwłaszcza te rasowe, w konkretnym typie, bardzo uczuciowe, takie „psie koty”.
Miałam już dwa Maine Coony i całkowicie przepadłam:
Jeden to wykastrowany kocur Red Blotched Tabby o imieniu F’Garfield. To był przekochany kot – wielki pieszczoch, dyskretny, spokojny, przychodził na każde zawołanie... Niestety, w zeszłym roku musieliśmy go uśpić z powodu ciężkiej niewydolności nerek... nie było już ratunku, a on strasznie cierpiał. Cóż... to było po prostu rozdzierające serce.
Druga to wykastrowana kotka Black Silver Blotched Tabby z białym (szylkretka), Idylle. Niedawno zaginęła – przez nieuwagę wypuściliśmy ją z domu i nie ma jej już od 5 tygodni... Pluję sobie w brodę. Nie wiem, czy coś jej się stało, czy może ktoś ją ukradł. Powiadomiłam wszystkich: sąsiadów, urząd gminy, weterynarza, policję, bazę ICAD, portale typu Pets Alert... i nic! Obeszłam całą okolicę i wieś, powrzucaliśmy ulotki do skrzynek na listy... Jestem zrozpaczona i mam potworne wyrzuty sumienia, a ta niepewność, czy kiedykolwiek jeszcze zobaczę jej pyszczek, po prostu mnie wykańcza.
Dzisiaj zostałam bez kotów i jest mi z tym bardzo źle. Miotam się między nadzieją, poczuciem winy i ogromną tęsknotą a chęcią przygarnięcia kolejnego mruczka. Myślę, że muszę jeszcze trochę uzbroić się w cierpliwość... może łut szczęścia sprawi, że moja księżniczka Idylle jednak do mnie wróci.