Cześć wszystkim,
Kot moich rodziców ma poważny problem, który ciągnie się już ponad pół roku.
Na początku to były tylko małe ranki na brzuchu, ale potem sytuacja się pogorszyła i zaczęły robić się całe plamy i krwawe rany.
Byliśmy pierwszy raz u weterynarza, który zalecił zmianę karmy i założenie kołnierza. Dwa dni później kot zdjął kołnierz i przestał jeść te chrupki.
Kolejna wizyta, tym razem skończyło się na tabletkach i maści na rany. Ale że kotka nie należy do najspokojniejszych (wrzeszczy, drapie, gryzie), to było to dość skomplikowane i po dwóch tygodniach daliśmy za wygraną. Chociaż w sumie to mniej więcej pomagało. Jednak dwa-trzy dni później kot znowu zaczął robić to samo.
Ostatnia wizyta u weta i tym razem przyznał, że nic nie może zrobić. Twierdzi, że kot nie ma prawa być zestresowany, bo wychodzi na dwór kiedy chce, w okolicy nie ma innych kotów, a moi rodzice bardzo o niego dbają, ale też go nie osaczają. Na koniec weterynarz powiedział, że to może być problem psychologiczny, ale przecież jeszcze kilka miesięcy temu wszystko było w porządku, więc no...
W końcu zdecydowaliśmy się na kołnierze i bandaże i trzymaliśmy się tej metody przez 5 tygodni.
Dzisiaj chcieliśmy zdjąć opatrunki i cud – nie było żadnych ran, sierść odrosła. Ale radość trwała krótko, bo pół godziny później znowu zobaczyliśmy te same rany na grzbiecie.
No i wróciliśmy do punktu wyjścia.