Niesterylizowana kotka jedząca karmę dla kastratów
Treści na forum są czasami tłumaczone z innego języka, a posty mogą dotyczyć krajów z innymi przepisami dotyczącymi zwierząt.
Ponieważ forum jest tłumaczone automatycznie przez sztuczną inteligencję, tłumaczenia mogą zawierać błędy.
„Od wielu lat zajmuję się bezdomnymi kotami w mojej okolicy” blablabla
Nie jesteś jedyna.
Jeśli przeczytasz jeszcze raz moją pierwszą wiadomość, Kelinda, zobaczysz, że wyraźnie zaznaczyłam: „z wyjątkiem kotek mieszkających w domu, w dobrze ogrzewanym mieszkaniu, które mogą mieć ruję nawet w środku zimy”. Kotka, która urodziła twojego malucha, na pewno była kotką niewychodzącą, a jeszcze bardziej prawdopodobne, że była to kotka z hodowli.
Kocięta urodzone w lutym zdarzają się tak samo, jak truskawki czy maliny w zimie – dzięki zapewnieniu sztucznego ciepła i światła. W naturalnych warunkach na naszych szerokościach geograficznych ani jedno, ani drugie nie byłoby możliwe (w innych strefach klimatycznych miesiące odpoczynku u kotek mogą się pewnie różnić, ale tego nie wiem).
Strasznie dużo bzdur piszesz jak na kogoś, kto niby jest tak bardzo przeciwko dezinformacji, Yuna La Ficelle.
Kotka urodzona we wrześniu nigdy nie dostanie pierwszej rui w grudniu. Pierwsza rujka pojawia się zazwyczaj około 6. miesiąca życia, wyjątkowo może to być nieco wcześniej, ale nigdy przed ukończeniem minimum 4 miesięcy. A może to nastąpić znacznie później – w wieku 8 czy 9 miesięcy, a nawet po roku lub później.
Nie napisałem „nie ma się co martwić zimą, kotki nie mogą mieć młodych”. Wyraźnie zaznaczyłem: „zdecydowana większość”, „zazwyczaj” oraz „z wyjątkiem kotek żyjących w domu, w dobrze ogrzewanych mieszkaniach, które mogą mieć ruję nawet w środku zimy”. W żadnym momencie nie stwierdziłem, że absolutnie wszystkie kotki bez wyjątku nie mogą mieć młodych zimą.
Zresztą, jeśli ktoś nie chce, żeby jego kotka miała młode, to po prostu ją sterylizuje, a nie zamyka w czterech ścianach przez część roku, żeby mieć pewność, że nie dopadnie jej żaden kocur, tylko dlatego, że ktoś w internecie napisał, że o tej porze kotki mają przerwę od seksu!
To, co pisałem, jest natomiast prawdą w przypadku kotek żyjących w warunkach naturalnych, wbrew temu, co twierdzisz. Problem przetrwania miotu zimą nie dotyczy kotów wolnożyjących, ponieważ żadne dzikie kocię nie rodzi się między listopadem a lutym – u kotek okres spoczynku płciowego trwa od września do grudnia włącznie.
Tak, upieram się przy swoim: niezależnie od tego, co o tym myślisz i co mówisz, u kotek występuje wyraźny sezon rozrodczy i okres spoczynku. W warunkach naturalnych są płodne tylko przez określoną część roku, przez około 6 kolejnych miesięcy (w naszych szerokościach geograficznych te 6 miesięcy przypada między styczniem a wrześniem). I faktycznie mogą mieć kolejną ruję już 15 dni po porodzie, ale tylko pod warunkiem, że wciąż trwa ich sezon rozrodczy.
Od wielu lat zajmuję się wolnożyjącymi kotami w mojej okolicy. Ruje u samic zaczęły się niedawno po kilku miesiącach przerwy, jak co roku, i nigdy nie widziałem kotki wolnożyjącej w rui między wrześniem a grudniem włącznie, ani ani jednego malucha urodzonego między listopadem a lutym włącznie.
Nie widziałem twojej drugiej wiadomości (była na innej stronie, a skoro można edytować posty, gdy się o czymś zapomni, to nie przypuszczałem, że odpiszesz mi w dwóch postach pod rząd), więc linka też nie zauważyłem.
Mam koty od ponad 40 lat i nie potrzebuję linków, które będą mi wyjaśniać, jak to działa, a już zwłaszcza nie odnośników do stron, które nie są żadnym źródłem wiedzy i którym nie sposób ufać.
Też chcesz linka? Proszę bardzo:
https://www.jstage.jst.go.jp/article/jvms/66/9/66_9_1129/_pdf
To nie jest kwestia opinii, tylko fakt. Badania potwierdziły, że (w naszych szerokościach geograficznych) zdecydowana większość cykli rujowych przypada na okres od stycznia do czerwca, a od października do grudnia kotki zazwyczaj mają przerwę.
Nie wiem, jak jest na Syberii, ale natura jest tak mądrze urządzona, że zadbała, by żadne kocię nie przyszło na świat, gdy jest zbyt zimno, by mogło przeżyć. Właśnie dlatego ruja u większości kotek wycisza się na przełomie września i października, czyli około 2 miesiące (tyle mniej więcej trwa ciąża) przed nadejściem zimowych mrozów, a wraca na przełomie stycznia i lutego, czyli jakieś 2 miesiące przed powrotem cieplejszych dni.
Poza tym trzeba wziąć pod uwagę kontekst, bo chwilę wcześniej była tu taka jedna użytkowniczka, która nie potrafiła zrozumieć, jak jej kotka mogła zajść w ciążę, skoro dostawała karmę dla kotów sterylizowanych... No sami przyznajcie, sytuacja jest tak absurdalna, że trudno o inną reakcję niż drobna złośliwość.
Kotki mają ruję, a w każdym razie są płodne praktycznie przez cały czas, gdy nie są w ciąży, i mogą mieć nawet do 4 miotów rocznie – stąd właśnie bierze się konieczność ich sterylizacji.
A skoro niby jestem kretynem, to podsyłam wam link, w którym wyjaśniono, jak to wszystko działa:
https://www.laviedeschats.com/chatte-non-sterilisee/
Dzięki temu zobaczycie, że to nie tylko ja tak twierdzę...
Lol,
To twoja opinia, a nie prawda!
Czyli kotki na Islandii mają ruję tylko przez 3 miesiące w roku, a te na równiku przez cały rok?
Co za bzdury! 😂
A wiesz, co ci powie ten kretyn???
Jedyną rzeczą, która była trochę durna, ale mimo wszystko słodka, był sam temat, ale przynajmniej było zabawnie!
Koty domowe są jak króliki domowe – nie mają już właściwie typowych okresów rui jak ich dzicy kuzyni. Większość miotów, które miałem u siebie, przyszła na świat w marcu i kwietniu, co oznacza, że ruja była w styczniu, a przecież to kotki wychodzące (teraz już wysterylizowane).
Nie warto było odkopywać posta sprzed ponad roku, żeby pisać takie rzeczy, zwłaszcza że autorka wcale się nie obraziła, mimo że byłem dość złośliwy, a nawet trochę pojechałem po bandzie... No ale cóż! 😂