Cześć wszystkim,
Moja kotka ma ranę, która w ogóle nie chce się goić i robi się coraz większa.
Weterynarz próbował ją zszyć (9 marca), ale bez sukcesu, rana znowu się otworzyła.
Potem założył zszywki... i to samo.
W tej chwili mówi mi, żebym kontynuowała robienie opatrunków, ale rana się rozprzestrzenia.
Wspomina o przeszczepie, o biopsji, żeby drążyć temat dalej...
Moja kicia ma 14 lat, to sfinks, taka kochana staruszka!
Zastanawiam się, czy to nie jakaś odleżyna albo owrzodzenie...
Moja sąsiadka jest pielęgniarką i pomaga mi przy zmianie opatrunków.
Czy ktoś z Was kojarzy tego typu rany?
Macie może jakieś sugestie, które mogłyby mi pomóc?
Rozważam zmianę weterynarza i poproszenie o badanie krwi...
Czytałam też sporo artykułów o leczeniu miodem...
Jestem zrozpaczona... a ona mimo wszystko nie wygląda, jakby cierpiała.
Wrzucam zdjęcie tej paskudnej rany.
Przepraszam osoby wrażliwe.
Czekam na Wasze odpowiedzi.

