Dobry wieczór wszystkim, piszę ten post, będąc jeszcze w sporym szoku.
Właśnie wróciłam ze spaceru z moim psem – to roczny akita inu. Spacerujemy po moim osiedlu, na którym jest sporo zieleni. Mój pies oczywiście był na smyczy. I nagle widzę innego psa (wydaje mi się, że to szpic, tak około 10 kg), który biegnie w naszą stronę agresywnie i, rzecz jasna, bez żadnej smyczy. W mgnieniu oka mój pies zareagował i przy takiej różnicy wagowej strasznie się przeraziłam, kiedy usłyszałam skomlenie tego szpica w pysku mojego psa. Właściciel szpica pojawił się już po wszystkim – okazało się, że to dziecko, równie przerażone całą sytuacją co ja. Szpicowi widocznie nic poważnego się nie stało, ale naprawdę najadłam się strachu. Zaraz potem przyszedł ojciec tego dziecka i wyjaśnił mi, że większość psów na osiedlu biega tutaj luzem, bez smyczy.
Zastanawiam się teraz, po czyjej stronie leży wina:
- puszczanie psa bez smyczy?
- brak kagańca (mój pies nie jest na liście ras agresywnych)?
Gdyby, nie daj Boże, temu szpicowi coś się stało, to czy byłaby to moja wina? Tak mi się wydaje, ale co mi za to grozi? I co grozi mojemu psu?!
Z góry dziękuję za odpowiedzi.
Mój pies zaatakował psa puszczonego bez smyczy
Treści na forum są czasami tłumaczone z innego języka, a posty mogą dotyczyć krajów z innymi przepisami dotyczącymi zwierząt.
Ponieważ forum jest tłumaczone automatycznie przez sztuczną inteligencję, tłumaczenia mogą zawierać błędy.
Twój pies był na smyczy, więc Twoje ubezpieczenie na pewno nikomu nic nie wypłaciło! Jestem pewna tego, co mówię, bo miałam dokładnie taką samą sytuację jak Ty.
Nie daj się zastraszyć. Szkoda, że nie zgłosiłaś tego na policję od razu następnego dnia, ale biorąc pod uwagę to, jaką skalę sprawa teraz przybiera, leć tam jak najszybciej. To Twoje słowo przeciwko ich słowu. Głowa do góry, dasz radę! 🙂
W 100% zgadzam się z fanny
A dlaczego właściwie Ci to przeszkadza?
Czy jak składasz zgłoszenie na policję, to oni kontaktują się z tą drugą osobą?
No cóż, do tej pory nie miał mojego nazwiska, więc i tak nie mógł wnieść skargi...
Mam nadzieję, że moje ubezpieczenie to pokryje... Nie chcę, żeby mój Wilk poniósł przez to jakieś konsekwencje!
Nie, na razie chyba nie zgłosił sprawy na policję, ale bywa groźny w tym, co mówi...
A jeśli chodzi o ubezpieczenie, to mimo wszystko chcę, żeby dostał zwrot, ale nie odpuszczę tego, że mój pies był na smyczy, a jego nie... Mimo to zastanawiam się właśnie, czy moja ubezpieczalnia w ogóle to pokryje.
A moje ubezpieczenie powinno w tej sytuacji zadziałać, co nie?
I właśnie nawiązując do tego, co piszesz – on ze swojej strony też uważa, że mój pies był poza kontrolą właściciela (czyli moją)...
A jeśli to napiszę, to komu mam to przekazać? Jestem pewien, że ja i/albo mój pies będziemy mieli przez to jakieś problemy :(