Mój pies nienawidzi, gdy inny wącha mu *****, dlaczego?
Treści na forum są czasami tłumaczone z innego języka, a posty mogą dotyczyć krajów z innymi przepisami dotyczącymi zwierząt.
Ponieważ forum jest tłumaczone automatycznie przez sztuczną inteligencję, tłumaczenia mogą zawierać błędy.
Ale jednocześnie nie jest łatwo polecać takie praktyki, bo trzeba to „mieć w sobie”, trzeba być tego pewnym. Wszystko zależy od energii. Kiedy masz to w sobie i działasz zdecydowanie, pies to czuje i to działa. Jeśli tego nie masz, no to kończy się tak, jak u mojej znajomej z Facebooka. Próbujesz czegoś, co ci doradzono, ale nie masz tej samej albo odpowiedniej energii. Wahasz się, nie jesteś pewna swego, pies to wyczuwa, zaczyna pyskować, odwraca się i kłapie zębami w ułamku sekundy. Miała całą rękę we krwi. Nie mogła powiedzieć lekarzowi, jak było naprawdę, bo tutaj (w Quebecu) lekarz musi wtedy obowiązkowo zgłosić psa służbom. Jej innym wielkim problemem jest to, że kompletnie nie rozumie psów.
Kolejna rzecz, którą muszę przyznać – i to istotna sprawa:
Regularnie widzę ludzi, którzy stosują wobec psów przymus fizyczny. W niektórych przypadkach, które mam przed oczami, dzieje się to co najmniej raz dziennie. A pies wcale nie robi postępów.
Pomagam dobrej kumpeli w parku z jej miksem labradora i staffika? (nie wiemy dokładnie, z czym jest zmieszany). Ma mnóstwo energii, jest głośny, terytorialny i niepewny siebie. Jego prawdziwa pani ma tylko 11 lat. Fantastyczna dziewczynka. Oczywiście nikt nie doradziłby dziecku robienia psu „alfa rollu”, prawda? Stosujemy metodę pozytywną. Przywołujemy psa, kiedy zaczyna świrować. Ćwiczymy „siad” i „leżeć”, żeby budować autorytet. Łączymy to z intensywną pracą nad dzieleniem się zabawkami, sesjami zabaw z innymi psami, gdzie zasoby są ograniczone, itp. Efekt? Ten pies robi takie postępy, że właścicielki (mama i córka) nie mogą wyjść z podziwu. Jest ulubieńcem w parku, bardzo grzeczny. Teraz ma bardzo „delikatny pysk” (jak daje mu się smaczka, to już nie wyrywa go razem z palcami). Żadnej przemocy, żadnej kontroli fizycznej, a wyniki są rewelacyjne.
Myślę, że ze wszystkich osób, które używają onieśmielania jako taktyki, ta właścicielka Border Collie bije wszystkich na głowę. Bardzo, bardzo, bardzo skuteczna. Mają super relację, właściwie wzorową. Ona jest artystką cyrkową. Tego lata daje pokazy na ulicach. Pies zawsze jej towarzyszy. Razem występują! Przysięgam wam, następnym razem, jak wpadnie do parku, poproszę ją, żeby pokazała, jak pies się jej podporządkowuje bez żadnego dotyku. Jeden obraz jest wart tysiąc słów. Może rozrabiać 50 metrów od niej. Ona krzyknie: STOP. EDOUARD, DO MNIE!! CHODŹ TUTAJ!!! I on przejdzie te 50 metrów, czołgając się po ziemi, aż pod jej stopy, żeby się jej podporządkować. Żadnego kontaktu, tylko więź psychiczna. U nich to działa!
Skoro jest taki niepewny siebie, to na pewno musi być jakiś sposób, żeby poczuł się lepiej i bezpieczniej!? ?
Stosowałem fizyczną kontrolę może z 5 czy 6 razy w jego życiu. Na próbę sił reaguję siłą i nie mam z tego powodu żadnych kompleksów, lol.
I szczerze mówiąc, skoro to „w was siedzi”, to moim skromnym zdaniem wcale nie jest to złe.
Wiecie, widuję przeróżne rzeczy. Ostatnio pewien facet zafundował swojemu 5-miesięcznemu husky’emu „alpha roll” (siłowe przewrócenie na plecy), bo ten nie chciał usiąść przed wejściem do parku. No cóż, wydało mi się to trochę ekstremalne, ale najwyraźniej ani pies, ani ich relacja na tym nie cierpią. To przekonanie, że jakakolwiek fizyczna kontrola czy onieśmielenie psa musi zniszczyć naszą więź, to zwykłe bzdury. To nie działa tak automatycznie, oj nie. Relacja składa się z tak wielu elementów!
Dzisiaj w południe dwa razy pacnąłem pewnego owczarka collie w pysk. Uczyłem go zabawy i dzielenia się szarpakiem tak, żeby nie straszył drugiego, znacznie mniejszego psa (dorosły collie kontra foksterier). Znają mnie w parku, mam wolną rękę, właściciele mnie lubią. Ten collie bardzo mnie lubi, mamy świetny kontakt. Dziś, gdy tylko próbował kłapnąć na mniejszego podczas zabawy, ja „kłapałem” na niego. Oko za oko. Błyskawiczna reakcja. Przy drugim pacnięciu zrozumiał przekaz w 100% i dał nam spokój. Czy ma traumę? Absolutnie nie. Przez resztę godziny nie odstępował mnie na krok.
W parku kultura się zmienia, choć jeszcze wczoraj zabawki były wręcz tematem tabu. Właściciele widzą teraz ogromną korzyść w poświęcaniu czasu na naukę dzielenia się zabawką. To tworzy fajną dynamikę i pomaga w wychowaniu. Ludzie wyciągają zabawki, piłki. Jestem wniebowzięty. Te pacnięcia w nos nie są więc jakimiś przypadkowymi gestami.
Tak właśnie wyglądają dwa prawdziwe samce alfa. Ten większy to król naszego parku. Oczywiście nikt z nim nie zadziera. Samiec alfa, waży prawie 70 kg, to malamut olbrzymi. Ten drugi, mniejszy, to miks husky’ego z malamutem. Obaj zupełnie nie przejmują się tym, że inne psiaki je obwąchują.
[youtube=https://www.youtube.com/watch?v=JCtCu19wKbU]
Dokładnie, to po prostu taka forma powitania
Twój pies na pewno nie jest dominantem w etologicznym znaczeniu tego słowa. Osobnik alfa w ogóle nie przejmuje się tym, że daje się obwąchać. Jest po prostu bardzo pewny siebie. Może jedynie nie pozwolić innemu psu na naskakiwanie na siebie czy zbyt gwałtowne traktowanie.
Twój pies jest raczej niepewny siebie, czyli to właściwie przeciwieństwo osobnika dominującego. Pozwalanie na obwąchanie się to „nie” jest gest uległości.
Wiadomość udostępniona przez znajomą z Facebooka, właścicielkę shiby, dosłownie dzisiaj rano:
„Potrzebuję pomocy... mój pies zaatakował mnie w rękę. Szliśmy na spacerze „przy nodze” i skarciłam go, gdy próbował wyrwać się do biegu – szarpnęłam smyczą i rzuciłam „nie”, tak jak uczyli mnie na szkoleniu. Kiedy położyłam mu rękę na zadzie, żeby go usadzić, kłapnął na mnie zębami. Od razu spróbowałam go zdominować, a on wtedy rzucił się na mnie i naprawdę mocno mnie pogryzł”.
Tym samym stała się kolejnym przypadkiem do statystyk (Herron, 2009)
Podam przykład mojej suni, która też nie lubi, jak inne psy wąchają ją pod ogonem. Nie wdaje się w bójki, ale potrafi kłapnąć zębami w stylu „spadaj!”. Nigdy nie doszło u nas do żadnej bójki! Nigdy nie zmuszałam jej do przebywania w tak niekomfortowej dla niej sytuacji, bo to ani jej nie uspokoi, ani nie zmieni jej zachowania – a co gorsza, mogłoby tylko pogłębić jej lęk. Chodzi o to, że na razie nie wiemy, dlaczego twój pies tak reaguje w tej sytuacji. Strach? Hormony? Coś innego? Moim zdaniem takie działanie jest ryzykowne i może tylko niepotrzebnie pogorszyć sprawę...