Oto Maya, ma 6 miesięcy i 13 kg czystych mięśni.
Jej mama to staffik, a tata to border collie. Odziedziczyła po rodzicach same najlepsze cechy: jest wysportowana, karna (nawet bardzo, bardzo karna), spokojna, cierpliwa, mało niszczy (no, chyba że swoje zabawki) i jest niesamowicie kochana.
Pękam ze śmiechu, kiedy widzę, że cieszy się z nowej sztuczki bardziej niż ja. Robimy sobie w domu podstawy dog dancingu (obi-rytmicznego), wczoraj nauczyła się komendy „obrót” i tak ją to nakręciło, że od razu pobiegła do mojego partnera, żeby mu pokazać, jak świetnie kręci kółeczka.
No dobra, przecież nie mam zamiaru jej tu reklamować 😁
Im jest starsza, tym bardziej widzę w niej idealny miks obu ras. Jak myślicie, do kogo jest bardziej podobna – do staffika czy do bordera?
Wydaje mi się dość niziutka, powiedzmy, że jest mniej więcej wzrostu beagle'a albo staffika (no, może parę centymetrów wyższa).
Myślicie, że jeszcze urośnie wzwyż? Ma bardzo wąską talię, jak border collie, ale jest umięśniona jak staffik.
Moja pani weterynarz wpisała ją jako mieszańca bordera, bo według niej nie jest na tyle „w typie”, żeby trzeba było ją kategoryzować (chociaż Maya jest jeszcze młoda, więc zobaczymy, co weterynarz powie, jak dorośnie. Proszę tylko bez hejtu ze względu na jej pochodzenie).




