Cześć,
11 stycznia 2020 roku wzięłam z hodowli szczeniaka buldoga francuskiego. Piesek od razu dostał problemów żołądkowych. Hodowca powiedział mi wtedy, że to pewnie przez zmianę domu i że szybko mu przejdzie.
Jednak następnego dnia nie było żadnej poprawy, a wręcz przeciwnie – jego stan się pogorszył. Przestał jeść karmę i pił bardzo mało, a jego odchody były strasznie wodniste i miały kwaśny zapach. Od razu rano zabrałam go na dyżur weterynaryjny. Zrobili mu testy i wynik na giardię (ogoniastek jelitowy) wyszedł pozytywny. Weterynarz zapisał tygodniową kurację lekami: Panacur, Eradia, Canikur, Smecta i Imodium.
Po 4 dniach leczenia nie zauważyłam żadnej poprawy. Ponownie poszłam do lekarza, który kazał kontynuować podawanie leków. Kiedy po zakończeniu kuracji nadal nic się nie zmieniło, znowu trafiłam do kliniki. Weterynarz przepisał nowe leki, ale zasugerował mi coś innego. Biorąc pod uwagę koszty wszystkich badań oraz fakt, że pracuję w ciągu dnia i nie mogę czuwać nad małym przez całą dobę, poradził, żebym dogadała się z hodowcą. Chodziło o to, żeby hodowca, który ma większe doświadczenie, zaopiekował się pieskiem do czasu wyleczenia, a ja bym go wtedy odebrała. Bardzo bałam się o szczeniaka, bo chciał jeść tylko kurczaka, ciągle miał biegunkę i widziałam, że boli go brzuszek. Zdecydowałam się więc na to rozwiązanie.
Ich weterynarz znowu zmienił leki. Mija już tydzień, od kiedy maluch wrócił do hodowli. Był pod kroplówką, bo nie chciał tknąć karmy. Wpadłam na pomysł, żeby kruszyć mu trochę kurczaka do miski z karmą, bo on go uwielbia i wtedy zjada wszystko chętniej. Podpowiedziałam ten trik hodowczyni.
Piesek dostawał kroplówki przez 3 dni, teraz już go odłączyli, ale nadal ma silną biegunkę i przybrał na wadze tylko 70 gramów. Waży zaledwie 1,65 kg, bo to drobniutki maluch.
Czy mieliście kiedyś podobną sytuację ze swoim szczeniakiem? Czy wiecie, czy to może być jakiś inny problem?
Dzięki za pomoc