7 sutków – czy moja suczka przejdzie przegląd hodowlany w ZKwP?
Treści na forum są czasami tłumaczone z innego języka, a posty mogą dotyczyć krajów z innymi przepisami dotyczącymi zwierząt.
Ponieważ forum jest tłumaczone automatycznie przez sztuczną inteligencję, tłumaczenia mogą zawierać błędy.
A, no i w umowie jest zapisane, że „kupujący potwierdza, że sprawdził, czy zgryz jest prawidłowy i czy oba jądra (u samca) zeszły”, więc pod kątem uprawnień hodowlanych nie ma się o co martwić :) .
Mam papiery moich suczek i jedyna rzecz, która mogłaby na to wskazywać, to zapis, że jeśli pies ma wadę ukrytą lub taką, która go dyskwalifikuje, szczeniak zostanie wymieniony. Ale wydaje mi się, że chodzi tu bardziej o wady typu wnętrostwo (niezstąpione jądra) niż o cokolwiek innego.
Trudno mi powiedzieć... Ale wydaje mi się, że jeśli szczeniak nie przejdzie przeglądu hodowlanego, to powinni obniżyć cenę sprzedaży... No ale w sumie to nie wiem na pewno.
Słuchajcie, zastanawiam się, jak to robią niektórzy hodowcy psów z rodowodem ZKwP, żeby nie mieć później problemów z uzyskaniem uprawnień hodowlanych po sprzedaży szczeniaka.
Czy mają obowiązek wpisywać w umowie sprzedaży „brak gwarancji hodowlanej” i czy muszą z automatu obniżyć cenę w przypadku, gdyby piesek ostatecznie nie dostał uprawnień, mimo że w momencie wydania go nowym właścicielom nie miał żadnych wad?
Zgadzam się z Tobą Dellys w KAŻDYM punkcie. I tak, też uważam, że to ma spory wpływ na tę dużą liczbę psów i kotów bez rodowodu. Właśnie dlatego sama się waham, czy brać kolejną suczkę z rodowodem – boję się zapłacić wysoką cenę (około kilku tysięcy złotych), a potem może się okazać, że nie przejdzie przeglądu i nie dostanie uprawnień hodowlanych. No ale mimo wszystko chciałabym, żeby mój kolejny chihuahua miał papiery, no ale...
Uważam, że to żałosne, żeby odmawiać psu prawa do bycia uznanym za rasowego z powodu jakiejś drobnej wady. Typu krzywy ząb, brak sutka i tak dalej. Mnóstwo psów ląduje jako „nierasowe” właśnie przez takie „wady” i to naprawdę przykre, że do tego doszło. Dla mnie, jeśli oboje rodziców ma rodowody, to szczeniak nie powinien potrzebować żadnego dodatkowego potwierdzenia, żeby za takiego być uznanym, bo tak czy inaczej jest psem czystej rasy (taki sposób mówienia, bo wiadomo, że bez papierów oficjalnie nie może być uznany za rasowego). Chodzi mi o to, że nie ma tam żadnych domieszek, skoro oboje rodziców to psy rasowe.
Tak jak ty Leati, uważam, że lekko krzywy ząb to żaden wielki problem.
Zdarza się, że pies nie przejdzie przeglądu hodowlanego przez taką błahostkę, a inny dostanie uprawnienia bez mrugnięcia okiem, mimo że jest nosicielem choroby genetycznej, którą przekaże dalej.
W świecie kociarzy coraz częściej słyszy się o wprowadzeniu obowiązkowych przeglądów hodowlanych i aż chce mi się krzyczeć na samą myśl – wyobraźcie sobie, że taki lekko krzywy ząbek blokuje kotu uprawnienia, a koty z PKD (wielotorbielowatością nerek) dostają je bez problemu i płodzą chore kocięta, które czeka krótkie życie w wielkim cierpieniu...
Moim zdaniem takie restrykcyjne zasady tylko drastycznie zwiększają liczbę psów i kotów bez rodowodu.
No bo wyobraźcie sobie taką sytuację: sprzedaję kociaka, który w dniu wydania do nowego domu nie ma żadnych wad, a potem, w wieku dorosłym, okazuje się, że ząb wyrósł mu krzywo. I co wtedy?
Mam niby obowiązek odebrać kota z powrotem?
Albo zwracać część pieniędzy?
Naprawdę nie mam ochoty na takie użeranie się!
Nie chcę się wiecznie stresować i bać w momencie, gdy maluchy, które wydałam, dorosną do wieku przeglądowego. Nie mam zamiaru żyć z takim mieczem Damoklesa nad głową. Co niby miałabym w takiej sytuacji zrobić?
Szczerze mówiąc, bardzo poważnie się nad tym wszystkim zastanawiam.
To przypomina mi pewną konkretną sytuację.
Kilka lat temu sprzedałam kocurka „na kolanka” w wieku 3 miesięcy. Jakieś trzy miesiące później nowi właściciele zachcieli go jednak wystawić i okazało się, że ma małą wadę ogona, która wyklucza go z pokazów.
Na szczęście ci ludzie chcieli się po prostu raz pobawić w wystawy, ale wyobrażam sobie, co by było, gdyby u kotów istniały takie obowiązkowe przeglądy hodowlane!
Miałabym wtedy niezłe przesrane, mimo że w dobrej wierze sprzedawałam zdrowego, pozbawionego wad trzymiesięcznego kociaka.
U żadnych innych kociąt z tej linii ten problem się nie powtórzył, więc można założyć, że to był po prostu jednostkowy przypadek.
Hahahahahaha
Miałam kiedyś kotkę burmańską, która miała 9 sutków.
Co się robi w takiej sytuacji?