Gdyby ktoś z Was mógł mi podpowiedzieć, jak korzystać z wyszukiwarki na forum, byłoby super – nie chciałbym dublować tematów, które mogły już być poruszane.
Chciałem zapytać, czy są tu osoby, które testowały kuwetę jako pomoc przy nauce czystości u szczeniaka.
Odbieramy malucha w wieku 8-9 tygodni (chcieliśmy, żeby hodowca przetrzymał go jeszcze tydzień lub dwa, ale nie było to możliwe).
Ponieważ piesek jest naprawdę bardzo młodziutki, nastawiamy się na to, że nauka czystości zajmie nam sporo czasu (nie robimy sobie większych złudzeń). Aby ograniczyć szkody, poza dużą dawką cierpliwości, zastanawialiśmy się, czy warto wypróbować kącik z kuwetą (widziałem sporo specjalnych kuwet dla szczeniąt na stronach zoologicznych, nawet tych rzetelnie wyglądających). Chcieliśmy się dowiedzieć, czy ktoś z Was już to sprawdzał?
Moim zdaniem lepiej tego unikać, żeby nie mącić szczeniakowi w głowie i żeby nie przyzwyczaił się do załatwiania potrzeb wewnątrz, ale jeśli macie inne zdanie lub doświadczenia w tym temacie, chętnie o nich poczytamy.
Z góry dzięki za Wasze odpowiedzi!
Przetłumaczony francuski
Treści na forum są czasami tłumaczone z innego języka, a posty mogą dotyczyć krajów z innymi przepisami dotyczącymi zwierząt.
Ponieważ forum jest tłumaczone automatycznie przez sztuczną inteligencję, tłumaczenia mogą zawierać błędy.
Mój szczeniak Raphy, którego wziąłem 2 miesiące temu, zachowuje czystość. Niedługo skończy 5 miesięcy i właściwie od samego początku nie brudzi w domu.
Zdarzyło mu się może 4-5 razy nasikać i 2 razy zrobić kupę, odkąd u mnie jest. Pierwszego dnia była wpadka – i siusiu, i kupa – co uważam za normalne, bo przecież zabrano go od mamy, wcześniej mieszkał na zewnątrz i nie znał życia w domu.
Żeby nauczyć go czystości, za te kilka razy, kiedy mu się zdarzyło nabrudzić, nic mu nie mówiłem i sprzątałem tak, żeby tego nie widział.
A kiedy załatwia się na dworze, zawsze go chwalę, mówię „dobry pies”, „super” i mocno głaszczę.
Sam zrozumiał, że sikanie w domu = brak reakcji z mojej strony, a sikanie na dworze = nagroda.
Radziłbym ci też, żeby po tym, jak piesek się załatwi na zewnątrz, nie wracać od razu do domu, tylko kontynuować spacer. Na początku sam popełniłem ten błąd, bo rano miałem wszystko wyliczone co do minuty przed wyjściem do pracy. Raphy zaczął wtedy specjalnie wstrzymywać potrzeby na dworze, żeby tylko przedłużyć spacer. Teraz, przy dłuższych wyjściach, jak tylko poczuje pierwszy lepszy trawnik, od razu się załatwia, a potem idziemy dalej na spacer, bawimy się itd.
Świetnie potrafi mi pokazać, że musi wyjść – przynosi mi albo swoją zabawkę, którą zawsze mamy na dworze, albo moje buty.
Myślę, że nie potrzebujesz maty, bo po co uczyć psa załatwiania się w domu, żeby potem uczyć go czegoś zupełnie innego? Lepiej od razu uczyć go dobrych manier od samego początku.
Zgadzam się z Kikaah i Mel, też jestem przeciw. Bardzo często szczeniak nie widzi różnicy między dywanem a matą higieniczną, kiedy już się ją zabierze. Ale jak ze wszystkim, zdarzają się wyjątki. Mimo wszystko, moim zdaniem lepiej stawiać na regularne spacery niż pozwalać maluchowi załatwiać się w domu.
Jest w tym coś instynktownego. Dopóki nie zaburzamy tego instynktu (zapewniając szczeniakowi regularny dostęp do dworu, z matami higienicznymi czy bez), wszystko układa się naturalnie.
Małe „ale” jednak jest – widać, że niektóre szczeniaki nie mają tego naturalnego odruchu. Często spotykamy na forum zdesperowane osoby, bo ich psiak w wieku 8 miesięcy wciąż załatwia się w domu. Czasem to ewidentnie kwestia zbyt rzadkich spacerów, ale nie zawsze... Od czasu do czasu piszą do nas ludzie, których szczeniaki na zewnątrz nic nie robią, tylko czekają na powrót do domu, żeby przynieść sobie ulgę. To raczej rzadkie przypadki, bo ogromna większość szczeniąt uczy się czystości dość naturalnie, ale jednak się to zdarza.
Czy to wrodzone, czy nabyte? Myślę, że może to wynikać z warunków w hodowli, które nie pozwoliły na rozwinięcie tych naturalnych odruchów (szczeniak bez dostępu do dworu, a nawet bez powierzchni chłonnych pod łapami) albo z jakiegoś traumatycznego przeżycia (strach przed otoczeniem, przez który piesek nie jest na tyle wyluzowany, by się załatwić).
W takim konkretnym przypadku warto pewnie postawić na taką prawdziwą „naukę czystości”, np. super mocno nagradzać psa, kiedy załatwi się na zewnątrz i nazwać tę czynność konkretnym słowem, żeby potem móc zmotywować psiaka do załatwienia potrzeb na komendę.
Ale dla większości szczeniaków... bez względu na to, czy używasz mat do ochrony podłogi, czy nie, regularny dostęp do dworu w zupełności wystarczy :)
Jeśli chcemy, żeby pies zrozumiał, że sikanie w domu jest złe, to przecież trzeba mu to jakoś wytłumaczyć.
Moim zdaniem – absolutnie nie. Szczeniak wcale nie ma większej „ochoty” załatwiać potrzeb na twardej podłodze, niż niemowlak ma „ochotę” robić w pampersa ^^
To po prostu kwestia możliwości. Dziecku nie tłumaczymy, że robienie w pieluchę jest „złe”, tylko po prostu sadzamy je na nocnik, a jak już dorośnie, to zaczyna korzystać z toalety.
Nigdy nie próbowałam uświadamiać szczeniakowi, że sikanie w domu jest „złe”, a i tak bez problemu uczyły się robić na zewnątrz. To po prostu naturalna kolej rzeczy u psa.
Kiedy moja suczka przyszła na świat, załatwiała się matce prosto do pyska... potem w stodole, później już na zewnątrz itd. **** nie mówiła swoim szczeniakom: „nie wolno sikać w stodole!”, natura po prostu sama robi swoje.
Nasza pierwsza sunia, którą mieliśmy jeszcze w mieszkaniu – mój tata kładł gazety przy samych drzwiach i jeśli poczuła potrzebę, a nie mogła od razu wyjść, to załatwiała się właśnie na nie. Bardzo szybko nauczyła się czystości (może w jakieś dwa tygodnie), w ogóle nie było z tym problemu i nigdy nie zdarzyło jej się nabrudzić na inne powierzchnie w mieszkaniu.
Z kolei moja obecna suczka miała do dyspozycji ogród na każde zawołanie i nigdy nie używałam gazet, a mimo to nauka czystości zajęła jej znacznie więcej czasu, bo aż kilka miesięcy.
To wcale nie była kwestia „niezrozumienia”, bo ona bardzo chciała załatwiać się na zewnątrz (wpadki w domu zdarzały się zawsze pod samymi drzwiami... gdyby tylko były otwarte, na pewno by wyszła). Po prostu jej ogromna energia wpływała na częstotliwość – szczeniak, który ciągle wariuje, więcej pije, a co za tym idzie, częściej musi siusiu.
Krótko mówiąc, nie sądzę, żeby istniała tu jakaś jedyna, obiektywna prawda. Nieważne, co robimy, najważniejsze to po prostu obserwować naturalny rytm szczeniaka i się do niego dostosować.
Położenie podkładu przy drzwiach, w stronę których szczeniak i tak instynktownie zmierza (żeby po prostu nie zniszczyć podłogi), to co innego niż ustawianie kuwety w losowym kącie domu i zanoszenie tam psiaka.
W tym pierwszym przypadku po prostu podsuwamy podkład tam, gdzie maluch sam idzie, w drugim natomiast jest to już taka wymuszona, nienaturalna nauka załatwiania potrzeb w konkretnym miejscu wewnątrz domu.
Ja jestem na nie, bo według mnie najlepszym sposobem na naukę czystości jest wyprowadzanie psiaka tak często, jak to tylko możliwe. Po co zawracać sobie głowę jakimiś gadżetami, skoro wystarczy para butów? ^^
Nie potrafię ci wyjaśnić, co poszło nie tak z psami twoich rodziców. Mogę ci tylko powiedzieć, że hodowczyni Basile’a ma 5 dużych pudli i używa podkładów dla szczeniaków (wszystkie mieszkają w domu) i nie ma żadnych problemów z dorosłymi psami.
Zresztą, jak masz miot, to nawet jeśli nie używasz podkładów, nie jesteś w stanie pilnować każdego szczeniaka z osobna, żeby przyłapać go na gorącym uczynku, kiedy sika w domu, i powiedzieć mu „nie”. Po prostu siuśki lądują na twoim parkiecie zamiast na podkładzie. Ale tak czy siak, z podkładem czy bez, dorosłe psy mieszkające ze szczeniakami będą widzieć, jak maluch załatwia się w domu bez żadnej kary, więc idąc twoim tokiem rozumowania, mogłyby to uznać za „pozwolenie” na sikanie w środku.
Léon widział przecież, jak Basile sika na podkład, a od czasu do czasu na kafelki, a w ogóle nie przyszło mu do głowy, żeby robić to samo. „Pozwolenie” czy nie, mój pies chce się załatwiać tylko na zewnątrz. To jest właśnie to, co mnie dziwi w twojej historii. Dorosły pies normalnie nie szuka „pozwolenia” na sikanie w domu – nie dlatego, że to zabronione, ale dlatego, że po prostu nie ma na to ochoty, to mu nawet nie przejdzie przez myśl. O wiele bardziej woli robić to na zewnątrz, na spacerze, żeby znaczyć teren (czy psy twoich rodziców mają regularną okazję do znaczenia terenu na spacerach?). To tak samo, jak ty nie pójdziesz wytarzać się w kupie, nawet gdybyś widziała, jak robią to wszyscy twoi mali kuzyni czy kuzynki – po prostu nie przyszłoby ci to do głowy. To jest wręcz instynktowne – moje psy nie chcą załatwiać się w domu odkąd nauczyły się czystości i myślę, że mogłabym im pokazać dziesiątki szczeniaków sikających w domu, a to i tak nic by nie zmieniło.
Dla mnie u zdecydowanej większości psów nauka czystości nie polega na przyswojeniu zakazu (pies nie sika w domu, bo został za to skrzyczany), ale na nawyku, który wykształca się szybciej lub wolniej dzięki psim instynktom (mniej lub bardziej silnym u różnych osobników), takim jak szukanie chłonnych powierzchni, oddalanie się od miejsca spania czy znaczenie terenu na spacerze. Jeśli pies wykazuje te instynkty i dajemy mu możliwość ich realizacji (częste wychodzenie na zewnątrz), to jestem przekonana, że karcenie psa za załatwienie się w domu prawie nic nie daje.
Wiadomo, niektóre psy wydają się nie mieć tych instynktów, tego naturalnego impulsu, by załatwiać się na zewnątrz (pewnie dlatego, że zostało to zaburzone jeszcze w hodowli) – w takim przypadku nauka czystości może wymagać prawdziwego treningu, ale na szczęście to nie jest większość psów.
Tak, zabezpieczenie parkietu to w zasadzie tak, jakbyś położyła gigantyczny podkład, jeśli chcesz. Tyle że na tym wielkim podkładzie, który chroni podłogę, sikanie jest zabronione! Za każdym razem, gdy przyłapałam Odina na gorącym uczynku, pokazywałam mu, że nie jestem zadowolona: „NIE, siku robi się na dworze!”. Oczywiście bez żadnej przemocy.
Ale ignorowanie czy sprzątanie tak, żeby pies nie widział – nigdy tak nie robiłam. Jeśli chcemy, żeby pies zrozumiał, że sikanie w domu jest fe, to jednak trzeba mu to jakoś wytłumaczyć.
Moi rodzice nigdy nie używali podkładów, zaczęli dopiero, gdy pojawił się u nich miot – tak było po prostu wygodniej przy szczeniakach. Ale fakt jest taki, że dorosłe psy, które wcześniej zachowywały idealną czystość, uznały wtedy, że sikanie w domu jest dozwolone. Mimo że dorosłe osobniki zawsze były wyprowadzane, to zadziałało tu zwykłe naśladownictwo. Skoro małe mogą robić na ten rodzaj dywanika, to my też możemy. A kiedy ten dywanik znika, no to robi się na inny...
Nie sądzę, żeby to był problem z samym wychowaniem, po prostu rodzice dostali kiepskie rady. To, co można znaleźć wszędzie w sieci: „postaw szczeniakowi kuwetę, żeby nauczyć go czystości”. Wybrali to rozwiązanie dla ułatwienia – przy sześciu szczeniakach w lutym trudno było wychodzić na zewnątrz co godzinę...
Ale faktem jest, że te trzy dorosłe psy, które jako szczeniaki nigdy nie były uczone załatwiania się do kuwety, potraktowały ten podkład jako przyzwolenie na sikanie w domu. A przecież były już świetnie ułożone. Całe szczęście, że mają teraz tylko jamniki, przy dogach niemieckich byłoby ciężko 😅 ilość sikańców jest jednak zupełnie inna.
Swoją drogą mam wrażenie, że cała ta historia z psią kuwetą jest faworyzowana głównie przez właścicieli małych psów. Ale mały czy duży – pies ma takie same potrzeby!
Właśnie dlatego dobrym zabezpieczeniem jest zwinięcie dywanów, dopóki szczeniak nie nauczy się w pełni zachowywania czystości – niezależnie od tego, czy używasz podkładów, czy nie. Wiele szczeniaków naturalnie wybiera maty po prostu dlatego, że instynkt podpowiada im szukanie chłonnych powierzchni. Jeśli w domu są dywany, mogą je sobie upatrzyć nawet wtedy, gdy nigdy nie stosowało się podkładów. Nie jest to regułą, ale skoro tak łatwo można uniknąć wypracowania złego nawyku, który potem bywa trudny do wyplenienia, to po co ryzykować?
Więc u mnie zasada jest prosta: szczeniak = brak dywanów. I nie chodzi tylko o kwestie sikania – dywan to też świetny materiał do memłania i gryzienia.
Szczerze mówiąc, nigdy nie rozumiałem całego tego stresu i negatywnych emocji wokół podkładów. Myślę, że jak to często bywa, problemem nie jest sam przedmiot, ale to, jak ludzie go używają. Można przecież korzystać z maty i jednocześnie prowadzić „klasyczną” naukę czystości. Nie wiem, jak robili to twoi rodzice, ale najwyraźniej zupełnie inaczej niż ja, bo ja nigdy nie uczyłem swoich psów, że „wolno załatwiać się w środku”, tak jak o tym opowiadasz.
Moje podejście do podkładów było czysto praktyczne. To znaczy, że nigdy nie uczyłem szczeniaka na nie wchodzić – sam to robił, bo po prostu wolał załatwiać potrzeby na chłonną powierzchnię.
Gdyby jednak mój pies nie miał takiego odruchu (a nie wszystkie go mają, zwłaszcza szczeniaki, które w hodowli nie miały takiej możliwości), nie starałbym się go tego uczyć na siłę. Najwyżej pokazałbym mu matę 2-3 razy, żeby tylko zauważył jej obecność, ale bez żadnego naciskania. Naleganie, żeby pies sikał na podkład, jeśli sam z siebie tego nie robi, albo wzmacnianie tego zachowania (smaczkami itp.), to moim zdaniem faktycznie strata czasu, jeśli docelowo chcemy, żeby załatwiał się na zewnątrz.
Jeśli używamy podkładu tylko pomocniczo, bazując na instynkcie wielu szczeniaków do wybierania chłonnych podłoży... czy to żwirek, mata, czy dywan w domu (albo trawa, ziemia czy piasek na dworze...), a jednocześnie prowadzimy naukę czystości w klasyczny sposób (wychodzenie ze szczeniakiem tak często, jak się da i chwalenie go za załatwienie się na zewnątrz), to nie widzę, dlaczego miałoby to być bardziej „niebezpieczne” niż zabezpieczanie parkietu, o którym wspominasz.
Zabezpieczanie parkietu to w gruncie rzeczy to samo, co położenie jednej wielkiej maty na całą podłogę. Ja zamiast chronić całą powierzchnię, zabezpieczyłem tylko jej malutki fragment (ten pod matą) i wykorzystałem instynkt malucha :)
No tak, ale sęk w tym, że podczas nauki nie było żadnych problemów, ani razu nie zdarzyło się siku na dywan. Dopiero jak zabraliśmy maty, to psiaki przerzuciły się właśnie na dywany. I to nie tylko szczeniaki! Nawet dorosłe (wtedy miałam trzy dorosłe psy), które normalnie zachowywały czystość, uznały, że skoro tak, to najwyraźniej wolno załatwiać się w domu...
Naprawdę jestem temu przeciwna i nigdy bym czegoś takiego nie użyła. Bo to, że jeden szczeniak szybko załapie, wcale nie gwarantuje, że z każdym tak będzie.
Jak brałam Odina, przygotowałam całe mieszkanie (zabezpieczyłam parkiet), bo byłam pewna, że będę sprzątać siki przez długie miesiące. A ostatecznie mały nauczył się czystości w 15 dni... Gdybym postawiła mu taką „kuwetę”, to na bank trwałoby to znacznie dłużej.