Mój pies nie daje się złapać
Treści na forum są czasami tłumaczone z innego języka, a posty mogą dotyczyć krajów z innymi przepisami dotyczącymi zwierząt.
Ponieważ forum jest tłumaczone automatycznie przez sztuczną inteligencję, tłumaczenia mogą zawierać błędy.
Jak widzę chihuahua wychowanego jak prawdziwego psa, to taka rzadkość, że aż mi mowę odejmuje :-)
Mój sprzedawca karmy ma właśnie takiego agenta – jest mega spokojny i pewny siebie przy moich psach, które są od niego 50 razy większe...
Ostatnio zaproponował mojej suni zabawę w przeciąganie liny tym swoim 10-centymetrowym sznurkiem LOL
Moja psina trzymała tylko sam koniec i udawała, że ciągnie.
To niesamowite, jak psy potrafią dostosować swoją siłę, gdy są przyzwyczajone do kumpli o najróżniejszych gabarytach. Gdyby szarpnęła tak, jak robi to z Buckiem, to ten maluch pewnie zaliczyłby lot w kosmos, ale ona robiła tylko takie mikroruchy, a mały dawał z siebie wszystko :-)
Uwielbiam tego małego psiaka.
Dzięki za wasze odpowiedzi!
Będę więcej pracować nad przywołaniem, unikać zbyt częstego brania jej na ręce i postaram się jej już tyle nie łapać...
Dzień dobry,
Często mamy tendencję do łapania i noszenia małych piesków jak jakieś paczki czy pluszaki, a przecież to są prawdziwe psy – to całkiem zdrowe, że im się to nie podoba.
Musisz traktować swoją suczkę tak, jakby ważyła z 35 kilo. Trzeba ją uczyć różnych rzeczy, a nie po prostu brać na ręce i zabierać z drogi, kiedy tylko poczujesz jakieś zagrożenie.
Głównym problemem przy braniu psa na ręce przed każdym „niebezpieczeństwem” jest to, że on faktycznie zacznie to tak interpretować. Mój pies jest większy niż chihuahua, ale kiedy go wzięłam, ważył 2,5–3 kg, więc wtedy byle ugryzienie mogło się dla niego źle skończyć. Mimo to pozwalałam mu na spotkania z dużymi psami, ważącymi ponad 35 kg. To bardzo pomogło w jego socjalizacji – dziś świetnie radzi sobie podczas spotkań i nawet psy z opinią agresywnych czy nieprzewidywalnych wcale go nie atakują. Pewnie nie byłoby tak, gdybym nie włożyła wysiłku w socjalizację i gdyby był jak wiele małych piesków, które szczekają albo warczą za każdym razem, gdy mijają innego psa.
Nie będziesz w stanie unikać spotkań za każdym razem. Pewnego dnia jakiś pies luzem podbiegnie do Twojego albo Twój do innego i wtedy lepiej, żeby był poprawnie zsocjalizowany i pewny siebie. Bo jeśli zacznie szczekać czy warczeć, to właśnie wtedy ryzykuje najwięcej i może faktycznie zostać zaatakowany. Małe psy potrafią się dogadać, a nawet 50-kilogramowy olbrzym, choćby był trochę niedelikatny, zrozumie, kiedy zostanie ustawiony do pionu. Psy, które atakują bez ostrzeżenia, spotyka się rzadko – zazwyczaj to cały rytuał, podczas którego psy decydują, czy dojdzie do spięcia, czy nie. Jeśli masz dobrze zsocjalizowanego psa, unikasz 99% bójek. Jeśli natomiast Twój pies zacznie warczeć na inne psy lub na nie szczekać, bo nie odrobiliście wcześniej lekcji, to któregoś dnia na pewno zostanie zaatakowany.
Szczeniaka nosimy na rękach tylko wtedy, gdy jest zmęczony, a nie po to, by chronić go przed potencjalnym zagrożeniem. Mój nigdy nie lubił być noszony zbyt długo, a od 4. miesiąca życia na spacerach dawał radę na znacznie dłuższych dystansach, więc właściwie przestałam go już nosić.
Cześć, na pewno ten czas izolacji i lockdownu wcale Wam nie pomógł...
Tak jak inni już słusznie zauważyli, bardzo ważne jest, żebyście popracowali nad przywołaniem.
Nawet chihuahua biega szybciej od Ciebie, a tak naprawdę największe ryzyko pojawia się wtedy, gdy zaczynasz go gonić, żeby go „złapać”.
Dobrze jest też poćwiczyć komendę „stój” na odległość oraz „zostań”.
To bardzo skuteczne, jeśli chcesz, żeby Twój pies dosłownie „zastygł w bezruchu” do czasu, aż do niego podejdziesz. Mój pies radzi sobie znacznie lepiej z komendą „stój-zostań” niż ze zwykłym przywołaniem, gdy wokół jest dużo rozpraszaczy (poza tym oczywiście przywołanie ma wzorowe).
Oczywiście pamiętaj: pies to nie ptak, przestańmy go podnosić bez potrzeby. Pozwólmy mu po prostu być psem i stać na własnych czterech łapach. :-)
Jeśli chodzi o socjalizację, Docline świetnie to wyjaśniła: trzeba zbanalizować widok innych przechodzących psów. Bądź wyluzowana, zostaw psa na ziemi i wymagaj od niego spokoju (komenda „siad” lub „waruj”), gdy mijają Was inne czworonogi. Jeśli szczeka, mówisz stanowcze „NIE” i ma wrócić na miejsce. To samo, jeśli warczy.
Może mogłabyś usiąść sobie spokojnie w miejscu, gdzie przechodzi dużo psów na smyczy (oczywiście prosząc z daleka ich właścicieli, żeby nie podchodzili do Was, gdy psy są na uwięzi...)?
Rozumiem Twój lęk przed innymi psami, ale sama dobrze wiem, że pies to wyczuwa. Musisz koniecznie popracować nad własnym nastawieniem. Nie znasz kogoś, kto ma spokojnego, dobrze ułożonego psiaka, z którym mogłabyś zabrać swoją suczkę na wspólny spacer?
Psy to stworzenia, które bardzo mocno działają na zasadzie przyzwyczajenia.
Im bardziej uda nam się sprawić, że dana sytuacja stanie się dla psa czymś normalnym, tym lepiej będzie się on zachowywał.
Możesz na przykład poprosić innego właściciela, żeby przechodził z psem na smyczy tam i z powrotem kilka razy, a w tym czasie pilnujesz, żeby Twój własny pies przestał się nim interesować. Stoisz obok i trzymasz jego głowę skierowaną w Twoją stronę, jeśli zaczyna się fiksować na tamtym psie, aż poczujesz, że odpuszcza i przestaje na niego zwracać uwagę. Wtedy pochwal go za dobrze wykonane ćwiczenie.