Cześć,
Moja sunia ma w zasadzie to samo, tylko w większej ilości, a do tego ma właśnie cieczkę.
Poszłam do weterynarza, żeby spróbować wcisnąć się gdzieś między pacjentami, bo asystentka weterynaryjna zerknęła na jej **** i był taki trochę twardy. Wyjaśniłam, że od poprzedniego dnia mała ma też problemy z oddawaniem moczu. Należę do osób, które starają się leczyć swoje zwierzaki naturalnymi metodami, więc jak już idę do weterynarza, to znaczy, że pojawił się problem, którego nie potrafię sama rozwiązać bez porady specjalisty, a przynajmniej asystentki.
Asystentka myślała, że martwię się na zapas, bo to pierwsza cieczka mojej suni, ale ja od dziecka wychowywałam się z psami.
W każdym razie, ponieważ naciskałam, lekarka poradziła mi, żeby podmywać małą płynem do higieny intymnej albo nawet szarym mydłem. Powiedziałam jej, że właśnie to robię, bo moja młoda psinka nie ma jeszcze odruchu dbania o higienę, więc codziennie przemywam ją myjką i czystą wodą, żeby nie zaburzyć pH itd. Weterynarz powiedziała, że mogę użyć mydła antyseptycznego z chlorheksydyną do dezynfekcji (takiego jak Septivon) i jeśli ból przy siusianiu i ogólny dyskomfort nie miną po 3-4 dniach, mam wrócić na wizytę.
No więc kupiłam to mydło, wzięłam też w aptece homeopatię na infekcje dróg moczowych, którą poleciła mi farmaceutka, i wróciłam do domu.
Mimo dużego rozcieńczenia starałam się, żeby mydło trochę się spieniło, i udało mi się wyciągnąć coś, co po prostu siedziało na sierści. Wzięłam okulary, żeby lepiej się przyjrzeć.
Okazało się, że moja sunia miała powbijane mnóstwo mini-drzazg czy takich igiełek z jakiejś rośliny, pewnie z ostu. Codziennie chodzimy na spacery na łono natury, mimo że mieszkam blisko dużego miasta, a teraz jest sezon na osty. Nie mam pojęcia, jak to się dokładnie stało, ale wzięłam pęsetę i bardzo ostrożnie wszystko wyciągnęłam, uważając, żeby nie wyrywać jej sierści. Pęsetę oczywiście wcześniej zdezynfekowałam, a potem jeszcze raz delikatnie przemyłam jej te okolice myjką z roztworem chlorheksydyny (pamiętajcie, żeby zawsze dokładnie czytać ulotkę! Używa się pół nakrętki na około 170 ml letniej wody do przemywania sromu).
Po tym wszystkim moja psinka spała jak suseł. A wieczorny spacer wydawał się dla niej o wiele bardziej komfortowy.
Zobaczymy, jak będzie w najbliższych dniach i w razie czego wrócę do weterynarza na kontrolę, ale mam wrażenie, że „miejscy” lekarze nie znają się na dzikich roślinach i myślą tylko o zagrożeniach typu kłosy albo kaktusy doniczkowe... Dlatego pamiętajcie, żeby zawsze dokładnie mówić weterynarzowi, gdzie chodzicie na spacery albo czy pies nie wytarzał się w jakiejś padlinie itp.