Doberman ważący 60 kg to albo jest otyły, biedaczysko, albo po prostu ogromny.
Mój poprzedni doberman ważył już 50 kg... To były same mięśnie i kości. Kiedy pies tej rasy przekracza taką wagę, myślę, że to już raczej odstępstwo od normy niż trzymanie się wzorca, i często wynika po prostu z nadwagi! Mój pies był bardzo duży, ale to i tak była już górna granica tego, co u dobermana dopuszczalne.
W każdym razie, nie szukajcie na siłę „największego” czy „najpotężniejszego” psa, jakiego się da.
Może Hiszpania byłaby jakąś alternatywą? Rady mam te same, co przy każdym dobermanie (nieważne, czy z Francji, czy skądkolwiek indziej): bądźcie nieugięci, jeśli chodzi o badania zdrowotne rodziców. W Hiszpanii dobermany są odrobinę mniej potężne...
Inna opcja to sprawdzenie schronisk i fundacji dedykowanych dobermanom. Często można tam znaleźć młode psiaki albo dorosłe z kopiowanymi uszami, pochodzące z Hiszpanii lub z Europy Wschodniej. To albo psy oddane przez właścicieli, albo uratowane z hiszpańskich perreras (schronisk). Połączenie szczęścia z posiadania wymarzonego psa z uratowaniem zwierzaka to coś, co warto przemyśleć, jeśli nie jesteście nastawieni wyłącznie na szczeniaka.
Cześć,
jedynym ryzykiem w przypadku dobermanów ze wschodu jest DCM: wszystkie te ich pseudo-czempiony ważące po 60 kg nie dożywają więcej niż 6-7 lat.
Jako alternatywę sprawdź Portugalię i Włochy (z Hiszpanią to już chyba temat spalony, o ile się nie mylę).
Tak właśnie zamierzam zrobić. Chciałbym jednak poznać opinie osób, które już przez to przeszły. Nie chcę jednak wywoływać tu żadnej burzy. Dzięki.
Jest strona pewnego pośrednika, który zajmuje się właśnie importem dobermanów. Współpracuje on z kilkoma serbskimi hodowcami (wydaje mi się, że wszyscy są z Serbii, ale trzeba by to jeszcze sprawdzić). Nie będę tutaj wymieniać nazwy ani podawać linku, ale łatwo go znajdziecie, wpisując w wyszukiwarkę hasła takie jak „doberman kopiowane uszy import”...
Oprócz tego pośrednika możecie spróbować skontaktować się z hodowcami, którzy sami mają w swoich hodowlach dobermany sprowadzone z tamtych stron (mogą być dość powściągliwi, bo ich celem jest sprzedaż własnych szczeniąt u nas w kraju, a nie tych z zagranicy... Ale dlaczego by nie spróbować?).
Osoby prywatne rzadko chwalą się na prawo i lewo, że sprowadziły psa stamtąd, biorąc pod uwagę kontrowersje związane zarówno z krajami pochodzenia, jak i samym kopiowaniem uszu...
I pozdrowienia dla @Bernard przy okazji (ostatnio bawimy się w chowanego w różnych drażliwych tematach 😈).
Dobra, nie wchodząc już w debatę o uszach i ogonach – kiedy szukasz psa rasowego, musisz zrobić porządny research na temat pracy hodowcy, skupiając się przede wszystkim na badaniach zdrowotnych i socjalizacji.
Poza tym, podobnie jak u nas, w krajach, którymi się interesujesz, na pewno działają odpowiedniki naszego ZKwP (Związku Kynologicznego w Polsce) z listą zarejestrowanych hodowli. Nie ograniczaj się tylko do jednego miejsca.
Weź sobie parę dni urlopu i odwiedź kilka tamtejszych hodowli. Porozmawiaj z hodowcami, przejrzyj wyniki badań... tak jak wspomniał wiegehts, pies to towarzysz na dobre 10 lat, więc nie oszczędzaj czasu ani środków, żeby znaleźć psiaka, który będzie nie tylko ładny, ale i zdrowy.
Jeśli chodzi o kopiowanie uszu i ogonów... Jeśli ogon jest przycinany w ciągu 8 dni od urodzenia, a uszy kopiuje weterynarz pod pełną narkozą, to naprawdę nie ma o co robić afery. I po raz setny: jeśli chodzi o psią komunikację, nigdy nie miałem żadnych problemów z psami kopiowanymi. Jedyna rzecz, która daje mi do myślenia w kwestii ogona, to sprawa równowagi – to logiczne, ogon służy psu jako naturalny ster i przeciwwaga. Ale szczerze mówiąc, nigdy nie widziałem, żeby moje dobermany się przewracały, za to znam takie, które sobie ten ogon po prostu... złamały!
A tym bardziej, mój drogi Bernardzie, czy ktoś kiedykolwiek zarzucał owczarkom niemieckim ze stojącymi uszami albo naturalnie bezogoniastym owczarkom australijskim, że mają problemy z komunikacją? No nie wydaje mi się. Zwłaszcza że u dobków cięcie uszu to nie jest żaden "battle crop" przy samej czaszce...
No i tak, doberman z długim ogonem często robi sobie nim krzywdę. Miałem taki dobitny przykład przez ponad 9 lat u swojego boku – jak tylko pies gdzieś uderzył ogonem, to od razu "odmalowywał" mi całe mieszkanie w stylu Giacomettiego.