Hej hej! Dzięki za wszystkie miłe wiadomości :)
No to krótkie podsumowanie piątku:
Wizyta była z dużym opóźnieniem, bo mieli jakiś bardzo poważny, nagły przypadek, który wywołał spory chaos w klinice. Razem z Minnie czekałyśmy grzecznie w poczekalni na lekarza, aż nagle rzuciły się na nią dwa podekscytowane husky.
Minnie boi się dużych psów – pracujemy nad tym, ale ta sytuacja zniszczyła miesiące naszej pracy. Obie byłyśmy tym nieźle roztrzęsione.
Wizyta zapowiadała się więc fatalnie, a że i tak byłam już cała w nerwach, to była to po prostu kropka nad i.
Jak już weterynarz do nas przyszedł, to ustaliliśmy co następuje:
– układ pokarmowy jest zmęczony, trawienie spowolnione (była na czczo, a mimo to brzuch nie był pusty)
– w kwestii najczęstszych chorób przewlekłych wszystko w porządku
– zanim zaczniemy robić testy, warto sprawdzić, jak jej żołądek zareaguje na lekkostrawne jedzenie (podobno BARF może go za bardzo obciążać, jeśli brzuszek jest osłabiony)
Zdecydowaliśmy się więc na zmianę diety, żeby dać jej odpocząć.
Tyle że to jakaś katastrofa. Biedna robi niby bardziej uformowane kupy, ale wychodzą z niej w sposób zupełnie niekontrolowany... Ciągle załatwia się w domu, mimo że wychodzimy co godzinę.
Zdarzyło jej się nawet zsikać na kanapę (musi być z nią naprawdę kiepsko, skoro do tego doszło).
Przez ten ryż w porcjach ma gazy i jest cała wzdęta. W dwa dni zrobiła się z niej prawdziwa beczka. Dokładnie tak, jak wtedy, gdy jadła suchą karmę.
Ja osobiście podejrzewam po prostu nietolerancję kurczaka.
Kiedy chorowała, dawałam jej głównie kurczaka i myślę, że to tu leży problem: w czwartek i piątek jadła tylko wołowinę i w piątek wieczorem kupa była idealna.
Zadzwoniłam znowu do lecznicy. Pani weterynarz powiedziała, żeby wrócić do normalnego jedzenia i faktycznie spróbować bez kurczaka, skoro tak podejrzewam. Ona ze swojej strony skonsultuje się jeszcze z kolegami po fachu, żeby poznać ich opinię.
Jeśli to nie to, to mam wrażenie, że wyczerpiemy już wszystkie „klasyczne” tropy.