Wracam na forum, żeby podzielić się moją dzisiejszą katastrofą.
Wszystko jest w tytule: mój potworek zjadł podpaskę, razem z plastikowym opakowaniem.
Jak tylko się zorientowałam, od razu telefon do weterynarza. Mamy wizytę za 2 godziny na badanie i USG.
Biorąc pod uwagę rozmiar tego przedmiotu w porównaniu do mojej psiny oraz samą naturę tego znaleziska, w lecznicy nie zalecają czekania, aż samo wyjdzie, tak jak przy innych drobiazgach. Chcą ją najpierw przebadać, zanim cokolwiek doradzą.
Siedzę więc cała w nerwach i czekam na godzinę wizyty. Stało się to w nocy, więc jest już za późno na wywoływanie wymiotów. Nie mam pojęcia, co będzie dalej.
A co do tego, jak ona w ogóle dorwała tę podpaskę... powiem tylko tyle, że moja siostra dzisiaj chyba będzie spała na klatce schodowej.
Chętnie przyjmę wszelkie info o połknięciu podobnych rzeczy, zwłaszcza jeśli macie jakieś pocieszające historie!
Przetłumaczony francuski
Treści na forum są czasami tłumaczone z innego języka, a posty mogą dotyczyć krajów z innymi przepisami dotyczącymi zwierząt.
Ponieważ forum jest tłumaczone automatycznie przez sztuczną inteligencję, tłumaczenia mogą zawierać błędy.
I tak miałam dzwonić do weterynarza w innej sprawie, więc dopytam o ten olej konopny dla Doudou, dzięki za radę! :)
Muszę tylko zobaczyć, jak to zgrać w czasie, bo muszę mu ręcznie odkażać każdą krostkę 3 razy dziennie. Zastanawiam się, czy mogę smarować olejem od razu po dezynfekcji, czy lepiej robić to w przerwach między jednym a drugim odkażaniem!
Dzięki za te wszystkie dobre myśli, na pewno nam to pomaga! :)
(Nie odświeżałam wątków o Oxane, zakładając, że po ostatnich wieściach wszystko idzie ku dobremu – tak faktycznie jest?)
Biedna malutka 😞, przesyłam ogromne głaski dla Minnie.
I mnóstwo pozytywnej energii, żeby to badanie w końcu dało jakąś odpowiedź.
Twoja śliczna psinka musi się jeszcze dzielnie trzymać.
(Jeśli chodzi o krostki u Oxane, to olej konopny Bioflore nakładany dłonią bardzo pomógł na to jej okropne drapanie...) Podpytaj weterynarza, czy u Minnie też można by go zastosować?
Może ma po prostu słabsze zdrowie? Ale nawet szczeniak z hodowli może mieć delikatniejszy organizm...
Ale mielibyśmy mniej przytulania, bo przecież wiesz, że Moumouth jest zawsze „zakochany”, jak tylko spotkamy jakiegoś chihuahua. Wtedy nic innego dla niego nie istnieje! U niego to zupełnie jak u ludzi – przeciwieństwa się przyciągają!
O rany, Misanthrope, nie wywołuj wilka z lasu, aż mi łzy stanęły w oczach! (Jestem tak wykończona, że wczoraj ryczałam ze stresu w poczekalni u weterynarza na samą myśl o słowie „zapalenie trzustki”, mimo że przysięgam, prawie nic nie sprawdzałam w Google).
Na pewno pech też gra tu rolę i nawet twój wspaniały Moumouth, ukochany synek swojej mamusi, który – o ile dobrze zrozumiałam – pochodzi od naprawdę rzetelnej hodowczyni, mógł po prostu wyciągnąć nieszczęśliwy los na loterii!
To była tylko taka luźna refleksja, bo powiem ci, że gdybym wiedziała przy adopcji, że będę mieć takie problemy z Minnie, i tak bym ją wzięła. Daje mi tyle miłości i szczęścia, że to by nic nie zmieniło! Czasami, jak mam gorszy dzień, wystarczy, że pomyślę o jej kochanym pyszczku i od razu mi lepiej. W niedzielę musiałam tłumaczyć znajomym, że nie, nie mam czasu na oglądanie telewizji: „Ale co ty robisz w wolnym czasie?”. No cóż... Jak tu im powiedzieć, że przez 90% czasu po prostu gapię się na Minnie? 😳
Zresztą, gdybym miała u siebie twojego Moumoutha, miałabym nie lada problem: nie wiem, czy byłabym w stanie się od niego odkleić (a Minnie pewnie byłaby wściekła)! 😁
Wiesz, Moumouth pochodzi z naprawdę porządnej hodowli, ma nienaganną genetykę. W zeszłą sobotę (już nie biorę udziału w wystawach, żeby go nie męczyć) to jego brat zdobył tytuł mistrza świata, a tymczasem zdrowotnie to z niego taki „CHOMIK”! Jest moim oczkiem w głowie i robię wszystko, żeby czuł się dobrze, ale ciągle coś się dzieje! Wychodzi na to, że Ty masz swojego „maluszka”, a ja „olbrzyma”, ale obie jedziemy na tym samym wózku! Będziesz cieszyć się towarzystwem Minnie znacznie dłużej niż ja Moumoutha! Tego dnia zamknę konto i zakończę swoje życie razem z nim!
Dzięki wielkie za słowa wsparcia, naprawdę bardzo nam pomagają! U nas ostatnio nieszczęścia chodzą parami i przez sytuację z Minnie oraz całą resztę mam już powoli wszystkiego dość...
Biedna Minnie od wczoraj marnie się czuje, a przez te krostki, które dają jej w kość, zaczyna już wychodzić z siebie.
Masz rację Docline, ja też mam wrażenie, że nie ruszymy z miejsca bez zdiagnozowania głównej przyczyny problemu. Liczę na to, że to badanie (które kosztuje fortunę!) w końcu da nam jakieś odpowiedzi.
A jeśli chodzi o Misanthrope, to według lekarza to już nie tyle kwestia samego ręcznika, bo u niej nawet „skażone” mięso czymś, co dla innego psa byłoby niegroźne, wywołałoby taką samą reakcję. Staram się przynajmniej tak o tym myśleć, bo strasznie się przez to wszystko obwiniam. Ciężko przestać analizować te wszystkie „co by było, gdyby”, przez które mogliśmy uniknąć tej sytuacji!
Weterynarz zasugerowała, że mała musi być bardzo chorowita i może mieć jakąś wadę genetyczną, co pewnie wynika z faktu, że Minnie to „wpadka” u osoby prywatnej. Mamy więc owoc skrzyżowania małych chihuahua bez żadnych testów genetycznych czy badań i możliwe, że stąd wziął się ten mały fenek z kiepską genetyką i kruchym zdrowiem.
Jestem tak samo podłamana jak ty! Spróbuj się trzymać dla swojej malutkiej (choć wiadomo, że łatwiej powiedzieć niż zrobić). Ściskam cię mocno i przesyłam mnóstwo głasków dla Minnie! Wiedziałam, że połknięcie ciała obcego, którego pies nie wydalił, może mocno namieszać w organizmie, ale nie spodziewałam się, że aż do tego stopnia!!!!