Wracam na forum, żeby podzielić się moją dzisiejszą katastrofą.
Wszystko jest w tytule: mój potworek zjadł podpaskę, razem z plastikowym opakowaniem.
Jak tylko się zorientowałam, od razu telefon do weterynarza. Mamy wizytę za 2 godziny na badanie i USG.
Biorąc pod uwagę rozmiar tego przedmiotu w porównaniu do mojej psiny oraz samą naturę tego znaleziska, w lecznicy nie zalecają czekania, aż samo wyjdzie, tak jak przy innych drobiazgach. Chcą ją najpierw przebadać, zanim cokolwiek doradzą.
Siedzę więc cała w nerwach i czekam na godzinę wizyty. Stało się to w nocy, więc jest już za późno na wywoływanie wymiotów. Nie mam pojęcia, co będzie dalej.
A co do tego, jak ona w ogóle dorwała tę podpaskę... powiem tylko tyle, że moja siostra dzisiaj chyba będzie spała na klatce schodowej.
Chętnie przyjmę wszelkie info o połknięciu podobnych rzeczy, zwłaszcza jeśli macie jakieś pocieszające historie!
Przetłumaczony francuski
Treści na forum są czasami tłumaczone z innego języka, a posty mogą dotyczyć krajów z innymi przepisami dotyczącymi zwierząt.
Ponieważ forum jest tłumaczone automatycznie przez sztuczną inteligencję, tłumaczenia mogą zawierać błędy.
Tak, Doudou, ale żeby wrócić do kości, kupy musiałyby mieć chociaż trochę lepszą konsystencję. Bo na razie mamy samą wodę, więc w takim stanie nie ma mowy o podawaniu kości!
Skrzydełka z kurczaka też odpadają, bo po kurczaku jest tylko gorzej (zresztą ona i tak nie chce go tknąć).
Zobaczę, czy będę wprowadzać ten suplement, o którym wspomniał Be Cool, wszystko zależy od wyników badań!
I tak, żeby teraz ulżyć jej żołądkowi, jesteśmy na mielonym surowym – nie widzę innej opcji, żeby zrobić to lepiej!
Przede wszystkim nie gotuj mięsa, bo inaczej niszczysz enzymy (egzogenne) oraz dużą część witamin. To oczywiście sprawi, że trawienie będzie wolniejsze i trudniejsze.
Powinieneś zwiększyć ilość mięsnych kości, żeby utwardzić jego stolce...
Tak, chciałabym uderzyć z konkretami na VMN i zobaczyć, co mi tam powiedzą w tym temacie!
Z tą wagą to już naprawdę nie szło wytrzymać, była wręcz szkieletowata, to było strasznie niepokojące...
I tak, zgadzam się, najlepiej byłoby ją ustabilizować, ale szczerze mówiąc, już tracę nadzieję. Mam niezły zapas przeróżnych „cudownych proszków” każdego rodzaju, które nic nie zmieniły, więc teraz bardziej staram się po prostu łagodzić objawy, żeby nie patrzeć, jak marnieje (choć szczerze mówiąc, energii ma mnóstwo), niż cokolwiek innego.
Myślę, że potrzeba cierpliwości, żeby robić badania, aż w końcu znajdziemy przyczynę. Ale łatwiej powiedzieć, niż zrobić...
Może po przeanalizowaniu wyników do posta VMN, dobrze by było, żeby ktoś spojrzał na to wszystko świeżym okiem, zaczął od zera, bez zbędnego rozpisywania się...
Waga z czasem przyjdzie, teraz najważniejsze to ją ustabilizować, bo inaczej będzie tylko lecieć w dół. Zawsze będziesz mogła zwiększyć jej porcje, jak już jej brzuszek wróci do normy.
Wyobrażam sobie, jakie to musi być dla Ciebie przytłaczające, skoro nawet mnie frustruje to na odległość...
Ok, dzisiaj wieczorem skoczę na zakupy, powinnam bez problemu znaleźć kefir i babkę płesznik!
Co do Vit'i5, zobaczę jutro w zależności od wyników badań, ale marne szanse, żeby były dobre...
Z tą zmianą mięsa też pomyślimy jutro. Skoro tak bardzo schudła (15% swojej początkowej wagi), wołowina była fajna, żeby ją trochę podpaść i żeby nabrała ciałka. No i mielone najłatwiej było kupić, zwłaszcza za granicą!
Jeszcze nic nie pisałam, bo szczerze mówiąc, nie bardzo wiem, o co zapytać... Nie chcę tam wbijać tylko po to, żeby opowiadać o swoim życiu... :/
(Ostatnio przez to wszystko zupełnie nie ogarniam...)
Teraz najważniejsze to uspokoić te jelita i ustabilizować kupę. Smectę weterynarz zapisał mojej małej, jak miała straszne przeboje jeszcze jako szczeniak, ale u nas to zupełnie nie działało, mimo końskich dawek. Teraz zawsze mam w domu wielki słoik babki jajowatej (psyllium blond) – to działa po prostu genialnie zarówno na biegunki, jak i na zaparcia (w niecałe 12 godzin hamuje sraczkę), u psa i u nas. Spróbuj kupić słoik w sklepie ze zdrową żywnością albo na Allegro czy Amazonie, to kosztuje grosze, a u nas naprawdę robi robotę.
O powrocie do kości na razie nie ma mowy, ale tak jak mówiłam, kuracja suplementem z wapniem i fosforem (jak Vit'i5 Ca/Ph) by się jej przydała, to nie byłby żaden luksus, tylko konieczność.
Szkoda, że mieszkasz tak daleko, bo chętnie bym ci odpaliła trochę grzybka tybetańskiego (żywych ziaren kefiru), bo skoro ona ma te nawroty od 2 miesięcy, to flora jelitowa musi być totalnie rozwalona – typowe błędne koło... Spróbuj sprawdzić, czy dostaniesz gdzieś świeże ziarna (taki gotowy kefir ze sklepu w butelce nic nie daje, szkoda zachodu).
Pomyśl też o podawaniu jak najchudszego mięsa, skoro jest podejrzenie zapalenia trzustki. Królik będzie super, jak już wrócicie do podawania kości (bo obieranie tych kosteczek to niezła męczarnia). Z indyka bierz tylko pierś, z cielęciny sznycle. Goleń jagnięca też jest bardzo lekkostrawna. No i mięsa egzotyczne to zazwyczaj fajne, chude czerwone mięso, jak np. struś.
Pisałaś o tym na VMN?