Mój mąż wrócił w zeszłym tygodniu cały zadowolony, bo kupił psu kość z szynki włoskiej. Jako że trochę boję się dawać psu kości, postanowiłam sprawdzić opinie na jej temat. Na Zooplusie mnóstwo osób pisało, że ich psy miały po niej biegunkę, wymioty, a u kilku psów fafle spuchły ponoć trzykrotnie, co oczywiście skończyło się wizytami u weterynarza i sporymi kosztami...
Dla niektórych weterynarzy taka kość to po prostu trucizna, która w ogóle nie powinna być dopuszczona do sprzedaży... Najpierw chciałam ją wyrzucić, potem pomyślałam, że może chociaż zeskrobię tę szynkę, a teraz, gdy czytam o zaletach diety BARF, wydaje mi się, że to może coś podobnego... Nie krzyczcie na mnie, jeśli się mylę, bo na BARF-ie nie znam się zbyt dobrze. Krótko mówiąc: radzicie dać to psu czy lepiej nie? Zeskrobać tylko szynkę czy od razu do kosza?
Z góry dziękuję za pomoc!
Przetłumaczony francuski
Treści na forum są czasami tłumaczone z innego języka, a posty mogą dotyczyć krajów z innymi przepisami dotyczącymi zwierząt.
Ponieważ forum jest tłumaczone automatycznie przez sztuczną inteligencję, tłumaczenia mogą zawierać błędy.
Słuchajcie, sprawdziłam skład moich chrupek, bo trochę nie daje mi to spokoju. To karma dla seniorów z marketu i nie ma tam info o dokładnym procencie zbóż, ale zboża są wymienione jako pierwsze w składzie. Potem są substancje mineralne, a dopiero dalej mięso i produkty pochodzenia zwierzęcego. Jeśli chodzi o mokrą karmę, to ma 42% mięsa i produktów pochodzenia zwierzęcego oraz 4% zbóż, w tym gotowany ryż... Domyślam się, że to kiepski skład, ale jaki waszym zdaniem jest dopuszczalny maksymalny procent zbóż? I co myślicie o karmach dobieranych specjalnie pod konkretną rasę psa?
Dla jasności: paczka 3 kg kosztowała mnie około 17-18 zł i starcza na 2 tygodnie, do tego dochodzi mokra karma – droższe Pedigree senior. Na początku dawałam Frolic, ale weterynarz mi powiedział, że Frolic jest okej dla młodych psów, ale dla starszych jest za słony... Chciałabym zmienić karmę na jakąś lepszą, z wyższej półki, ale nie jestem gotowa na to, żeby cztery razy powiększać budżet na jedzenie... Ile was orientacyjnie kosztuje karma dla waszych psiaków?
Ok, dzięki, ale Orijen to dla nas zbyt duży wydatek, nawet jeśli ta karma wygląda na naprawdę dobrą... Uratowaliśmy starszego psiaka, żeby nie dożył swoich dni za kratami, ale nie po to, żeby teraz wpaść w długi...
Tak, to prawda, że to skomplikowane. Dlaczego w ogóle gotujemy mięso? Bo tak naprawdę jesteśmy owocożercami, więc nie jesteśmy stworzeni do jego jedzenia, ale dostarcza ono konkretnych witamin. To trochę jak z nabiałem, który jest bardzo niezdrowy... ale dobra, nie chcę tu wywoływać burzy, mniejsza z tym. Polecam ci karmę Orijen. Udało mi się do niej przekonać moich dziadków dla ich starszego labradora. Wcześniej dostawał Hillsa dla seniorów – jak przeczytałam skład, to byłam w szoku, zwłaszcza że nie było tam zupełnie nic na stawy.
Gubię się już w tym całym BARF-ie... Ludzie pierwotni też jedli surowe mamuty, ale potem ewoluowali, bo surowe mięso zawierało bakterie – właśnie dlatego teraz je gotujemy.
Nie mówię, że BARF jest zły, po prostu się na tym nie znam, a te wszystkie sprzeczne opinie wcale mi nie pomagają.
Czytałam te wszystkie strony dla „mięsożerców”, ale szczerze mówiąc, te wyliczanki – 10% tego, 20% tamtego – wydają się strasznie uciążliwe... Już o to pytałam, ale nikt nie chce podać konkretnego jadłospisu na cały tydzień. Każdy tylko odsyła do jakiegoś linku, żeby radzić sobie samemu... Nie rozumiem, dlaczego w tych materiałach nie ma gotowych jadłospisów tygodniowych w zależności od wielkości psa. Może to by bardziej zachęciło ludzi do przejścia na tę dietę? Skoro wy jesteście tak bardzo przekonani o zaletach BARF-a.
Z mojej strony dziękuję wam za komentarze, ale wciąż jestem tak samo zagubiona w kwestii żywienia mojego staruszka... Wiem tylko tyle, że w jego karmie powinno być jak najmniej zbóż...
Ja nie daję kości z kurczaka... wolę dawać gryzaki ze skóry bawolej, ale gdy tylko zostanie mały kawałek, to go wyrzucam. Te kruszące się resztki od razu lądują w koszu. Przy moich trzech psach nigdy nie miałam z tym żadnych problemów.
Jeśli chodzi o karmę, nie kupuję jej w marketach. Chodzę do sklepów zoologicznych albo do weterynarza i wybieram te najbardziej znane marki. Jeśli pies ma jakieś konkretne potrzeby, to weterynarz mi doradza, a marka, którą kupuję, ma w ofercie karmy specjalistyczne.
Dziwne, że wasz weterynarz polecił wam karmę z supermarketu.
Można też samemu gotować jedzenie, dawać psu gotowane białe mięso z warzywami, ale to trzeba obgadać z weterynarzem, żeby wiedzieć, co dokładnie można mu podawać. Ostatnio w telewizji mówili o ludziach, którzy dają zwierzętom karmy wegetariańskie, a nawet stosują całą dietę wege – i podobno te zwierzaki żyją dłużej!
Kompletna bzdura, pies będzie miał niedobory przy takim domowym jedzeniu, jeśli to tylko białe mięso i na dodatek gotowane warzywa.
Przy suchej karmie ryzykujecie skręt żołądka, bo trawi się ona aż 12 godzin. Ryż wcale nie pomaga w trawieniu. BARF jest świetny – jak tylko znajdę jakąś rzeźnię, to od razu w to wchodzę. Raw feeding też jest super. No bo pomyślcie, przecież dawniej psy normalnie żywiły się mięsem i kośćmi...
Nigdy nie podawajcie gotowanych kości, tylko i wyłącznie surowe.
Przez suchą karmę możecie mieć mnóstwo problemów, takich jak choroby układu moczowego, niewydolność nerek itp.
U nas lecą przede wszystkim chrupki dobrej marki (w miarę możliwości bezzbożowe), namaczane albo i nie, czasem z warzywami. Do tego dochodzi czasem jakaś puszka, a jak wpadamy do rzeźnika, to bierzemy mrożone kości i dajemy jej jedną rozmrożoną od czasu do czasu, tak z 2-3 razy w miesiącu. To są duże kości, w stylu ciętych kręgów. Kości szpikowe potrafi gryźć miesiącami, zanim w ogóle zacznie być widać, że coś tam ubyło. Bawi się nimi też, podrzucając je w górę, ale to chyba dlatego, że papuguje zachowanie kotów... 😁
Dzięki za wasze odpowiedzi. Zastanawiam się nad jedną rzeczą, może to głupie pytanie, ale sami powiedzcie – adoptowałem starszego psa. Przez pierwsze 4 lata nie mam pojęcia, czym karmił go poprzedni właściciel. Potem ten człowiek popełnił samobójstwo, a pies trafił na 4 lata do schroniska, gdzie dostawał najtańszą karmę z marketu i marnej jakości puszki w sosie. Czy w związku z tym u mojego psa te wszystkie szkody w organizmie już się po prostu nie dokonały?
Czy to, że kupię mu teraz porządną, dobrą karmę, faktycznie coś jeszcze zmieni w kwestii jego zdrowia? Nie licząc może gazów, bo nie ukrywam, że pod tym względem jest po prostu dramat.
Ja tam nie daję kurzych kości... (takich naturalnych), wolę dawać te ze skóry bawolej, ale jak tylko zostanie mały kawałek, to go wyrzucam. Wszystkie takie kruszące się resztki lądują w koszu. Przy moich trzech psach nigdy nie było z tym żadnego problemu.
Jeśli chodzi o karmę, to nie kupuję jej w marketach. Wolę iść do sklepu zoologicznego albo do weterynarza. Wybieram najbardziej znane marki, a jeśli pies ma jakieś konkretne potrzeby, to weterynarz mi doradza – ta firma, którą kupuję, robi też karmy specjalistyczne na konkretne schorzenia.
Dziwne, że Twój weterynarz polecił Ci karmę z supermarketu.
Zawsze możesz też samemu mu gotować, dawać gotowane białe mięso z warzywami, ale to też warto obgadać z wetem, żeby wiedzieć, co dokładnie można mu podawać. Ostatnio widziałam w telewizji materiał o ludziach, którzy dają swoim zwierzakom karmy wegetariańskie, a nawet całą dietę mają bezmięsną – ponoć dzięki temu żyją one dłużej!