Od jakiegoś czasu chodzi mi po głowie jedno pytanie: czy da się wyżyć z prowadzenia hodowli?
Już tłumaczę o co chodzi – mój partner marzy o otwarciu własnej hodowli psów i jego ostatecznym celem byłoby rzucenie pracy, żeby móc poświęcić się temu na pełen etat i zapewnić psiakom jak najlepszą opiekę. Oboje jesteśmy wielkimi pasjonatami psów, więc bardzo go zachęcam, żeby spróbował, ale zastanawiam się, czy faktycznie da się utrzymać tylko ze sprzedaży szczeniaków, jeśli ja sama będę miała inną pracę i stałą pensję? A może jednak powinien zachować pracę chociaż na pół etatu, albo nawet na cały?
Dajcie znać, co o tym sądzicie. Jeśli macie jakieś rady itp., to chętnie ich posłucham, bo mimo że szukam informacji, to nie mogę znaleźć konkretnych odpowiedzi na moje pytania...
Z góry dziękuję!
Przetłumaczony francuski
Treści na forum są czasami tłumaczone z innego języka, a posty mogą dotyczyć krajów z innymi przepisami dotyczącymi zwierząt.
Ponieważ forum jest tłumaczone automatycznie przez sztuczną inteligencję, tłumaczenia mogą zawierać błędy.
Nie wiem, czy ten temat jest jeszcze aktualny ;-) Mam wykształcenie zawodowe w zakresie hodowli psów i amatorsko zajmuję się hodowlą chihuahua...
Podpisuję się pod opiniami, które pojawiły się wyżej. Wybór rasy to kwestia dość strategiczna. Trzeba mieć świadomość, że małe rasy „bardziej się opłacają”. Szczeniaki sprzedają się lepiej i za wyższe kwoty niż u dużych psów, zwłaszcza jeśli mieszka się w pobliżu dużych miast. Z drugiej strony ich rozmnażanie jest często trudniejsze. Przed wejściem w to na pełen etat warto też dokładnie przeanalizować konkurencję. Przykładowo w przypadku chihuahua, w regionach takich jak Alpy Nadmorskie czy Var, działają dziesiątki hodowców, więc podaż jest ogromna i czasem przewyższa popyt...
Nie zapominajcie też o konkurencji ze strony osób prywatnych, które rozmnażają swoje psy „domowym sposobem” i sprzedają szczeniaki znacznie taniej niż profesjonaliści. Ci drudzy, prowadząc hodowlę na pełen etat, mają spore koszty i opłaty, przez co ich szczenięta siłą rzeczy muszą kosztować więcej.
Da się wyżyć z hodowli psów, ale trzeba wtedy stawiać na dużą liczbę szczeniąt i podejmować decyzje, które nie zawsze są proste, gdy kocha się swoje zwierzaki – mam na myśli m.in. szukanie nowych domów dla dorosłych psów, które miało się przez lata, a które nie są już przeznaczone do rozrodu :-(. Trzeba też prowadzić bardzo surową selekcję reproduktorów, zwłaszcza pod kątem wad wrodzonych, aby mieć jak największą szansę na zdrowe maluchy i budować dobrą renomę swojej hodowli.
W zasadzie to biznes jak każdy inny – może się udać, ale trzeba znaleźć sposób, by się wyróżnić, np. hodując konkretne linie czy poszukiwane umaszczenia...
Zanim zaczniecie, sprawdźcie też wszystko w swojej gminie, bo w niektórych miejscach urzędy zakazują prowadzenia hodowli. Warto też dobrze zapoznać się z normami dotyczącymi instalacji i limitów odległości od sąsiadów, zależnie od tego, ile dorosłych, odchowanych psów planujecie posiadać...
Kolejna ważna kwestia to znalezienie TYCH właściwych rodzin dla maluchów. Czasem trafia się na wspaniałych ludzi, którzy regularnie przesyłają wieści, a nawet zostają przyjaciółmi. Niestety bywa też ciężko – zdarzają się dziwne telefony i wiadomości, albo szczeniaki trafiają do innych hodowców, którzy wykorzystają je do granic możliwości, czy do zwykłych dupków, którzy potem wystawią psa na portalach ogłoszeniowych albo oddadzą do schroniska... Widzi się dosłownie wszystko. Trzeba nauczyć się oceniać ludzi już przy pierwszym kontakcie. Z czasem człowiek nabiera doświadczenia i uczy się demaskować te wszystkie gierki, ale to naprawdę nie jest łatwe...
Krótko mówiąc, to piękny zawód, który może przynieść sukces, jeśli się do niego dobrze przygotujecie (badanie rynku, biznesplan, analiza konkurencji, przemyślenie własnych umiejętności, rozmowy z doświadczonymi hodowcami itd.).
Nie wiem, czy ten temat jest jeszcze aktualny ;-) Mam dyplom technika hodowcy zwierząt i hobbystycznie zajmuję się hodowlą chihuahua...
Zgadzam się z opiniami powyżej. Wybór rasy to kwestia dość strategiczna. Trzeba wiedzieć, że małe rasy „bardziej się opłacają”. Szczeniaki sprzedają się lepiej i drożej niż w przypadku dużych psów, zwłaszcza jeśli mieszka się blisko dużych miast. Z drugiej strony, ich rozród jest często bardziej problematyczny. Zanim wejdziecie w to na pełen etat, trzeba też dobrze przeanalizować konkurencję. Na przykład w przypadku chihuahua, w regionach takich jak Alpy Nadmorskie czy Var działają dziesiątki hodowców, więc podaż jest ogromna i czasem przewyższa popyt...
Nie zapominajcie też o konkurencji ze strony osób prywatnych, które rozmnażają swoje psy „domowym sposobem” i sprzedają szczeniaki znacznie taniej niż profesjonaliści. Ci drudzy mają przecież spore koszty prowadzenia działalności, gdy zajmują się tym na pełen etat, więc siłą rzeczy muszą sprzedawać szczeniaki drożej.
Da się wyżyć z hodowli psów, ale trzeba produkować dużo szczeniąt i podejmować wybory, które nie zawsze są oczywiste, gdy kocha się swoje zwierzaki – mam tu na myśli zwłaszcza oddawanie do nowych domów dorosłych psów, które miało się przez lata, a które nie biorą już udziału w rozrodzie :-(. Trzeba też prowadzić surową selekcję zwierząt hodowlanych, szczególnie pod kątem wad wrodzonych, aby zmaksymalizować szanse na zdrowe maluchy i wypracować dobrą renomę swojej hodowli.
Właściwie to wygląda to jak w każdej innej firmie – może się udać, ale trzeba znaleźć sposób, żeby się wyróżnić, na przykład poprzez konkretne linie hodowlane czy poszukiwane umaszczenia...
Pamiętajcie też, żeby przed rozpoczęciem działalności sprawdzić wszystko w gminie, bo niektóre urzędy czasem zabraniają prowadzenia hodowli. Warto też dobrze doinformować się w kwestii norm technicznych i limitów, których trzeba przestrzegać ze względu na sąsiedztwo, w zależności od liczby posiadanych dorosłych psów...
Kolejna kwestia do przemyślenia to znalezienie TYCH właściwych rodzin dla szczeniąt. Czasem trafia się na fantastycznych ludzi, którzy regularnie dają znać, co u pieska, a nawet zostają przyjaciółmi. Czasem jednak nie jest tak różowo – dostaje się dziwne telefony i wiadomości, albo szczeniaki trafiają do innych hodowców, którzy będą je eksploatować do granic możliwości, albo do zwykłych d...ków, którzy odsprzedadzą je na portalach ogłoszeniowych albo oddadzą do schroniska... Krótko mówiąc, widzi się różne rzeczy. Trzeba nauczyć się oceniać ludzi na pierwszy rzut oka. Z czasem człowiek uczy się demaskować pewne zagrywki, ale to naprawdę nie jest proste...
Podsumowując, to piękny zawód, który może wypalić, jeśli dobrze się do niego przygotujesz (badanie rynku, biznesplan, analiza konkurencji, przemyślenie własnych predyspozycji, wymiana doświadczeń z osobami, które już w tym siedzą, itd.).
Nie wiem, czy ten temat jest jeszcze aktualny ;-) Mam wykształcenie zawodowe w zakresie hodowli psów i amatorsko zajmuję się hodowlą chihuahua...
Podpisuję się pod opiniami, które pojawiły się wyżej. Wybór rasy to kwestia dość strategiczna. Trzeba mieć świadomość, że małe rasy „bardziej się opłacają”. Szczeniaki sprzedają się lepiej i za wyższe kwoty niż u dużych psów, zwłaszcza jeśli mieszka się w pobliżu dużych miast. Z drugiej strony ich rozmnażanie jest często trudniejsze. Przed wejściem w to na pełen etat warto też dokładnie przeanalizować konkurencję. Przykładowo w przypadku chihuahua, w regionach takich jak Alpy Nadmorskie czy Var, działają dziesiątki hodowców, więc podaż jest ogromna i czasem przewyższa popyt...
Nie zapominajcie też o konkurencji ze strony osób prywatnych, które rozmnażają swoje psy „domowym sposobem” i sprzedają szczeniaki znacznie taniej niż profesjonaliści. Ci drudzy, prowadząc hodowlę na pełen etat, mają spore koszty i opłaty, przez co ich szczenięta siłą rzeczy muszą kosztować więcej.
Da się wyżyć z hodowli psów, ale trzeba wtedy stawiać na dużą liczbę szczeniąt i podejmować decyzje, które nie zawsze są proste, gdy kocha się swoje zwierzaki – mam na myśli m.in. szukanie nowych domów dla dorosłych psów, które miało się przez lata, a które nie są już przeznaczone do rozrodu :-(. Trzeba też prowadzić bardzo surową selekcję reproduktorów, zwłaszcza pod kątem wad wrodzonych, aby mieć jak największą szansę na zdrowe maluchy i budować dobrą renomę swojej hodowli.
W zasadzie to biznes jak każdy inny – może się udać, ale trzeba znaleźć sposób, by się wyróżnić, np. hodując konkretne linie czy poszukiwane umaszczenia...
Zanim zaczniecie, sprawdźcie też wszystko w swojej gminie, bo w niektórych miejscach urzędy zakazują prowadzenia hodowli. Warto też dobrze zapoznać się z normami dotyczącymi instalacji i limitów odległości od sąsiadów, zależnie od tego, ile dorosłych, odchowanych psów planujecie posiadać...
Kolejna ważna kwestia to znalezienie TYCH właściwych rodzin dla maluchów. Czasem trafia się na wspaniałych ludzi, którzy regularnie przesyłają wieści, a nawet zostają przyjaciółmi. Niestety bywa też ciężko – zdarzają się dziwne telefony i wiadomości, albo szczeniaki trafiają do innych hodowców, którzy wykorzystają je do granic możliwości, czy do zwykłych dupków, którzy potem wystawią psa na portalach ogłoszeniowych albo oddadzą do schroniska... Widzi się dosłownie wszystko. Trzeba nauczyć się oceniać ludzi już przy pierwszym kontakcie. Z czasem człowiek nabiera doświadczenia i uczy się demaskować te wszystkie gierki, ale to naprawdę nie jest łatwe...
Krótko mówiąc, to piękny zawód, który może przynieść sukces, jeśli się do niego dobrze przygotujecie (badanie rynku, biznesplan, analiza konkurencji, przemyślenie własnych umiejętności, rozmowy z doświadczonymi hodowcami itd.).
Nie wiem, czy ten temat jest jeszcze aktualny ;-) Mam dyplom technika hodowcy zwierząt i hobbystycznie zajmuję się hodowlą chihuahua...
Zgadzam się z opiniami powyżej. Wybór rasy to kwestia dość strategiczna. Trzeba wiedzieć, że małe rasy „bardziej się opłacają”. Szczeniaki sprzedają się lepiej i drożej niż w przypadku dużych psów, zwłaszcza jeśli mieszka się blisko dużych miast. Z drugiej strony, ich rozród jest często bardziej problematyczny. Zanim wejdziecie w to na pełen etat, trzeba też dobrze przeanalizować konkurencję. Na przykład w przypadku chihuahua, w regionach takich jak Alpy Nadmorskie czy Var działają dziesiątki hodowców, więc podaż jest ogromna i czasem przewyższa popyt...
Nie zapominajcie też o konkurencji ze strony osób prywatnych, które rozmnażają swoje psy „domowym sposobem” i sprzedają szczeniaki znacznie taniej niż profesjonaliści. Ci drudzy mają przecież spore koszty prowadzenia działalności, gdy zajmują się tym na pełen etat, więc siłą rzeczy muszą sprzedawać szczeniaki drożej.
Da się wyżyć z hodowli psów, ale trzeba produkować dużo szczeniąt i podejmować wybory, które nie zawsze są oczywiste, gdy kocha się swoje zwierzaki – mam tu na myśli zwłaszcza oddawanie do nowych domów dorosłych psów, które miało się przez lata, a które nie biorą już udziału w rozrodzie :-(. Trzeba też prowadzić surową selekcję zwierząt hodowlanych, szczególnie pod kątem wad wrodzonych, aby zmaksymalizować szanse na zdrowe maluchy i wypracować dobrą renomę swojej hodowli.
Właściwie to wygląda to jak w każdej innej firmie – może się udać, ale trzeba znaleźć sposób, żeby się wyróżnić, na przykład poprzez konkretne linie hodowlane czy poszukiwane umaszczenia...
Pamiętajcie też, żeby przed rozpoczęciem działalności sprawdzić wszystko w gminie, bo niektóre urzędy czasem zabraniają prowadzenia hodowli. Warto też dobrze doinformować się w kwestii norm technicznych i limitów, których trzeba przestrzegać ze względu na sąsiedztwo, w zależności od liczby posiadanych dorosłych psów...
Kolejna kwestia do przemyślenia to znalezienie TYCH właściwych rodzin dla szczeniąt. Czasem trafia się na fantastycznych ludzi, którzy regularnie dają znać, co u pieska, a nawet zostają przyjaciółmi. Czasem jednak nie jest tak różowo – dostaje się dziwne telefony i wiadomości, albo szczeniaki trafiają do innych hodowców, którzy będą je eksploatować do granic możliwości, albo do zwykłych d...ków, którzy odsprzedadzą je na portalach ogłoszeniowych albo oddadzą do schroniska... Krótko mówiąc, widzi się różne rzeczy. Trzeba nauczyć się oceniać ludzi na pierwszy rzut oka. Z czasem człowiek uczy się demaskować pewne zagrywki, ale to naprawdę nie jest proste...
Podsumowując, to piękny zawód, który może wypalić, jeśli dobrze się do niego przygotujesz (badanie rynku, biznesplan, analiza konkurencji, przemyślenie własnych predyspozycji, wymiana doświadczeń z osobami, które już w tym siedzą, itd.).
To trochę skomplikowane, ale nie jest całkiem niemożliwe, choć trzeba się liczyć z tym, że zarobki rzadko kiedy przekroczą najniższą krajową. Jest kilka kryteriów, które warto wziąć pod uwagę: w zależności od rasy w miocie rodzi się więcej lub mniej maluchów, karma i opieka nie kosztują tyle samo przy każdym zwierzaku, no i są też pewne widełki cenowe, w jakich mieści się dana rasa.
Podam prosty przykład: mam dość rzadką rasę, mało badań do zrobienia (bo nie mają problemów zdrowotnych), dużo szczeniąt w miocie (czasem zdarza się nawet 11-12), a pies jest średniej wielkości, więc nie je jakichś ogromnych ilości. Nie wymaga też groomingu ani specjalnej pielęgnacji typowej dla rasy. Myślę, że czysto technicznie hodowla mojej rasy jest o wiele bardziej opłacalna niż na przykład owczarków niemieckich.
Zajmowanie się kilkoma miotami na raz to naprawdę wyzwanie. Załóżmy, że masz średnio 5 miotów rocznie (myślę, że na początek lepiej zacząć od mniejszej liczby), a w każdym jest średnio 6 szczeniąt po około 4300 zł. Daje to średnio jakieś 129 000 zł rocznie, ale po odliczeniu podatku zostaje około 103 000 zł. Trzeba jednak wykarmić całą tę wesołą gromadkę – żeby mieć 5 miotów w roku, musisz mieć przynajmniej 5-6 psów, co w zależności od rasy kosztuje średnio od 1300 do 2150 zł miesięcznie. Do tego dochodzą koszty wystaw, pranie, rachunki za prąd, ceny badań zdrowotnych, krycia zewnętrzne, ZUS i podatki. Jeśli zostanie ci z tego najniższa krajowa, to będzie naprawdę szczyt możliwości. Dopiero gdy wyrobisz sobie nazwisko, znajdziesz dojścia do tańszej karmy, nauczysz się lepiej selekcjonować psy pod kątem hodowli i lepiej się zorganizujesz, możesz liczyć na trochę lepszy zarobek. Ale jedno jest pewne – na rzetelnej hodowli nikt nie zbija fortuny.
Tak, da się z tego wyżyć, to jak najbardziej możliwe.
Tak jak pisał wcześniej Be Cool, rasa ma ogromne znaczenie dla ewentualnych zysków, jakie można z tego czerpać. Weźmy na przykład buldoga angielskiego – tutaj sztuczne zapłodnienie i cesarskie cięcie są wręcz zalecane, a mioty są zazwyczaj małe. Z drugiej strony mamy malinois, u których rozmnażanie jest bardzo proste, cesarka zdarza się tylko w razie komplikacji (co jest rzadkością), a szczeniąt w miocie jest znacznie więcej.
Oczywiście „masowa” hodowla zawsze znajdzie sposób, żeby na tym zarobić, nawet przy rasach trudnych w rozrodzie. Niektóre hodowle wypuszczają ponad dwa mioty miesięcznie przez cały rok (mając przy tym odpowiednią liczbę psów hodowlanych) i szczerze mówiąc, nie martwię się o ich stan konta. Do tego dochodzi fakt, że selekcja rodzin odbywa się u nich błyskawicznie, a szczeniaki rozchodzą się w mig.
Taki typ hodowli stoi oczywiście w całkowitej sprzeczności z miłością i szacunkiem do psów. Wątpię, żeby to było to, co chcesz robić.
Podsumowując, hodowla MUSI powstawać z miłości do konkretnej rasy, z miłości do psów i z pasji do rozwijania danej rasy. Z tym wiąże się odpowiedni dobór rodziców. A selekcja nie oznacza wcale wybrania samca „za rogiem”, tylko często sprowadzanie nasienia z zagranicy od psa, który będzie idealnie pasował do Twojej suczki. To też ma swój koszt.
Prawdziwy hodowca z pasją, tak jak wielu moich znajomych i ja sam, pracuje zazwyczaj normalnie zawodowo. Rzadko zdarza się, żebyśmy wyciągali z tego jakieś realne zyski. Ale planując założenie hodowli, nie myślimy o pieniądzach, jakie zarobimy na naszych psach – myślimy przede wszystkim o tym, by żyć naszą pasją.
Dzień dobry,
@Be Cool świetnie to podsumował, ale tak poza tym, to może warto po prostu skontaktować się z innymi hodowlami? To mogłoby Ci dać obraz tego, jak się za to zabrać. Jestem pewna, że hodowcy nie będą mieli problemu, żeby poświęcić kilka minut na odpowiedź na maila z prośbą o radę ;) Innym wyjściem są wystawy, jeśli wolisz porozmawiać z nimi bezpośrednio!
To zależy od rasy, renomy i sposobu prowadzenia hodowli.
Ale i tak, nawet po wielu latach działalności, naprawdę trudno jest wyżyć TYLKO z tego.
Wielu hodowców otwiera dodatkowe biznesy (hotel dla zwierząt, szkolenia, sprzedaż karmy), żeby podreperować budżet samej hodowli, która łatwo może przynosić straty.
Tak czy inaczej, na początku nie ma co liczyć na to, że zarobicie na utrzymanie siebie i swoich zwierząt hodowlanych przez pełne 12 miesięcy w roku.