Ile tak naprawdę zarabia hodowca?

C
Caroline-eg Ikona przedstawiająca flagę francuski
Zgłoś

Cześć! W jednym z moich poprzednich postów obiecałam, że zrobię podsumowanie tego, ile średnio zarabia się na prowadzeniu domowej hodowli. Pomyślałam, że takie zestawienie może być dla Was przydatną wskazówką, więc zakładam osobny wątek. Nie brałam pod uwagę tylko jednego miotu, bo wszyscy wiemy, że ten pierwszy kosztuje najwięcej. Moje obliczenia oparłam na modelu z 3 psami hodowlanymi kupionymi jako szczeniaki (2-3 miesiące): 2 suczki i 1 pies. Założyłam, że suczki zaczynają mieć młode w wieku około 2-2,5 roku, kończą w wieku 5-5,5 lat i mają jeden miot rocznie (czyli 3 mioty w ciągu życia każdej z nich). Pies reproduktor ma dwa mioty rocznie (nie pod rząd) i również „przechodzi na emeryturę” w wieku 5 lat – dla mnie to absolutne maksimum etyczne. Obliczyłam koszty utrzymania tych psów i szczeniąt przez 5 lat (do momentu zakończenia kariery hodowlanej), wiedząc, że przez 3 lata w domu pojawiają się szczeniaki. Założyłam średnio 5 maluchów w miocie (co jest średnią ogólną, choć wiadomo, że zależy to od rasy). Nie jestem profesjonalistką, po prostu planuję zostać hodowcą i kiedyś zrobiłam te wyliczenia. Teraz je odświeżyłam i widać wyraźnie, że bycie hodowcą wcale nie przynosi wielkich zysków. A i tak wydaje mi się, że przyjęłam budżet w wersji bardzo oszczędnej. Wyjaśnię Wam teraz krok po kroku, jak to liczyłam, a na końcu wyciągnę średnią na jeden miot, odliczając wszystkie koszty z tych 5 lat (wiadomo, że potem pies też kosztuje, ale nie bierze już udziału w planach hodowlanych). Mam nadzieję, że to zestawienie będzie dla Was przejrzyste.

Zacznijmy od psów hodowlanych:

– Koszt zakupu psów: Szczeniak kosztuje od ok. 4300 zł do 6500 zł. Przyjęłam średnią 5400 zł za jednego, co przy 3 psach daje 16 200 zł. (Wiadomo, można mieć tylko suczki i jeździć na krycia zewnętrzne, albo kupić dorosłe psy z uprawnieniami, ale wtedy jest drożej).

– Podróż po szczeniaki: Przy popularnych rasach można znaleźć hodowlę blisko, ale przy rzadszych trzeba liczyć się z trasą ponad 500 km. Przyjęłam średnio 1700 zł za podróż w obie strony. Szczeniaki pewnie będą z różnych miejsc, więc liczę to razy dwa, co daje 3400 zł (idę po kosztach).

– Odrobaczanie: Minimum 2 razy w roku dla dorosłego, ale u suki w ciąży to minimum 4 razy. U mojego weterynarza płacę ok. 45 zł. Szczeniak musi być odrobaczany co miesiąc do pół roku. Dla suczki przez 5 lat wyjdzie ok. 820 zł, dla samca ok. 560 zł. Razem dla 3 psów to ok. 2200 zł przez 5 lat.

– Środki na pchły i kleszcze: Ważne miesiąc, liczę średnio 45 zł za pipetę. Przez 5 lat na 3 psy wychodzi 8100 zł.

– Jedzenie: Osobiście pewnie wybrałabym BARF, ale do obliczeń wzięłam dobrą karmę, nieco tańszą niż Orijen, np. Purizon. Przyjmując dawkę 300g dla psa o wadze ok. 22-23 kg, wychodzi ok. 5300 zł rocznie na 3 psy. Przez 5 lat to 26 500 zł. **** w ciąży i podczas karmienia je więcej, więc doliczam do tego około 2200 zł dodatkowo na 5 lat. Razem: ok. 28 700 zł.

– Szczepienia: Nawet jeśli nie jesteś fanem nadmiarowych szczepień, na wystawach są one wymagane. Liczę średnio ok. 240 zł za szczepienie (z dawką przypominającą na początku). Daje to ok. 1400 zł na psa przez 5 lat, czyli 4200 zł za całą trójkę.

To są absolutnie podstawowe potrzeby psów. Nie liczę tu nawet smyczy, obroży, legowisk czy ewentualnych wizyt u weterynarza z powodu nagłych kontuzji.

Suma podstawowa = ok. 62 800 zł za same potrzeby życiowe 3 psów przez 5 lat.

Dalej mamy badania zdrowotne, żeby mieć pewność, że szczeniaki będą zdrowe:

– Ataksja: ok. 390 zł za test, za 3 psy: 1170 zł.

– Dysplazja bioder z wpisem do ZKwP: średnio 650 zł za psa, czyli 1950 zł za 3 psy.

– Dysplazja łokci: podobnie, ok. 1950 zł za 3 psy.

– Badania DNA na choroby dziedziczne: ok. 340 zł za psa, czyli 1020 zł.

– Profil DNA (identyfikacja): ok. 240 zł za psa, czyli 720 zł.

– Roczny bilans krwi: ok. 340 zł za 3 psy, przez 3 lata to ok. 1000 zł.

– Badania oczu (certyfikat): średnio 215 zł za psa rocznie. Przez lata reprodukcji wyjdzie ok. 1900 zł za wszystkie psy.

Badania zdrowotne (pamiętając, że rasy takie jak owczarek australijski wymagają ich więcej): minimum ok. 9700 zł.

Mamy psy, mamy badania, teraz czas na wystawy, co też kosztuje krocie:

– Przegląd hodowlany: ok. 110 zł za psa, czyli 330 zł.

– Wystawy: Wpisowe to ok. 100-170 zł. Przyjmijmy średnio 3 wystawy rocznie na psa za 130 zł. To daje ok. 1170 zł rocznie, czyli ok. 4600 zł przez 5 lat.

– Dojazdy i noclegi: To najdroższa część. Wystawy rzadko są „pod nosem”. Hotel akceptujący psy na weekend to minimum 260 zł. Do tego paliwo na trasy rzędu 500-1000 km. Myślę, że rocznie spokojnie schodzi na to ok. 6500 zł. Przez 4 lata aktywnego wystawiania daje to 26 000 zł.

– Klatki transportowe: Dobrej jakości klatka to koszt ok. 1100 zł. Dla 3 psów: 3300 zł.

Koszty wystawowe: ok. 34 230 zł.

Kiedy pies ma już uprawnienia, decydujemy się na krycie:

– Badania progesteronu: zwykle trzeba robić dwa razy, ok. 130 zł za badanie. Przy dwóch miotach rocznie to ok. 520 zł, czyli ok. 1500 zł za 3 lata.

– Karta krycia i formalności: ok. 260 zł za 3 lata.

– Badania w trakcie ciąży: USG i ewentualnie RTG, by znać dokładną liczbę szczeniąt: ok. 470 zł na ciążę. Przez 3 lata (6 miotów) to ok. 2800 zł.

– Kojec porodowy: ok. 950 zł.

– Waga weterynaryjna: ok. 1350 zł.

– Lampa grzewcza: ok. 200 zł za kilka sztuk.

– Maty i podkłady: Izotermiczne gumowe maty pod kojec (ok. 130 zł) oraz koce typu DryBed, które są bezpieczniejsze dla szczeniąt. Potrzeba kilku na zmianę: ok. 650 zł na 3 lata.

– Artykuły higieniczne: Rękawiczki, żele antybakteryjne itp.: ok. 500 zł na 3 lata.

Przygotowanie do porodu: ok. 8200 zł.

Szczeniaki przyszły na świat! Załóżmy, że wszystko jest super i mamy 5 maluchów. Teraz opieka:

– Kojec dla szczeniąt (do salonu, by miały socjalizację): ok. 770 zł.

– Obroże identyfikacyjne: ok. 100 zł.

– Czytnik mikrochipów: ok. 300 zł.

– Mleko zastępcze (na wszelki wypadek): ok. 500 zł.

– Miski dla szczeniąt: ok. 100 zł.

– Odrobaczanie szczeniąt: do 8. tygodnia muszą być odrobaczone 4 razy. Na 6 miotów wyjdzie ok. 5100 zł.

– Zabezpieczenie przed pchłami/kleszczami dla maluchów: ok. 1300 zł za 3 lata.

– Czipowanie: ok. 300 zł za miot, czyli 1800 zł za 6 miotów.

– Szczepienia szczeniąt: ok. 215 zł za malucha, co daje ok. 6500 zł przez 3 lata.

– Zabawki i socjalizacja: minimum 1300 zł (często się niszczą).

– Paszporty i metryki: ok. 3200 zł za wszystkie mioty.

– Karma dla szczeniąt: ok. 3300 zł za 6 miotów.

Koszty szczeniąt: ok. 27 270 zł.

Do tego media: prąd (lampa świeci 24/7), woda, pranie (dziesiątki prań tygodniowo), zniszczenia w domu: ok. 1900 zł na 3 lata.

Łącznie koszty przez 5 lat: ok. 144 100 zł. Przy 6 miotach daje to ok. 24 000 zł kosztów na jeden miot.

A teraz „zyski”:

Sprzedajemy 5 szczeniąt po 4300 zł (nawet jeśli cena rynkowa jest wyższa, zawsze może trafić się szczeniak „na kolanka”, sprzedany taniej z powodu wady zgryzu czy braku jąderka).

Mamy więc 21 500 zł przychodu. Auć... to już boli, bo jesteśmy ok. 2500 zł pod kreską na każdym miocie.

A przecież trzeba jeszcze doliczyć podatki! Jeśli od kwoty 21 500 zł odejmiemy koszty i podatki, realnie zostaje nam jeszcze mniej. Często prawdziwa, dobra hodowla kończy na minusie. Ja tutaj i tak pominęłam ryzyko – cesarskie cięcie, choroby, śmierć szczeniaka, fakt, że nie każdy pies zostanie reproduktorem i czasem trzeba zacząć od zera, albo konieczność przebudowy domu pod wymogi sanitarne.

Mam nadzieję, że teraz rozumiecie mój punkt widzenia. Hodowla to rzadko łatwy pieniądz. To ogromne koszty i lata czekania, zanim wyjdzie się na zero. Często widzę na forum komentarze o „dorabianiu się” na psach. Może w pseudohodowlach tak jest, ale w prawdziwych, pasjonackich hodowlach to przede wszystkim miłość do zwierząt, a nie biznes.

Przetłumaczony francuski
icon info

Treści na forum są czasami tłumaczone z innego języka, a posty mogą dotyczyć krajów z innymi przepisami dotyczącymi zwierząt.

Ponieważ forum jest tłumaczone automatycznie przez sztuczną inteligencję, tłumaczenia mogą zawierać błędy.

Ładowanie edytora

Napisz wiadomość i jeśli chcesz, prześlij zdjęcie. Prosimy o przestrzeganie zasad kulturalnej dyskusji.

Twój post będzie widoczny dla wszystkich członków międzynarodowego forum Wamiz.

15 odpowiedzi
Sortuj według:
  • ?
    Anonimowy użytkownik Ikona przedstawiająca flagę francuski
    Zgłoś

    Uważam za oburzające, że hodowcy muszą dokładać do interesu. Można powtarzać, że hodowla kotów, psów czy innych zwierząt jest i powinna być przede wszystkim pasją, ale to zupełnie normalne, że hodowca powinien czerpać korzyści ze swojej ciężkiej pracy.

    Najczęściej ma on inną pracę, bez której utrzymanie hodowli byłoby po prostu niemożliwe!

    Hodowla to zajęcie, które wymaga mnóstwo czasu i ciągłej obecności. Tak jak w wielu innych zawodach, żeby móc z tego wyżyć, konieczna staje się produkcja na dużą skalę, ale to zawsze dzieje się kosztem uwagi poświęcanej tym żywym istotom.

    W logicznym świecie hodowcy powinni móc korzystać ze zniżek na koszty u weterynarza, karmę i akcesoria. Albo po prostu ceny sprzedaży szczeniąt i kociąt powinny być wyższe. Byłaby to dodatkowa pewność, że trafią one do rodzin, które będą w stanie udźwignąć wszystkie wydatki niezbędne dla ich dobrostanu.

    Przetłumaczony francuski
    ?
    Anonimowy użytkownik Ikona przedstawiająca flagę francuski
    Zgłoś
    Tak, na początku przed zakupem odpisują na wszystkie maile, co jest dość uspokajające!!.. Dopiero potem zaczynają się problemy... Wyszłam stamtąd nawet bez wyprawki dla szczeniaka!! Dostałam tylko Juna i jego papiery... Muszę przyznać, że hodowla wyglądała na zadbaną, psy miały komfortowe boksy z domkami i własny kawałek zieleni!! Było sporo miejsca do wybiegania się, ale na przykład nie widziałam ani jednej zabawki dla psów!! A mama i maluchy były w stodole! Jako że to był mój pierwszy zakup u hodowcy, wydawało mi się to oczywiście o niebo lepsze niż na przykład w sklepie zoologicznym, ale gdybym miała wybór, wolałabym, żeby szczeniaki wychowywały się w domu, w normalnych warunkach z rodziną!!
    Przetłumaczony francuski
    C
    Caroline-eg Ikona przedstawiająca flagę francuski
    Zgłoś
    No tak, niektórzy faktycznie robią to dla kasy. Myślę, że właśnie dlatego podświadomie wybieram mniej popularne rasy. Za każdym razem, gdy sprawdzam jakąś znaną albo średnio popularną rasę, jak choćby akitę (myślałam o niej, zanim pojawił się Iago), trafiam na mnóstwo słabych hodowli. Już sama strona potrafi zniechęcić (nie mówię, że nie ma tych dobrych, ale trzeba robić ostry przesiew), a jak już poświęcisz czas, żeby napisać wiadomość i nikt nie odpowiada, to odechciewa się wszystkiego. W przypadku rzadkich ras rzadko chodzi o zarobek, bo tam liczy się przede wszystkim pasja. Hodowcy często muszą sprowadzać psy z bardzo daleka i dostosowywać się do wymagań zagranicznych hodowców, którzy są często bardziej skrupulatni niż u nas (szczególnie w krajach skandynawskich). Do tego muszą trzymać szczeniaki dłużej, bo trudniej o kogoś, kto je przygarnie. Nie twierdzę, że wszyscy są tacy wzorowi, ale gdyby zależało im tylko na pieniądzach, to pewnie przerzuciliby się na inną rasę.
    Przetłumaczony francuski
    ?
    Anonimowy użytkownik Ikona przedstawiająca flagę francuski
    Zgłoś

    No jasne, ja na pewno zmieniłabym hodowlę i wypytała o to wszystko jeszcze zanim wpłaciłabym zaliczkę! No cóż, człowiek uczy się na błędach!!

    Nawet jeśli Jun ma złoty charakter i idealnie wpisuje się w wzorzec rasy... to uważam, że to, jak to wszystko wygląda od momentu zakupu, to lekka przesada. Zero kontaktu z ich strony, a przecież wysłałam raz maila z pytaniem o karmę i co? Żadnej odpowiedzi!!

    No cóż, jak wszędzie – trafiają się lepsi i gorsi!!

    Przetłumaczony francuski
    C
    Caroline-eg Ikona przedstawiająca flagę francuski
    Zgłoś
    Tak, to zupełnie normalne – nigdy nie żałuje się psa, którego się adoptowało, nawet jeśli był ze sklepu zoologicznego (choć jestem temu całkowicie przeciwna). Kiedy psiak już z nami jest, kochamy go po prostu takim, jaki jest. Myślę jednak, że to przede wszystkim służy nam jako lekcja na przyszłość. Moi rodzice adoptowali Firsta (boksera, który zmarł w wieku półtora roku na chorobę wrodzoną), a ta kobieta dalej rozmnażała psy, trzymała je w boksach i nie przestawała eksploatować swojej suki (która była już starsza, a w dodatku wcześniej urodziła szczeniaka niezdolnego do życia). To pozwala ci, mimo całego tego koszmaru, nabrać dystansu. Nie żałowaliśmy adopcji Firsta, ale przy Iago, który pochodził z hodowli, byłam już o wiele bardziej ostrożna. Od razu było widać, że nie ma tam tego nastawienia wyłącznie na kasę. Kiedy braliśmy Firsta, był najchudszym szczeniakiem z miotu i nie miał jednego jądra. Zazwyczaj w takich sytuacjach cena spada o jakieś 1300 zł, ale hodowczyni powiedziała nam, że skoro przetrzyma go dla nas trochę dłużej, to musimy zapłacić normalną cenę za „zdrowego” boksera. Czyli w skrócie, samo przetrzymanie Firsta kosztowało nas około 1300 zł. Z Iago było podobnie – nie mogłam go odebrać od razu i został 2 lub 3 tygodnie dłużej, tyle że kiedy zapytałam hodowczynię o dopłatę, powiedziała, że nie ma mowy, że chętnie go u siebie jeszcze potrzyma. Mało tego, na własny koszt jeszcze raz go odrobaczyła i oczywiście go karmiła. Podejście do zwierząt było zupełnie inne – Iago i jego mama byli w domu, kiedy przyjechałam; sunia strasznie się cieszyła na mój widok, a on był już nauczony chodzenia na smyczy i spacerów z hodowczynią. Krótko mówiąc, tej drugiej adopcji nie żałuję pod żadnym względem i bez wahania wzięłabym psa z tej samej hodowli po raz kolejny.
    Przetłumaczony francuski
    ?
    Anonimowy użytkownik Ikona przedstawiająca flagę francuski
    Zgłoś
    Tak, Caroline, tylko że u mnie, mimo ceny, jaką zapłaciłam za moją Jun, nie było żadnych badań rodziców!! Jak na hodowcę... no to „gratuluję”. Zapytałam ją o to, ale Jun była już u nas, więc i tak nie zmieniłabym zdania, mimo jej negatywnej odpowiedzi... Tak bardzo na nią czekaliśmy i ostatecznie wcale nie żałuję swojego wyboru – to najkochańszy psiak pod słońcem.
    Przetłumaczony francuski
    Pixoute
    Pixoute Ikona przedstawiająca flagę francuski
    Zgłoś

    DZIĘKI za te szacunki :)

    Przetłumaczony francuski
    C
    Caroline-eg Ikona przedstawiająca flagę francuski
    Zgłoś
    Tak w ogóle, to właśnie zajrzałam na stronę mojej hodowczyni. Odebrała szczeniaka, który był już adoptowany, ale właściciele nie radzili sobie z jego wychowaniem. Wiadomo, przy adopcji można się pomylić, ale to super, że go zabrała z powrotem, zamiast pozwolić mu trafić do schroniska – zwłaszcza że pewnie ją to sporo kosztuje. Ten maluch jest przesłodki (ale muszę się powstrzymać) ^^
    Przetłumaczony francuski
    C
    Caroline-eg Ikona przedstawiająca flagę francuski
    Zgłoś
    Tak, to jest właśnie ten problem, ale z hodowcą można (dużo) rozmawiać, a w dniu odbioru warto wszystko dokładnie obejrzeć i nie bać się zrezygnować, jeśli otoczenie nam nie odpowiada. Nie mam nic przeciwko osobom prywatnym, które robią dobrą robotę – tacy też się zdarzają, choć nie jest to może najczęstsze. Jednak badania pod kątem dysplazji i chorób oczu to absolutne minimum, nawet przy rasie, która nie ma większych problemów zdrowotnych. Sama chcę prowadzić hodowlę właśnie z takim podejściem. Może najpierw zdarzy mi się miot jeszcze jako osoba prywatna, ale nawet wtedy chciałabym być już po szkoleniu. Za jakiś czas wybieram się na kurs prowadzony przez hodowcę owczarków australijskich – nawet jeśli nie planuję hodować tej rasy, zawsze warto zdobyć nową wiedzę. Najbardziej obawiam się kontroli warunków domowych; trudno mi wyczuć, jak to powinno wyglądać w przypadku hodowli bezkojcowej. U mojej hodowczyni dom nie wydawał się jakiś specjalny, gdy go odwiedziłam, a wszystkie psy mieszkały w środku. Wiem tylko, że musi być izolatka (co jest logiczne). To prawda, że wielu hodowców chwali się głównie sukcesami na wystawach (miałam tak samo z hodowczynią bokserów), a przecież większość adoptujących nie szuka czempiona (fajnie jest brać udział w wystawach, ale nie trzeba ich zaliczać dziesięciu tysięcy), tylko psa towarzyskiego i rodzinnego. Mój samiec został wykastrowany (w moim przypadku wszystkie psy we Francji to jego kuzyni i kuzynki, więc rozmnażanie zostawiam hodowcom). Jak już ruszę ze swoją hodowlą (tej rasy), będę musiała szukać psów do rozrodu dość daleko. Myślę, że suczki przyjadą ze Szwecji (zabiorę tam Iago na wakacje, do krainy jego przodków ^^), a samiec pewnie z hodowli w Anglii, którą już sobie wypatrzyłam. W każdym razie odchowanie miotu to masa pracy i nie mam pretensji do hodowców, którzy robią to rzetelnie. Ale patrząc na sytuację z Akita Home, widać, że niektórzy hodowcy, osoby prywatne czy sklepy zoologiczne po prostu przesadzają. Bardzo lubię tę rasę, ale dla mnie cena musi być uzasadniona. Chętnie zapłacę za psa około 6500 zł, ale chcę, żeby był przebadany pod kątem chorób. Nigdy zresztą nie rozumiałam tak wysokich cen u akit – niby rzadkość rasy, ale rasa mojego psa jest znacznie rzadsza, a kosztuje średnio 4000–4500 zł i wszyscy hodowcy robią testy na dysplazję i oczy. Według mnie tylko badania mogą uzasadniać taką cenę. Jeśli ich nie ma, podobnie jak kontroli linii pod kątem chorób dziedzicznych, to uważam, że tacy hodowcy po prostu płyną na fali mody, niestety.
    Przetłumaczony francuski
    ?
    Anonimowy użytkownik Ikona przedstawiająca flagę francuski
    Zgłoś
    Problem polega na tym, że jak mieszkasz daleko od hodowli, to nie możesz tam zaglądać tak często, jak byś chciał. No niby dostawałem zdjęcia rodziców i szczeniaków regularnie... ale jak już jesteś na miejscu i od miesięcy czekasz na TEGO swojego psa, to po prostu go bierzesz i wracasz z nim do domu. Niby zapewnia kontakt i wsparcie po zakupie, ale jasne, akurat... nic a nic. Najgorsze jest to, że ogłasza się jednym z dwóch najlepszych hodowców w kraju... no ratunku... jeździ na wystawy i tak dalej, z dumą pokazywał mi nagrody reproduktora... ale nie pokazał mi żadnych prześwietleń ani wyników badań, bo po prostu ich nie zrobił!!
    Przetłumaczony francuski
  • 10 komentarzy na temat 15

    Wyświetl więcej
  • Masz pytanie? Chcesz się podzielić doświaczeniem? Utwórz post