Cześć wszystkim
Piszę do was w kompletnej panice. Dwa dni temu mój malamut zagryzł owcę u moich sąsiadów... Uciekł z posesji.
Wydaje mi się, że nikt go nie widział, ale to nie pierwszy raz, kiedy udało mu się zwiać, mimo że wiele razy wzmacniałam ogrodzenie.
Po pierwsze, jestem zdruzgotana tym, co zrobił, tym bardziej że jestem wegetarianką i zwierzęta są dla mnie bardzo ważne – ta biedna owieczka niczemu nie była winna... Ale co się stało, to się stało i nie cofnę czasu.
Jeśli chodzi o mojego psa, po tym zdarzeniu – mimo że nigdy wcześniej nie zaatakował moich zwierząt – jestem teraz przekonana, że jest do tego zdolny i już nigdy nie zostawię go bez nadzoru, nie ma mowy.
Ale nie tylko dlatego tutaj piszę. Chciałam się dowiedzieć, jak to wygląda od strony prawnej i jakie mogą mnie spotkać konsekwencje. Przede wszystkim nie mam wykupionego OC dla psa, miałam to zrobić w przyszłym miesiącu, ale na ten moment nie jest ubezpieczony. Chociaż myślę, że nikt go nie widział, boję się, że ludzie mogą zacząć mówić, że widzieli go już wcześniej biegającego luzem. Mieszkamy na wsi i z tego co wiem, zdarzało mu się trochę włóczyć, kiedy uciekał... A teraz przez dobre trzy miesiące nigdzie nie wychodził.
Jestem zrozpaczona, nie wiem, co się może stać, czy jest możliwe, żeby go ukarali na podstawie samych podejrzeń i co to może oznaczać dla mnie. Potrzebuję jakichś wyjaśnień.
Jestem studentką, nie pracuję i mieszkam jeszcze u rodziców.
Z góry dziękuję za pomoc...