Cześć kochani forumowicze Wamiz, waham się między wyborem malinois a rottweilera – pomóżcie mi, proszę, podjąć decyzję na podstawie waszych własnych doświadczeń. Jestem osobą, która uwielbia sport i chciałbym mieć psa świetnie wyszkolonego, na najwyższym poziomie: obrona (mordant), agility, posłuszeństwo itd. Zaznaczam, że nie mam zamiaru nikomu wyrządzać krzywdy, po prostu wolę silne psy od tych małych ras. Lubię psy, które kochają pracować i nie spędzają całego czasu na drzemaniu. Kiedy byłem młodszy, wyprowadzałem suczkę malinois mojego kumpla i przyznam, że byłem zafascynowany jej pięknem oraz budzącym respekt charakterem, choć niekoniecznie jej posłuszeństwem. Zauważyłem jednak w mojej okolicy właściciela rottweilera, który ma niesamowicie silnego i posłusznego psa o groźnym wyglądzie. No i teraz nie wiem, którą z tych dwóch ras wybrać. Nie szukam zwierzęcia typowo do pilnowania podwórka, ale towarzysza życia. Wiem, że istnieje wiele innych ras, ale to właśnie z jedną z tych dwóch chciałbym zacząć.
Owczarek malinois czy rottweiler
Treści na forum są czasami tłumaczone z innego języka, a posty mogą dotyczyć krajów z innymi przepisami dotyczącymi zwierząt.
Ponieważ forum jest tłumaczone automatycznie przez sztuczną inteligencję, tłumaczenia mogą zawierać błędy.
@Paulrappeur, szkolenie psów innych osób to jedno, a posiadanie książek to drugie (moja osobista biblioteczka? Ponad 400 pozycji o psach), ale nie można zakładać, że od razu ma się patent na KAŻDEGO psa, który trafi w Twoje ręce – czy to psa sąsiada, czy Twojego własnego domownika.
Prawdę mówiąc, myślenie, że potrafi się wyszkolić każdego psa, jest nieco zarozumiałe. Żaden pies nie jest taki sam jak inny i (uwaga, nie piję tu do Ciebie!!!) spotkałem już całą masę takich "mądrali", którym wydawało się, że ułożą każdego czworonoga (ja to, ja tamto, z Twoją suką zrobię, co będę chciał / mój pies to umie, bo ja nad nim panuję / mam doświadczenie, miałem już tyle a tyle psów itp.). Ostatecznie niektórzy brutalnie zeszli na ziemię, a inni dalej żyją w tym przekonaniu...
Na forum są osoby, które mają psy całe życie, różne rasy, i dzielą się nie tyle "doświadczeniem w tresurze", co... swoją codziennością i zrozumieniem danej rasy. Te osoby (sami będą wiedzieć, o kim mowa), zanim zaczęły szkolić swojego psa, wolały go najpierw poznać i zrozumieć jego specyfikę. Z książek można nauczyć się teorii, ale to codzienne życie z psami konkretnych ras pozwoliło im zdobyć świetne podstawy do ich zrozumienia – co wcale nie przeszkadza im w ciągłym weryfikowaniu swoich teorii czy nabytej wiedzy.
Jesteś zmotywowany, to da się wyczuć w Twoich postach... Ale mimo wszystko wciąż jesteś nowicjuszem. Pies to nie książka ani jasno zdefiniowany koncept. Zmiennych jest mnóstwo, każdy pies to inna osobowość, więc nie oczekuj, że książka czy wideo zastąpią kompletną instrukcję obsługi życia z psem czy jego wychowania.
Malinois czy rottweiler – to już Twój wybór, ale odłóż na bok wiedzę, którą wydaje Ci się, że masz dzięki książkom i filmikom (można się nimi posiłkować, ale... to rzadko jest nauka ścisła!). Doświadczenie z psem zdobywa się każdego dnia i bardzo często jest tak, że planujemy sobie ładną, prostą ścieżkę we dwoje, a potem okazuje się, że lądujemy na błotnistych manowcach.
Jeśli o mnie chodzi... ja wciąż się UCZĘ. Długo wierzyłem, że moja biblioteka daje mi jakąś wiedzę objawioną. Otóż nie, jestem takim samym nowicjuszem jak Ty.
Cześć,
Malinois i rottweiler mogą mieć niby podobne predyspozycje, ale pod względem charakteru to dwa zupełne przeciwieństwa.
Malinois jest „hiper” aktywny, „hiper” opiekuńczy i „hiper” czujny... Krótko mówiąc, to wulkan energii, któremu trudno się zatrzymać czy wyciszyć. Potrzebuje ciągłego działania i opiekuna, który będzie w tej kwestii bardzo konsekwentny. Nie ma co liczyć na spędzenie choćby jednego dnia bez spaceru czy aktywności – zarówno fizycznej, jak i umysłowej.
To bardzo inteligentny pies, więc nauczenie go podstawowych komend to żadna sztuka. Prawdziwe wyzwanie dla właściciela maliniaka polega na opanowaniu emocji psa, szczególnie w kontaktach z obcymi, bo jego instynkt obronny sprawia, że bywa on czasem cięty na ludzi.
Moja sunia jest daleka od ideału. To rasa o bardzo złożonej psychice, która nie każdemu pasuje – i jak widać, mi ewidentnie też nie, to na pewno!
Rottweiler jest bardziej opanowany, jest świadomy własnej siły. Jest przy tym bardziej uparty niż maliniak, taki bardziej „surowy” w obyciu, a jego wychowanie wymaga zupełnie innego rodzaju wyczucia niż w przypadku owczarka belgijskiego.
Jeśli chodzi o ruch, oczywiście też go potrzebuje, ale potrafi wyciszyć się znacznie lepiej niż malinois. Największym ograniczeniem są tu jednak przepisy prawne.
Na koniec – Twoje argumenty są dość zaskakujące. Nie wybiera się rasy ani nie wyrabia o niej opinii na podstawie jednego osobnika. Zdarzają się wyjątki: leniwe maliniaki czy rottweilery, które dają się prowadzić tak łatwo, jakby się formowało kostkę masła. To oczywiście rzadkość... Mimo wszystko to wciąż dwie rasy, które wymagają ogromnego osobistego zaangażowania i takiego poziomu samokontroli, o jaki byśmy się nawet nie podejrzewali.
Myślę, że autor posta idealizuje swojego przyszłego psa, tak jak ma to w zwyczaju wielu ludzi...
„Będę ćwiczyć agility, obronę, będzie super wychowany itd...”
Między marzeniami a rzeczywistością zderzenie może być bolesne...
Po pierwsze, każdy szczeniak ma inny charakter. Może się okazać, że wcale nie polubi agility albo z natury będzie strachliwy i nie będzie chciał ćwiczyć obrony...
Jeśli chodzi o wychowanie twojego przyszłego psa, to wybacz, ale widać, że nie masz o tym zielonego pojęcia i marzy ci się pies „idealny”
Tyle że rzadko kiedy wszystko układa się dokładnie tak, jak byśmy chcieli. To o wiele bardziej złożone, inaczej każdy z nas miałby psa, który idzie przy nodze i słucha na każde skinięcie palca...
Trzeba się dostosować do konkretnego psa, a on rzadko bywa taki, jak go sobie wyobrażaliśmy...
Naprawdę myślę, że kompletnie idealizujesz swojego przyszłego psa i na razie nie zadałeś sobie właściwych pytań...
Ile czasu dziennie nie ma cię w domu? Masz własne mieszkanie?
Przede wszystkim psa trzeba wychować – znałem husky, które były bardziej posłuszne niż źle prowadzone malinois.
Jeśli chodzi o ten „groźny” wygląd, to przeszkadza mi to zwłaszcza w przypadku rottków. Właśnie przez to wielu ludzi przechodzi na drugą stronę ulicy, gdy jakiegoś widzą, a to w ogóle nie pomaga w socjalizacji psa. Znam coraz więcej osób, które zakładają jasnoniebieski kaganiec i różową obrożę swoim psom (samcom czy suczkom), żeby właśnie przełamać ten wizerunek i sprawić, by ludzie mniej się bali. O dziwo działa to znacznie lepiej niż kolczatki czy obroże zaciskowe, które dają ludziom wrażenie, że wziąłeś takiego psa, żeby „straszyć”. A przecież chodzi o to, żeby zmienić to postrzeganie i mieć nadzieję, że pewnego dnia te rasy nie będą już tak szufladkowane. Uważam, że robi się w tym kierunku obecnie wiele wysiłku, choć moim zdaniem bardziej widać to u właścicieli staffików niż rottweilerów.
Wszystko zależy też od tego, co rozumiemy przez „budzący respekt”. Niektórzy uważają mojego 12-kilogramowego psiaka za groźnego, bo jest krępy i ma duże zęby – o wiele bardziej niż moją sunię, która jest wysoka i szczupła. Więc no cóż.
Myślę, że temperament jest ważniejszy niż wygląd, inaczej już dawno zdecydowałbym się na akitę amerykańską albo malamuta. Jeśli szukacie sportowego psa, który łatwo się prowadzi, bardziej skłaniałbym się ku owczarkowi niemieckiemu niż malinois, z którym pierwsze lata mogą być trudne. Trzeba wiedzieć, na co się człowiek pisze.