Cześć! Nie wiem, czy nie jest już za późno na odpowiedź, ale półtora roku temu adoptowałam moją sunię przez fundację, która ratowała psy z Francji i Rumunii.
Nasza została porzucona w Rumunii w kartonie razem z czterema siostrami. Dogaduje się z innymi psami, ale nie miała jeszcze okazji poznać kotów – sama mam alergię, a moi znajomi ich nie mają, więc trudno mi powiedzieć, jak by zareagowała. Wiem za to, że króliki, ptaki i inne małe stworzenia traktuje jak zdobycz. Kiedy do nas trafiła (miała wtedy 4 miesiące), była bardzo lękliwa. Mnie zaakceptowała w jeden dzień, bo spędzałam z nią cały swój czas. Chodziła za mną krok w krok! Za to z mężczyznami to zupełnie inna bajka. Potrzebowała ponad miesiąca, żeby przestać bać się mojego partnera, mimo że on bardzo się starał, żeby czuła się przy nim swobodnie. Ale jak już się przełamała, to nie odstępuje nas na krok! Jest wobec nas bardzo opiekuńcza.
Nadal jednak boi się obcych. Nie jest ani trochę agresywna, nigdy nie pokazała zębów ani nic w tym stylu, po prostu wycofuje się, żeby nie dać się pogłaskać. Pozwala na to jedynie dzieciom. Myślę, że to kwestia wzrostu – pewnie boi się dorosłych, bo są duzi. Tylko osoby, które widuje często, mogą ją dotknąć czy się z nią pobawić, właściwie tak jak z każdym innym psem! Staramy się nad tym pracować, wychodząc z nią jak najczęściej i spacerując w miejscach, o których wiemy, że spotkamy innych ludzi, ale nie chcemy też niczego wymuszać. Boi się też hałasu. Odkurzacz, spadająca miotła, kosiarka, głośny samolot, ekspres do kawy... krótko mówiąc: wszystko, co robi trochę za dużo szumu. Myślimy, że musiała przejść jakąś traumę, ale nigdy nie dowiemy się jaką.
Właściwie, kiedy pojechaliśmy po nią do fundacji, była jedynym lękliwym szczeniakiem, który szukał schronienia gdzieś wyżej. Mój partner od razu do niej podszedł. Od razu wpadła nam w oko – niby jej siostry wyglądały tak samo, ale to była ta jedyna. Trzymaliśmy ją na rękach przed sfinalizowaniem adopcji i kiedy mój partner na chwilę postawił ją na ziemi, wszystkie inne psy z fundacji rzuciły się na nią, gryząc ją po łapach i uszach. Bez chwili wahania mój partner wziął ją z powrotem na ręce i powiedział: „To tę chcemy!”. Od tamtej pory już jej nie puściliśmy!
Poza tym to prawdziwa kulka miłości, która ma w sobie mnóstwo energii i uczucia. To takie kochane, radosne stworzenie i mam nadzieję, że udało nam się sprawić, że jest szczęśliwa!
Jeśli się zdecydowałaś i „skoczyłaś na głęboką wodę”, daj znać. Fajnie byłoby wymienić się doświadczeniami z życia z rumuńskim psiakiem!