Dokładnie.
Smycz typu lasso pozwala lepiej kontrolować – w pewnym sensie – głowę psa. Przede wszystkim pozwala ją lepiej wyczuć. Więc w idealnym świecie człowiek ćwiczy tak, żeby nie musieć już patrzeć na zwierzaka. Czujemy jego zamiary poprzez smycz.
Dobra, już to mówiłem. Są różne rodzaje szarpnięć. Masz te, które służą do karania, zniechęcania psa czy zastraszania go. To nie jest dobre. Tego nie chcemy. I masz te małe sygnały zwrotne, które służą do komunikacji z psem, bez karania go. To nie jest nawet dyskomfort, pies nie powinien tego odbierać jako coś nieprzyjemnego, a jedynie jako odwrócenie uwagi.
NAJLEPSZYM przykładem tego, co tu opisuję, jest najbardziej znany „zaklinacz psów” na świecie, który uznaje tylko smycze typu lasso – Cesar Millan. Jemu to pasuje, bo on uważa, że pies ma trzymać się tuż obok niego. Taki jest u niego układ. Krótka smycz, bez napięcia.
Nigdy, przenigdy, przenigdy (czy to jasne?) nie wolno dopuszczać do stałego napięcia na tej smyczy. Musi być krótka, ale luźna, bo inaczej nie czujesz swojego psa. A on nie czuje ciebie.
[youtube=https://www.youtube.com/watch?v=OYJ8sN897S4]
Około 1:10 dzieje się coś bardzo ważnego. I pewnie wielu osobom to umyka. Trzy szarpnięcia pod rząd. W tym momencie on nawiązuje kontakt. Nawet na niego nie patrzy. Zaczyna przyzwyczajać psa do tego feedbacku. Luźna smycz, impuls, luz, impuls, luz, impuls. To nie jest nic złego. On nie ma czasu. To wszystko dzieje się na żywo. Wygląda to dokładnie tak, jak widzisz. Ostatnie ważne szarpnięcie, około 1:53. Tutaj naprawdę wysyła mocny komunikat do tego rottweilera, który nie jest przyzwyczajony do skupiania uwagi na prowadzącym.
Potem to już kwestia wyrobienia nawyku. Załatwione. Taka forma komunikacji jest dla psa zrozumiała. Człowiekowi pozostaje tylko nauczyć się „żonglować bez patrzenia na piłeczki”. To dokładnie to samo. Jeśli czujemy, że głowa psa zdradza jego zamiary, gest rozpraszający jest natychmiastowy. Krótko, bez napięcia.
Nie widziałem jeszcze żadnego zrównoważonego psa, który by się temu oparł.