Dzisiaj chciałam Was zapytać, czy ten cały proces jest rzeczywiście aż tak potrzebny i niezbędny? Mój maluch (11 tygodni) ma najwyraźniej bardzo mały pęcherz: w dzień robi siku co 45 minut – 1 godzinę, a rekord, jaki udało mu się wytrzymać w nocy, to 2 godziny... Od pierwszego dnia wstaję do niego co 2 godziny, żeby go wyprowadzić, tak jak mi radzono. Czytałam też, że szczeniak dość szybko zaczyna wytrzymywać w nocy nieco dłużej i nocne pobudki są przez to przydatne tylko przez kilka dni lub tygodni.
Mój psiaczek dalej sika tak samo często, w nocy wytrzymuje maksymalnie 2 godziny, a i tak najczęściej, kiedy schodzę na dół, zdąży już nabrudzić w salonie (kupa też się zdarza...). Zaczyna już bardzo dobrze rozumieć, że trzeba załatwiać się na zewnątrz, bo jak tylko go wyprowadzę (w dzień czy w nocy), to od razu robi co trzeba w ogrodzie. Jesteśmy więc na dobrej drodze!
Zaczynam być już jednak bardzo zmęczona tymi ciągle zarwanymi nocami. Wstawanie co 2 godziny staje się coraz trudniejsze do pogodzenia z moim samopoczuciem i zmęczeniem, a aż boję się pomyśleć, co będzie, jak w przyszłym tygodniu wrócę na zajęcia!Dlatego właśnie zastanawiałam się, czy naprawdę muszę dalej tak wstawać, żeby go uczyć, czy może ostatecznie nie jest to aż tak niezbędne. Oczywiście wiem, na jaką przygodę się pisałam, adoptując mojego skarba, więc jeśli ten proces jest faktycznie konieczny, żeby nauczyć go czystości, to będę to robić dalej bez problemu!Z góry dziękuję za Wasze odpowiedzi 🙂
Przetłumaczony francuski
Treści na forum są czasami tłumaczone z innego języka, a posty mogą dotyczyć krajów z innymi przepisami dotyczącymi zwierząt.
Ponieważ forum jest tłumaczone automatycznie przez sztuczną inteligencję, tłumaczenia mogą zawierać błędy.
Cześć,
U nas na początku wstawaliśmy raz około 3 nad ranem, ale szybko daliśmy sobie spokój – woleliśmy się wyspać i rano po prostu posprzątać.
Z czasem sama zaczęła dawać znać w nocy, że musi wyjść za potrzebą. Dość szybko nauczyła się czystości – najpierw przestały się zdarzać „grubsze sprawy”, a potem skończyło się też sikanie. Później zdarzało jej się nabrudzić już tylko wtedy, gdy zostawała sama. W końcu całkiem nauczyła się trzymać.
Ale rano na początku trzeba było z nią wyjść punkt 6:00. O 6:01 było już za późno ;)
Nie wiem, czy znacie te wszystkie rady, ale w ciągu dnia trzeba wyprowadzać szczeniaka za potrzebą systematycznie:
- po drzemce
- po jedzeniu
Dzięki za wasze odpowiedzi!
No więc tak: wyprowadzam go co 2 godziny, a on i tak sika w międzyczasie... (ma mały pęcherz, przysięgam, nie kłamię 😁). Muszę przyznać, że też trochę mi ciężko trzymać się sztywno tych 2 godzin i zależnie od pory nocy czasem trochę zwlekam, więc wychodzi z tego bardziej 2,5–3 godziny.
Za każdym razem, gdy go wyprowadzam, niekoniecznie coś robi, bo czasem pewnie (tak mi się wydaje) dopiero co załatwił się w salonie, zanim się obudziłem... więc to podwójnie frustrujące, bo w pewnym sensie wstaję na darmo. Z drugiej strony wiem, że załapał już, o co chodzi z sikaniem na dworze, bo teraz, jak mówię „siku”, to robi, nawet jeśli to tylko kilka kropel „żeby mi zrobić przyjemność”.
Nigdy nie budzi mnie w nocy, żeby „poprosić”, w dzień zresztą też tego nie robi. To zawsze ja muszę przewidywać jego sygnały (a właściwie „odpowiednie momenty”), bo on sam nie okazuje żadnych znaków (nie piszczy, nie idzie pod drzwi, nie kręci się w kółko...).
Odkąd go mam, cały czas jestem w domu, więc myślałem, że szybko załapie czystość (przynajmniej w nocy...), ale no cóż, wciąż nic, trzeba cierpliwości!
Z kupą jest jeszcze gorzej – nie robi jej regularnie, nie ma uformowanych stolców nawet mimo podawania Smecty, więc po przebudzeniu zawsze znajduję jedną lub dwie kupy w salonie... a przecież też wydaje się rozumieć, że trzeba na dworze, bo w ciągu dnia daje dość jasne sygnały, żeby wyjść na kupę i robi ją na zewnątrz bez problemu. Ale jak tylko mnie nie ma w zasięgu, to już zupełnie inna historia...
Albo rodziły się u mnie w domu i wtedy psia mama, a potem „psia ciocia”, zajmowały się pilnowaniem czystości maluchów
albo kupowałam szczeniaki mające ponad 3 miesiące – niektóre już trzymały czystość, inne nie, no ale trudno, zamykałam drzwi i po obudzeniu się po prostu przecierałam podłogę
Wzięłam swojego psa, gdy miał 10 tygodni i wstawałam w nocy może z 4-5 razy. Tak naprawdę tylko wtedy, gdy sam o to prosił, bez żadnego budzika.
Jak tylko usłyszałam „pisk, pisk”, to od razu na dwór, siku i po sprawie! :)
Ale budził mnie tylko raz w nocy, a nie co dwie godziny...
Mój pies bardzo szybko nauczył się czystości, pewnie też dlatego, że cały czas byłam w domu, co bardzo ułatwia sprawę.
Przy moim poprzednim psie w ogóle nie wstawałam w nocy, żeby go wyprowadzać. Zostawał też sam, kiedy byłam w pracy. Nauczył się czystości nieco później, ale wszystko mieściło się w normie.
Nie jestem przekonana, czy nastawianie budzika co 2 godziny, żeby wyjść ze szczeniakiem, jest naprawdę konieczne. Widzę w tym nawet pewną pułapkę – pies nie będzie się starał powstrzymywać, jeśli będzie wyprowadzany aż tak często.
Z kolei jeśli szczeniak sam daje znać, to wtedy jak najbardziej – szybka akcja, „siku na dworze” i wielkie brawa!
Cześć! Słuchaj, u mnie przy moich futrzakach takie podejście sprawdziło się super i oba bardzo szybko nauczyły się czystości, mimo że to dwa zupełnie różne psiaki. W nocy zdarzały nam się czasem wpadki, ale moim zdaniem to naprawdę pomaga, nawet jeśli trzeba wychodzić co 3-4 godziny, tak jak radzi Kikaah.
A czy jak wychodzisz z nim tak często, to za każdym razem się załatwia? Jeśli chodzi o kupę, to powinna być ona dość regularna w zależności od tego, jak go karmisz, więc dzięki temu łatwiej Ci będzie przewidzieć, kiedy nadejdzie „ten moment”, że tak powiem.
Trzymaj się i powodzenia! To fakt, że to trochę trwa, ale cierpliwość naprawdę popłaca.
Jeśli nie dajesz rady utrzymać takiego tempa, co jest zupełnie zrozumiałe, spróbuj robić odstępy między spacerami co 4 godziny, a potem co 6. Trzeba się wtedy liczyć z jakimiś „wpadkami”, ale trudno – przetrzesz mopem i po sprawie. A czy jak wychodzicie tak często, to on za każdym razem robi siku?