Cześć,
No więc tak – słyszę mnóstwo sprzecznych opinii na temat kurzych kości. Że surowe można, ale gotowanych nie, albo że ani surowych, ani gotowanych itd.
Z mojego doświadczenia: moi rodzice zawsze dawali swoim psom wszystkie kości, oprócz tych z królika. Kości były gotowane, a psy żyły długo w dobrym zdrowiu i nigdy nie było żadnych problemów z ich powodu.
Ja mam jack russella, który jest mniejszy niż psy moich rodziców, więc po zgłębieniu tematu uznałam, że gotowanych kości mu nie dam... jednak ta mała spryciara, kiedy jest u moich rodziców, podkrada kości schowane przez Gizmo, żeby je zjeść... Raz widziałam, jak jadła gotowaną kość – w każdym razie nie całą, bo jej zabrałam, ale nie zawsze jestem z nią w ogrodzie u rodziców i myślę, że zdarzy się to jeszcze nieraz, a może nawet już się działo bez mojej wiedzy...
Jeśli chodzi o surowe kości: faktycznie, kiedy porcjuję kurczaka do jej miski, widać gołym okiem, że są mniej łamliwe niż te gotowane. Po przeczytaniu wielu artykułów zaczęłam dawać jej raz w tygodniu jedną kurzą nogę z mięsem (pozostałe surowe kości trzymam dla Gizmo, który wcześniej znał tylko gotowane). Kości mam mnóstwo, bo sama przygotowuję jej posiłki...
Tylko że ostatnio weterynarz, gdy opowiedziałam mu, jak karmię moją sunię, stwierdził, że nawet surowe kurze kości są absolutnie zakazane. Powiedział, że odkąd ludzie zaczęli karmić psy dietą BARF, mają coraz więcej przypadków psów z perforacją narządów wewnętrznych przez surową kość albo takich, którym utknęła ona w gardle. Krótko mówiąc, problemy są takie same jak przy gotowanych... i że w sumie pies może jeść kości (surowe czy gotowane) całe życie bez żadnych przygód, ale wystarczy jedna kość, żeby doszło do nieszczęścia... I teraz mam dylemat... co zrobić z tymi kośćmi? Myślicie, że da się je zmielić, żeby odzyskać wapń i podawać je w innej formie??