Cześć,
Ja mam szczeniaka, 9-miesięcznego lhasa apso. Wziąłem go, jak miał 5 miesięcy. Od 4 miesięcy szczeka, kiedy wychodzę z domu, i sąsiedzi już się skarżą. Mam wrażenie, że zrobiłem już wszystko... W efekcie przestałem wychodzić wieczorami, po prostu się już nie odważę. Chodzę do pracy i wracam prosto do domu, a od września biorę go ze sobą do biura, żeby nie było skarg, ale mój szef nie będzie na to pozwalał w nieskończoność.
Ćwiczyłem z nim wychodzenie na 5 minut i wracanie, potem stopniowo coraz dłużej. NIC.
Wychodziłem z nim rano do parku, żeby pobiegał przez bite pół godziny i porządnie się zmęczył. NIC.
Dostaje leki uspokajające, które polecił weterynarz. To kuracja na 3 miesiące, jesteśmy na pierwszym, ale póki co: NIC.
Ma konga i inne zabawki tego typu. NIC.
Zostawiam mu włączone radio i światło, jeśli wracam po 17:00. NIC.
Ma koszulkę z moim zapachem...
Uczę go zostawania na legowisku, kiedy jestem w domu i chcę przejść do innego pokoju, ale on i tak za mną łazi, czeka pod drzwiami i piszczy... a nawet szczeka, jak tylko zniknę mu z oczu.
Słynna obroża antyszczekowa... I tak piszczy i się drapie, a czasem nawet udaje mu się zaszczekać.
Byliśmy też na sesji z behawiorystą...
Właśnie kupiłem klatkę kennelową, włożyłem tam jego legowisko i zabawki, dostaje w niej jeść. Na razie zostawiam drzwiczki otwarte, żeby oswoił się z tą przestrzenią, z nadzieją, że będzie mógł tam zostawać zamknięty, kiedy będę wychodzić do pracy... aż do mojej przerwy na lunch...
Mam jeszcze do podłączenia dyfuzor do kontaktu...
No i pod koniec stycznia idziemy na kastrację...
Zaczynam myśleć, że nie został poprawnie odstawiony od matki... Naprawdę nie mam już pojęcia, co w tej sytuacji robić...