Cześć wszystkim,
Mam na imię Julien i (poważnie) zastanawiam się nad wzięciem owczarka australijskiego po wakacjach. Tak jak wspomniałem w tytule, mieszkam w mieście i w bloku.
Z natury dużo analizuję i zawsze myślę o dobru innych (nawet zwierząt), dlatego się waham – boję się, że popełnię błąd.
Wiem, wiem – pies w mieszkaniu to nie jest idealna sytuacja.
A aussie potrzebuje przecież przestrzeni i sporej dawki aktywności.
Moi rodzice mają 6-letnią suczkę tej rasy (bez rodowodu), więc dobrze znam te psy i jestem do nich przyzwyczajony. Choć nie jest zbyt posłuszna (a raczej bardzo uparta) przez brak szkolenia i staje się nadpobudliwa, gdy pojawiają się ludzie, to na co dzień jest bardzo spokojna. Dużo śpi w ciągu dnia i nigdy nic w domu nie przeskrobała. To straszna przylepa – kiedy u nich jestem, chodzi za mną jak cień. W czasie pandemii, gdy tylko wchodziłem w ciągu dnia do pokoju, chowała się pod moim łóżkiem, żeby spać, i śledziła każdy mój krok (nawet czekała pod drzwiami łazienki), żeby potem wrócić pod łóżko i mieć pewność, że jestem blisko.
Rodzice mają ogród (około 400 m²). Od wiosny sunia spędza tam całe dnie, ale poza tym to pies domowy – zimą czy w deszczowe dni siedzi w pralni i czeka. Ma bardzo mało ruchu (chyba że akurat się nią opiekuję lub u nich jestem i idziemy pobiegać), a mimo to ma normalny temperament.
Wiem, że pies w bloku to dodatkowe obowiązki, spacery i organizacja, ale patrząc na przykład moich rodziców, ich suczka byłaby u mnie w mieszkaniu równie szczęśliwa, gdybym wychodził z nią biegać 3 razy w tygodniu (poza zwykłymi spacerami). U nich jej aktywność sprowadza się do okazyjnego szczekania na przechodniów w ogrodzie, bez żadnych zabaw czy regularnych sportów.
Czy ktoś z was ma owczarka australijskiego w mieszkaniu?
Jak to u was wygląda? Czy szkolenie musi być bardziej intensywne?
Czy wasz pies jest szczęśliwy? Żałujecie swojego wyboru?
Dzięki za odpowiedzi 👋