Dobry wieczór, mam maliniaka urodzonego 29.12.2019 r., za trzy dni skończy 3 miesiące. To samiec.
Staram się jak mogę, od kiedy się u nas pojawił, robiłem wszystko, żeby czuł się swobodnie. Nauczył się już całkiem sporo rzeczy.
Właściwie to przejdę prosto do brzegu. Problem leży we mnie – mam wrażenie, że nie mam żadnego autorytetu, jeśli nie krzyczę i nie jestem agresywny. Sam z natury jestem dość nerwowy i energiczny.
Przed chwilą pogryzł mi drzwi, co kompletnie wyprowadziło mnie z równowagi. Wołałem go, żeby przyszedł, ale nie chciał. Poszedłem po niego siłą i... puściły mi hamulce. Popchnąłem go gwałtownie i dostał klapsa w *****. Myślę, nie umniejszając moich czynów, że bardziej go wystraszyłem niż skrzywdziłem fizycznie, zresztą ze strachu załatwił się pod siebie (siku i kupa).
Czuję się z tym fatalnie, nie mogę spać. Jakiś głos w głowie mi mówi, że teraz jest już za późno, że on już na zawsze zostanie albo lękliwy, albo agresywny. Słyszałem, że jak raz uderzysz maliniaka, to po wszystkim...
To mnie najbardziej boli – myśl, że być może przekroczyłem punkt, z którego nie ma powrotu.
Kocham tego psa, sam mu gotuję, uwielbiam spędzać z nim czas i patrzeć, jak rośnie. W gruncie rzeczy on jest kochany, nawet jak wychodzę, to nie płacze.
Po prostu mam trudności ze zrozumieniem go. Ale mam chęci – gdybym musiał sobie odciąć palec, żeby to naprawić, zrobiłbym to! Bardzo potrzebuję waszych rad, proszę.
Kajam się, nigdy więcej tego nie zrobię. Fatalnie się z tym czuję, żałuję i gardzę samym sobą...
Moje kluczowe pytanie brzmi: czy teraz jest już za późno? Jeśli stanie się lękliwy jak psy, które były bite, nigdy nie będę miał umiejętności ani zimnej krwi, żeby to wyprostować.
Dodam, że po tym wszystkim zaczął do mnie sam przychodzić. Proszę, nie bijcie mnie po łapach w komentarzach, i tak czuję się już wystarczająco źle, to by było przeciwskuteczne.
Wiedzcie, że zastosuję się do każdej rady, jaką od was otrzymam!
Dzięki, że mnie wysłuchaliście.










