Pies zabija koty – co robić?
Treści na forum są czasami tłumaczone z innego języka, a posty mogą dotyczyć krajów z innymi przepisami dotyczącymi zwierząt.
Ponieważ forum jest tłumaczone automatycznie przez sztuczną inteligencję, tłumaczenia mogą zawierać błędy.
To na pewno najbardziej naturalne podejście. I tak jak wspomniałem, byłoby przykro używać innych kotów jako królików doświadczalnych w imię resocjalizacji tej suki.
Ale z drugiej strony, ta maliniaczka źle się czuje sama ze sobą. Jest lękliwa i pewnie sfrustrowana. To bardzo silny pies. Ma dopiero 3 lata, więc jest pewnie dopiero na 1/5 drogi swojego życia.
Jasne, że nie mam co liczyć na to, że kiedyś będzie można ją puścić luzem na zewnątrz (teraz to absolutnie wykluczone, ta sunia to jak odbezpieczony pocisk), albo że będzie mogła bez obaw podchodzić do większości istot żywych (małych psów, kotów, niemowląt) itp. No ale to wszystko robimy dla wygody ludzi.
Jeśli skupimy się tylko na jej własnym szczęściu, to przyznajmy, że dobrze by jej zrobiło uwolnienie się od tych frustracji, lęków i wszystkiego, co powoduje ten brak równowagi, z którym się teraz zmaga. I tutaj wchodzimy w tryb „pogoni za ideałem”. No jasne, super. Ale jeśli ta **** zabije psa albo zrani człowieka, to przejdziemy w tryb „ratowania przed uśpieniem”. Więc w dużej mierze jej resocjalizacja w kwestii kotów (czyli ta widoczna część problemu) to tak naprawdę najlepsza gwarancja bezpieczeństwa dla wszystkich istot, włączając w to ludzi.
Atakowanie kotów to tylko objaw, a nie sam problem. Gdyby to był husky, martwiłbym się bardziej. Ale podstawowe instynkty tej suki nakazują jej chronić, a nie polować. Dlatego, gdy już wyeliminuje się źródła tego braku równowagi, nie powinno być aż tak trudno pozwolić jej wrócić do jej naturalnych instynktów.
Normalnie powinna chronić te koty przed intruzami, a nie je zabijać.
Przykro mi czytać o tych wszystkich waszych przejściach.
Nie byłabym tak kategoryczna jak Misantrope w kwestii tego, że „nikt nie może wam pomóc”. Nie wiem, na ile to pomoże, ale znam pewną behawiorystkę, która sporo pracuje nad instynktem łowieckim i miała całkiem niezłe wyniki z jednym husky syberyjskim od moich znajomych. Zgłosili się do niej, gdy pies miał już na koncie cztery koty, i od trzech lat nie tknął żadnego mruczka.
Z tym że tamten husky nie mieszkał na co dzień z kotami... W waszej sytuacji sprawa jest pewnie jeszcze trudniejsza. Mimo wszystko uważam, że warto trochę poszperać i poszukać trenera albo behawiorysty. Choćby po to, żeby podzwonić i podpytać, jakie mają podejście do takich tematów...
Myślę, że warto pójść tym tropem
Dzień dobry,
Bardzo mi przykro z powodu wszystkich waszych niefortunnych przygód.
Nie byłabym aż tak kategoryczna jak Misantrope w kwestii tego, że „nikt nie może wam pomóc”. Nie wiem, na ile wam to pomoże, ale znam behawiorystkę, która sporo pracuje nad instynktem łowieckim i osiągnęła całkiem dobre efekty z husky syberyjskim z mojego otoczenia. Zgłosili się do niej po czwartym „upolowanym” kocie i od trzech lat pies nie tknął żadnego mruczka.
Tyle że tamten husky nie mieszkał z kotami... W waszej sytuacji sprawa jest pewnie jeszcze bardziej skomplikowana. Mimo to uważam, że warto spróbować i poszukać trenera lub behawiorysty. Można zacząć od kilku telefonów, żeby wybadać, jakie mają podejście do tego tematu...
No tak. Nie jest łatwo. Ale trzeba skończyć z tą masakrą. Kaganiec na okrągło?
A jak ona się zachowuje przy małych psach?
Kiedy mówię o nieobecności, to może trochę zbyt mocne słowo, bo jak już wcześniej wyjaśniałam, kiedy nas nie ma w domu, ona zostaje w swoim pokoju.
Za pierwszym razem wyszłam dosłownie na 5 minut przed dom odebrać pizzę. Kiedy wróciłam, ona zdążyła już wejść na piętro (czyli specjalnie poszła szukać kota, żeby go dopaść) i go zagryzła.
Drugi raz przytrafił się rok później. Mój partner poszedł na górę tylko na 5 minut, a kot wszedł do środka przez klapkę w drzwiach. Zablokowałam wyjście na zewnątrz, bo miałam wtedy chorego kotka, no i ta moja mała utknęła w środku, a **** znowu ją zagryzła (mam przez to ogromne wyrzuty sumienia!).
Ostatni raz zdarzył się w ogrodzie, kiedy my byliśmy wewnątrz domu.
No cóż, nigdy nie wiadomo, jaką kto ma sytuację finansową. Jeśli możecie sobie pozwolić na... 3-tygodniowy wyjazd do Kalifornii, opłacenie dwóch biletów w obie strony między USA a Francją i tak dalej... Do tego koszty rehabilitacji – moim zdaniem to jest jak najbardziej do ugrania.
Główny problem, i nie mówię tego, żeby sypać sól na rany... On ma we Francji zakaz, być może dotyczy to też samej praktyki. Grrr... Ale jak sam często powtarza, jego metoda nie jest jedyną słuszną. Ale uff, to naprawdę trudny przypadek, bo wszystko dzieje się pod waszą nieobecność. Trzeba by tego psa całkowicie odmienić, sprawić, żeby był idealnie zrównoważony. Tak, aby w głębi duszy, gdzieś bardzo, bardzo głęboko, nie siedziały w nim już żadne z tych „impulsów”, bo zostaną one zastąpione przez zupełnie nowe perspektywy. Pies przestanie postrzegać swoje otoczenie i ludzi wokół w ten sam sposób. Właśnie takiej transformacji potrzeba, żebyście mogli mu w pełni ufać pod waszą nieobecność.
To prawda, że są testy wstępne, na przykład spotkania z lamą itd. I zależnie od wyniku tych spotkań, myślę, że może 1% psów dostaje taką łatkę, że nie mogą mieszkać z gatunkiem, który sprawia problemy. W takim przypadku oferują właścicielowi wymianę, a pies zostaje w swoim stadzie przez 2 czy 3 lata, zanim zostanie ponownie przetestowany.
No ale to tak tylko mówię, żeby pokazać, że to się robi i jak to wygląda.
To nie rozwiązuje obecnego problemu i tutaj zgadzam się z Tobą w stu procentach. Trzeba odizolować te zwierzaki. Jeśli jesteście pewni, że przy Was nic się nie stanie, to wystarczyłoby to robić tylko pod Waszą nieobecność. Ale uff... To spore ryzyko.