Dwa samce razem?
Treści na forum są czasami tłumaczone z innego języka, a posty mogą dotyczyć krajów z innymi przepisami dotyczącymi zwierząt.
Ponieważ forum jest tłumaczone automatycznie przez sztuczną inteligencję, tłumaczenia mogą zawierać błędy.
Haha, tak, ten filmik jest nieźle odjechany, najgorsza ekipa pod słońcem, a to wszystko w samym środku Los Angeles, normalka.
Ale właśnie to wydaje mi się interesujące – mamy tu niezły przekrój ras i mieszańców, które u nas często się widuje, więc to daje pojęcie o tym, jak wyglądałyby nasze psiaki w wersji „psy ulicy”, ze wszystkimi ich atawizmami.
Uważam, że istnieje pewna tendencja do takiego „lukrowania” obrazu psów (mam na myśli to, że w niektórych krajach otwiera się te wszystkie „psie przedszkola” z przekonaniem, że wszystko będzie szło jak z płatka i będzie sielanka), a za wszelką agresję obwinia się właścicieli („nie, no jeśli twój pies jest agresywny do innych samców, to dlatego, że ty się boisz i on czuje twój strach”)... Dobrze jest sobie przypomnieć, że pies pozostawiony sam sobie, działający pod wpływem instynktów, bez właściciela, który by go kontrolował, to też nie zawsze jest miły widok.
Ale faktycznie, z inną ekipą wynik jest zupełnie inny (prawie grzecznie ustawiają się w kolejce za suczką!): https://www.youtube.com/watch?v=sovWz8lIjJs
No, nieciekawie to wygląda... Widziałam już wcześniej ten filmik. Życie jest brutalne ^^
Chociaż to dość specyficzny kontekst, South Central (byłam w totalnym szoku, kiedy dowiedziałam się, że to się dzieje w Los Angeles, w ogóle muszę obejrzeć cały dokument, zapowiada się mega ciekawie).
Nie jestem pewna, czy byłoby to aż tak brutalne w przypadku bardziej jednorodnej populacji psów, jak to bywa w stadach ulicznych w biedniejszych krajach. Tutaj mamy bardzo wyraźne cechy konkretnych ras (rottek, molosy typu pit, labek, owczarek, terier...) niezła mieszanka ^^
Jak taki rottek albo pit się wkurzy, to pies po drugiej stronie ma naprawdę przechlapane.
"Jutro nawet najbardziej aspołeczny pies, gdyby wylądował na ulicy, pewnie wdałby się w bójkę z jednym, góra dwoma psami, ale szybko by zrozumiał, że to nie w jego interesie. Takie starcia błyskawicznie zamieniłyby się w zwykłe spięcia o trochę jedzenia czy suczkę w cieczce".
Tyle że on ma możliwość ucieczki i może po prostu nigdy więcej nie spotkać psa, z którym mu nie po drodze. Nasze zwierzaki, które zmuszamy do wspólnego mieszkania w domu, nie mają takiego luksusu.
Ogólnie byłabym jednak ostrożna z tą teorią o rzekomej, niezachwianej "socjalności" psów ulicznych.
Uliczne samce walczące o suczkę – to naprawdę nie są czułe igraszki: https://www.youtube.com/watch?v=UToSTrHQi9o
Podczas moich podróży po Azji spotkałam sporo takich "półdzikich" psów. Na jednej z małych indonezyjskich wysp, gdzie spędziłam trochę czasu, było mnóstwo samców "kastrowanych na gumkę". Podpytałam o to miejscowych. O dziwo, nie robili tego wcale, żeby kontrolować populację, ale... żeby uniknąć bójek między samcami! Zostawiali jajka tylko samcowi alfa, a całą resztę kastrowali.
@Lorna
„i celem nadal jest posiadanie psów, które dogadują się ze sobą dość naturalnie, nikt nie chce ciągle pilnować swoich psów jak kipiącego mleka ^^”
No właśnie!
O to mi chodziło w mojej wiadomości. Lepiej od razu postawić na taką konfigurację, która daje maksymalne szanse na dobre, naturalne dogadywanie się (a nie tylko zwykłą tolerancję): psy różnej płci, rasy i charaktery pasujące do siebie... Adopcja dorosłych psów, tak jak robi to Emla, żeby mieć pojęcie o ich temperamencie po osiągnięciu dojrzałości (około 2 lat), to też może być świetny pomysł.
Wracając do postów Caroline:
„Dla mnie dogadywanie się samiec-samiec czy psów w ogóle to w 90% kwestia właściciela (właścicieli), a w 10% samych psów.”
Ja powiedziałabym odwrotnie: 90% to psy, a 10% właściciele :)
Zresztą tak jak w przypadku niemal każdego problemu behawioralnego u psów. Mam wrażenie, że trochę zbyt często podejrzewa się właścicieli o brak kompetencji, podczas gdy bardzo często główny błąd nie leży w codziennej pracy, ale w początkowym wyborze, którego dokonano (wybór rasy niedopasowany do stylu życia itp.).
Tak, „leadership” (przewodnictwo) jest ważne i to prawdopodobnie duża część rozwiązania, gdy ma się problemy z relacjami między psami. Umiejętność zaprowadzenia spokoju w sytuacjach ryzykownych (podawanie posiłków itp.) i wprowadzenie w tych momentach rytuałów to najlepszy sposób, by uchronić się przed wybuchami agresji.
Ale:
1/ to też nie są czary, psy pozostają odrębnymi istotami z własną wolą. Myślenie, że ma się 100% kontroli nad ich reakcjami, wydaje mi się trochę zbyt pewne siebie! Nienawiść, jaką czują do swojego współlokatora, może być czasem silniejsza niż to słynne przewodnictwo.
2/ na co dzień konieczność ciągłego kontrolowania wszystkich interakcji i pilnowania rytuałów niekoniecznie jest przyjemnością...
3/ nawet jeśli uda nam się poprawnie zapanować nad takim duetem dzięki dobremu przewodnictwu, co się stanie, gdy powierzymy te psy komuś innemu, na przykład na czas wakacji? Udaje mi się stosunkowo dobrze gasić spięcia między moimi psami – zdarzają się one dość rzadko, bo je znam i zazwyczaj szybko wyczuwam ryzykowne sytuacje – ale moją największą obawą obecnie jest to, że pogryzą się, gdy będą z petsitterką... Nie sądzę, żeby potrafiła je rozdzielić. Szczerze mówiąc, nie wiem nawet, czy odważyłaby się włożyć między nie ręce.
„To dość dziwne, że właściciele tak często zauważają bójki – zazwyczaj psy biją się właśnie przy nich.”
Właściwie to dość logiczne: wiele psów „wyłącza się” i po prostu śpi pod nieobecność właściciela. Tak jest z moimi. Ledwo wstają, żeby się napić, gdy mnie nie ma, więc mam praktycznie zerowe obawy, że w tym czasie dojdzie do jakiejś bójki.
No właśnie, dlatego w sumie lepiej mi z samcem przy Mo, bo to się raczej nie przerodzi w nic poważnego, mimo że potrafią się nieźle tłuc i Buck potrafi pójść dość daleko.
Miya na przykład ewidentnie nie mogła sobie pozwolić na aż takie żarty z Mo.
A przecież suczki się lubiły, po prostu były mniej dopasowane – dwie zadziory z mocnym charakterem...
Zresztą, jak Miya nas ostatnio odwiedziła, to oczywiście nie mogło być inaczej – od razu się spięły.