Looping „odeszła” 13 września. Musiałam ją uśpić, bo miała nowotwór śledziony. To była potworna decyzja i wciąż mam ogromne wyrzuty sumienia, że ją podjęłam. Strasznie brakuje mi Loulou, ale nie potrafię być sama, więc zaczęłam szukać innego pieska. Znalazłam już jednego, który urodził się wczoraj i chociaż się cieszę, to jednocześnie czuję się winna wobec Looping.
Z Looping byłyśmy nierozłączne. Zabierałam ją wszędzie, uwielbiała spacery, bieganie, zabawę i przytulanie. Dziś czuję się winna, bo adoptując nowego psa, mam wrażenie, że zdradzam jej miłość, że zdradzam ją samą. Nigdy o niej nie zapomnę, to pewne – była moim pierwszym psem i moją wielką miłością. Na zawsze pozostanie w moim sercu i moich myślach. Mam do siebie żal, że pozwoliłam jej odejść i że decyduję się na kolejnego zwierzaka, ale po prostu nie potrafię zostać sama.
Jeśli ktoś może mi pomóc uporać się z tymi emocjami, będę bardzo wdzięczna.
Przetłumaczony francuski
Treści na forum są czasami tłumaczone z innego języka, a posty mogą dotyczyć krajów z innymi przepisami dotyczącymi zwierząt.
Ponieważ forum jest tłumaczone automatycznie przez sztuczną inteligencję, tłumaczenia mogą zawierać błędy.
Musiałam uśpić mojego ukochanego psiaczka, Buddy’ego. Miał 17 lat i mnóstwo problemów starczych – straszną artrozę, guza nowotworowego, który był usuwany z nerek, a do tego czasem krew ciekła mu z noska. Minął tydzień, a ja płaczę dniem i nocą. Mam wrażenie, że nigdy się z tym nie pogodzę, tak bardzo go kochałam. Tak strasznie rozumiem teraz wszystkich właścicieli, którzy tak potwornie cierpią!!! Sama nie wiem, co ze sobą począć, biorę leki uspokajające, jestem zupełnie zagubiona, odkąd go nie ma. Przesyłam Wam wszystkim wyrazy wsparcia, życzę mnóstwo siły, ogromu siły dla Was.
Miałem identyczną sytuację. Musiałem uśpić moją pierwszą sunię, gdy miała 6 lat, i już kilka dni później zacząłem szukać kolejnego psa. Po prostu nie dawałem rady wracać do pustego domu, bez mojej małej czworonożnej towarzyszki. Po miesiącu znalazłem w schronisku suczkę, która pasowała do mnie i mojego trybu życia – miała wtedy 18 miesięcy, a w grudniu skończy już 16 lat.
W schronisku był wtedy jamnik szorstkowłosy, tak jak moja poprzednia psinka, ale świadomie jej nie wybrałem, żeby uniknąć ciągłych porównań z tą, która odeszła. Zauważyłem, że jakaś pani z córką też się nią interesowały, więc zostawiłem je przy klatce.
Krótko po adopcji nowej suczki, mieszańca chihuahua, faktycznie dopadły mnie wyrzuty sumienia. Myślałem, że zbyt szybko ją zastąpiłem. Z drugiej strony, kiedy mówiłem o „mojej psinie” albo o niej myślałem, przed oczami wciąż miałem obraz mojego jamnika. Patrzyłem na tę kruszynkę, która była przy mnie i tak bardzo potrzebowała miłości... Wtedy dotarło do mnie, że to ona się teraz liczy, bo mnie potrzebuje, a ja wziąłem za nią odpowiedzialność i muszę zrobić dla niej wszystko.
Z czasem wszystko ułożyło mi się i w głowie, i w sercu. W końcu przyszedł taki moment, że myśląc o moim psie, to właśnie obraz nowej suni jako pierwszy przychodził mi na myśl.
Nigdy nie zapomniałem o mojej pierwszej suni, wciąż mam jej zdjęcia. Za każdym razem, gdy idę ze Stellą na spacer w miejsca, w które chodziłem z Opale, zawsze o niej ciepło myślę.
Dzień dobry,
Właśnie trafiłam na Twój post i mam łzy w oczach... 7 miesięcy temu sami musieliśmy uśpić naszą suczkę owczarka niemieckiego, również z powodu nowotworu śledziony... Często jeździliśmy do weterynarza z nadzieją, że zostanie z nami jeszcze trochę, ale pewnego wtorkowego poranka zaszyła się w ciemnym kącie, leżała, nie mogła się już ruszać i patrząc na nią, zrozumieliśmy, że nic więcej nie da się zrobić i że najlepiej będzie pozwolić jej odejść, żeby już nie cierpiała... Kiedy dojechaliśmy na miejsce, faktycznie nie dało się już nic zrobić, w narządach miała krew, fafle były zupełnie białe... po prostu to był koniec. Razem z mamą zostałyśmy z nią do samego końca. To prawda, że takie chwile są strasznie trudne, do dzisiaj płaczę, jak o tym myślę. Po podaniu zastrzyku weterynarz wyszedł z gabinetu odebrać telefon, zapominając nam wspomnieć, że mogą wystąpić drgawki – i niestety tak się stało. Nie chcieliśmy patrzeć na jej cierpienie, a widok tych nagłych drgawek tuż po zastrzyku, kiedy zupełnie się tego nie spodziewaliśmy, to coś, czego nigdy nie zapomnimy. Nigdy o niej nie zapomnimy. To był niesamowicie bolesny moment, ale nie chcieliśmy, żeby pomyślała, że ją zostawiliśmy.
To, że bierzesz kolejne zwierzę, nie oznacza, że ją porzucasz, i ona o tym wie. Byłaś z nią do samego końca, zrobiłaś to, co było dla niej najlepsze, musisz spróbować to zaakceptować.
Powodzenia i dużo szczęścia z nowym pieskiem! Wszystko będzie dobrze, idź do przodu we własnym tempie. To poczucie winy znam doskonale, ale z czasem ono wygaśnie. Zrozumiesz wtedy, że to był dobry wybór, jedyny, jaki mogłaś podjąć. Tak po prostu musiało być.
W przeciwieństwie do Ciebie, ja miałam poczucie winy, że nie mogłam uśpić mojego psa Ayrtona. Zmarł na moich rękach i cierpiał w swoich ostatnich chwilach. Chciałabym móc mu tego oszczędzić i pozwolić mu odejść spokojnie.
Nie musisz mieć wyrzutów sumienia z powodu tego, że oszczędziłaś swojej suni cierpienia. To zawsze jest trudna decyzja, ale gdy zwierzak cierpi bez nadziei na wyleczenie, jest to najlepsze, co można dla niego zrobić.
Niektórzy potrzebują czasu, zanim zdecydują się na kolejne zwierzę, inni zaś potrzebują nowego pupila od razu. To bardzo osobista sprawa, każdy reaguje zgodnie ze swoimi uczuciami.
A czas wcale nie sprawia, że przestajemy porównywać nowego psa do poprzedniego. Czekałam kilka lat po stracie Ayrtona, zanim zdecydowałam się na kolejnego psa, a i tak mimowolnie porównywałam Odina do Ayrtona. Nie spodziewałam się, że odnajdę w nim mojego zmarłego psa, ale to było silniejsze ode mnie. Ayrton był taki wyjątkowy. Odin to jego całkowite przeciwieństwo – jest spokojny, bardzo (aż za bardzo) grzeczny, nie rozrabia itd. Jest wręcz zbyt idealny lol.
Jeśli czujesz, że to dla Ciebie odpowiedni moment na przyjęcie nowego szczeniaka, zrób to. I spraw, by był tak samo szczęśliwy, jak Twoja Looping była przy Tobie.
W moim wieku straciłam już kilka zwierzaków i za każdym razem jest to rozdzierające serce doświadczenie. Ostatnim z nich był mieszaniec labradora, którego adoptowaliśmy ze schroniska – był z nami przez 11 lat. Pod koniec okazało się, że ma nieoperacyjnego guza nadnerczy. Był ze mną jeszcze przez 7 miesięcy, ale w kwietniu 2017 roku musiałam go uśpić. Nie ma tu miejsca na poczucie winy, to była jedyna rzecz, którą można było zrobić z miłości do niego – dokładnie tak, jak zrobiła to Pani, i wiem, jak bardzo jest to trudne.
Sześć miesięcy później pojechaliśmy z mężem do schroniska po naszego Pepsiego. Możliwe, że gdybym była sama, poszłabym tam wcześniej. Szczerze mówiąc, sama nie wiem. Niektórzy potrzebują czasu, inni wolą od razu przygarnąć nowego zwierzaka. W tej kwestii też proszę nie dawać sobie wmówić poczucia winy z powodu żałoby. Jeśli czuje się Pani gotowa, trzeba zrobić tak, jak Pani podpowiada serce. To, że weźmie Pani szczeniaka za 2 czy 3 miesiące, wcale nie oznacza zdrady ani braku pamięci o tej, którą Pani tak kochała. Ona zawsze zostanie w Pani sercu, tak jak mój Paco został w moim i inne zwierzaki przed nim (zresztą, pisząc to do Pani, nie potrafię powstrzymać łez na myśl o nim, ale to wcale nie umniejsza miłości, którą obdarzam nowego psa). Tak jak niektórzy pisali już wcześniej, miłość, którą mamy do zaoferowania, nie jest czymś ograniczonym w tym sensie, że dając ją jednemu, musimy ją odbierać komuś innemu. Dużo siły!
Dobry wieczór.
Bardzo współczuję Ci Twojej straty, to takie strasznie trudne!
Też miałam prawie te same wątpliwości... co do tego, czy brać kolejną sunię... Po mojej cudownej Volce wpadłam w coś w rodzaju głębokiej depresji, pierwszej w moim życiu. Strata mojej Vovo to był dramat, który mnie po prostu złamał. Myślę, że jeszcze bardziej pogrążyłabym się w rozpaczy – to było straszne. Mam córkę i męża, którzy musieli to znosić: moje łzy, ten kryzys, moją rozpacz! A także moją agresję, bo nie mogłam pogodzić się z tym, że oni nie czują takiego samego żalu jak ja...
Był moment, że miałam ochotę uciec od rodziny, z domu, w którym nie było mojej psinki... To była pustka, której nie mogłam już znieść... bycie w tym domu bez niej! Volka odeszła u nas, po cierpieniach w sobotnią noc. Nie sądziłam, że nas opuści, a kiedy zrozumiałam, co się dzieje, było już za późno, żeby szukać dyżurnego weterynarza. Wspierałam ją najlepiej jak mogłam, ale od tamtej pory mam ogromne wyrzuty sumienia... Pozwoliłam mojej kochanej Vovo cierpieć. Powinnam była zabrać ją tamtej nocy do kliniki, żeby weterynarz mógł jej ulżyć i pomóc zasnąć spokojniej.
Mój mąż nie chciał kolejnego psa, zwłaszcza widząc ten cały dramat... Ale uparłam się i zaczęłam rozglądać za nową sunią. W końcu wzięliśmy labradorkę. Mąż uległ, bo widział, że dzięki temu zaczynam myśleć o czymś innym... Mamy teraz tę „nową” łapkę i na początku jej charakter sprawiał mi sporo problemów. Myślałam, że odnajdę w niej choć trochę łagodności mojej Volki – ta sama rasa, też sunia – a tu zupełnie nie, totalne przeciwieństwo... Bywały dni, kiedy żałowałam tej decyzji – ta moja Oxane to był taki labrador-raptor... Wszystko u niej było nie tak! Gryzła!
Mąż chciał ją oddać hodowczyni. Moje małżeństwo ledwo to przetrwało... te kłótnie... Ale nie poddałam się (w głębi duszy miałam do siebie pretensje, ale nigdy bym tej psiny nie oddała). Zdarzają się poranki, kiedy na nią patrzę i myślę sobie, że Volka była jedyna w swoim rodzaju! Ale ostatecznie zaczynam ją rozumieć i znajdować w niej zalety ^^ Zmienia się z każdym dniem, jest coraz lepiej... Zajmuje mi głowę!! Nasza współpraca przy wychowaniu zaczyna iść w dobrym kierunku... Volka wciąż tam jest, w moim sercu, ale staram się je powiększyć, żeby zrobić miejsce dla Oxane... I mam nadzieję sprawić, że będzie szczęśliwa, tak jak nasza Volka była przez te wszystkie lata z nami.
Kurczę, ale się rozpisałam... ups, przepraszam...
Słowa Aggie 19 to dokładnie to, jak musisz o tym myśleć. Zdobyłaś się na wspaniały gest miłości wobec swojej chorej psinki – gest, którego odmawia się cierpiącym ludziom, dla których nie ma już ratunku...
Głowa do góry! I jeśli Twoja przyszłość będzie związana ze ślicznym szczeniakiem, to na świecie będzie o jedno szczęśliwe stworzenie więcej... a jest przecież tyle nieszczęśliwych psów...
Moim zdaniem, jeśli czujesz się już gotowa na kolejnego psa, to po prostu to zrób. Czasami ważne jest, żeby nie zostawać samej zbyt długo, bo można wpaść w depresję albo ciągle się obwiniać... jeśli tego chcesz, weź nowego pieska (wiadomo, że on nigdy nie zastąpi tego poprzedniego), to na pewno dobrze ci zrobi 🙂
Poczucie winy (związane z tym „zastępowaniem”) wynika prawdopodobnie z tego, że nie potrafisz być sama. Dlatego uważam, że to ważne, żeby dać sobie czas, przejść żałobę i nauczyć się żyć samej, zanim weźmiesz pod opiekę jakiekolwiek stworzenie, bez względu na to, jakie ono będzie.