Cześć,
W poniedziałek wykastrowaliśmy mojego psa, Meiko.
Miał założone 3 szwy i nosił kołnierz na noc oraz kiedy nas nie było w domu, żeby się nie drapał.
Wszystko było w porządku aż do wczorajszego wieczora – nie zauważyliśmy, kiedy zaczął się lizać i drapać.
Efekt: wszystkie 3 szwy puściły.
Założyliśmy mu opatrunek i odkaziliśmy ranę.
Moszna jest opuchnięta, pewnie od tego lizania, a rana jest otwarta (ma około 2 milimetry szerokości – może nie brzmi to groźnie, ale rana jednak jest otwarta). Do tego całość jest spuchnięta i mam wrażenie, że się sączy (rana się błyszczy, nie ma krwi, ale wygląda na wilgotną).
Zastanawiam się, czy nie pojechać dzisiaj do weterynarza.
Czy myślicie, że warto? (Domyślacie się pewnie, że Meiko nienawidzi samej drogi, bardzo się stresuje, tak samo już na miejscu).
Nie chciałbym niepotrzebnie stresować psa... Czy weterynarz znowu będzie musiał go usypiać i zakładać szwy od nowa?
Bo jeśli usłyszę tylko, że mam odkażać ranę rano i wieczorem, to wolałbym mu oszczędzić stresu i zrobić to samemu w domu.
Co o tym sądzicie?
Wrzucam zdjęcie.
Dzięki za odpowiedzi.

