Cześć wszystkim.
Mamy owczarka niemieckiego, który ma prawie 2 lata i nagle przestał chcieć wracać wieczorem do domu na spanie. Już wyjaśniam: od kiedy był szczeniakiem, około 23:00 wypuszczamy go do ogrodu na ostatnie siku, potem wracamy, kładziemy go do jego kojca i idziemy spać. Oczywiście na początku, jak tylko u nas zamieszkał, musieliśmy go powoli uczyć przesypiania nocy, ale poszło to całkiem sprawnie. Odkąd dorósł, nie było żadnych problemów: sam wychodził i wracał, żeby położyć się w swoim kojcu, nie musieliśmy mu nic mówić i grzecznie zostawał tam, aż wstaliśmy rano.
Tyle że od kilku dni, jak go wypuszczamy, to nie chce już wracać. Cierpliwie czekamy, zostawiamy go trochę dłużej w ogrodzie, wołamy go, próbujemy zachęcić smaczkami, ale nic nie działa. W końcu mąż musiał po niego iść i przyprowadzić go za obrożę. Głowiliśmy się, żeby znaleźć przyczynę tej zmiany zachowania, ale w naszych nawykach absolutnie nic się nie zmieniło. Zupełnie tego nie rozumiemy! I wydaje mi się, że na bunt młodzieńczy to już trochę za późno. U niego ten etap „uparciucha” zaczął się około 8. miesiąca życia (ale wtedy nie było problemów ze spaniem). Mamy wrażenie, że od kiedy skończył 16-18 miesięcy, zaczął się wyciszać, więc szczerze mówiąc, nie sądzę, żeby to był bunt.
Macie jakiś pomysł, co mu się dzieje? I co zrobić, żeby znowu bez problemu dawał się zapędzić do spania? Bo ta sytuacja nie jest przyjemna ani dla niego, ani dla nas. Z góry dzięki za pomoc!