Wasze doświadczenia z giardiozą

?
Anonimowy użytkownik Ikona przedstawiająca flagę francuski
Zgłoś

Hej!

Sporo czytałam o giardiozie w internecie, ale chciałabym poznać więcej historii osób, które musiały wyciągać swojego psa z tego pasożyta… Ale najpierw opowiem wam moją historię.

Około miesiąc temu kupiłam przeuroczego szczeniaka spaniela kontynentalnego miniaturowego papillon. Odebrałam ją z hodowli. W dniu, w którym miałam zabrać ją do domu, zauważyłam, że jej brzuszek był trochę wzdęty, ale nie przejęłam się tym zbytnio, zwłaszcza że hodowczyni mówiła, że mała jest zdrowa, ma wszystkie szczepienia i była niedawno odrobaczana.

Jak tylko trafiła do mnie do domu, zaczęła się biegunka na zmianę z nieco lepiej uformowanymi kupami. Jedzenie szło jej bardzo opornie, zdarzało się, że w ogóle omijała posiłki. Dużo też spała. Bardzo mi się to nie podobało, ale pomyślałam, że to może przez zmianę otoczenia i że poczekam parę dni. Ponieważ sytuacja się nie poprawiała, zapisałam nas do weterynarza.

Weterynarz powiedział, że na pierwszy rzut oka nie widać nic poważnego, bo nie było gorączki, a psinka była w dobrym humorze (kiedy akurat nie spała). Przepisał probiotyki, ale dodał, że jeśli za kilka dni nie przejdzie, trzeba będzie zrobić testy, żeby sprawdzić, czy to nie giardioza.

Jak pewnie się domyślacie, zrobiliśmy badania i BUM: giardioza.

W związku z tym weterynarz wdrożył leczenie lekiem Dolthene.

Na ten moment jest już lepiej, ale naczytałam się, że wyplenienie tego pasożyta może zająć całe miesiące… Dlatego bardzo proszę was o wasze historie… Jeśli wasz pies miał giardiozę, ile czasu trwało leczenie? Jakie leki dostawał? Co jeszcze robiliście dodatkowo, żeby wspomóc powrót do zdrowia?

Przetłumaczony francuski
icon info

Treści na forum są czasami tłumaczone z innego języka, a posty mogą dotyczyć krajów z innymi przepisami dotyczącymi zwierząt.

Ponieważ forum jest tłumaczone automatycznie przez sztuczną inteligencję, tłumaczenia mogą zawierać błędy.

Ładowanie edytora

Napisz wiadomość i jeśli chcesz, prześlij zdjęcie. Prosimy o przestrzeganie zasad kulturalnej dyskusji.

Twój post będzie widoczny dla wszystkich członków międzynarodowego forum Wamiz.

92 odpowiedzi
Sortuj według:
  • J
    Jacquiis Ikona przedstawiająca flagę francuski
    Zgłoś

    Cześć,

    Doskonale rozumiem, przez co przechodzisz, bo miałam bardzo podobną sytuację z moim psem. Kiedy złapał giardię, trochę nam zajęło, zanim udało się go całkowicie wyleczyć. Weterynarz też zapisał leczenie, ale tym, co naprawdę pomogło, było dodanie Metronidazolu jako uzupełnienia innych leków. To antybiotyk, który świetnie działa na pasożyty i u mojego psiaka naprawdę przyspieszył powrót do zdrowia.

    Radzę ci też bardzo dbać o czystość w otoczeniu i rygorystycznie pilnować posiłków. Pasożyty mogą wrócić, jeśli leczenie nie zostanie przeprowadzone w stu procentach do końca. Bądź cierpliwa, ale nie wahaj się znowu odwiedzić weta, jeśli zobaczysz, że sytuacja nie idzie do przodu. Powodzenia dla ciebie i twojego szczeniaka!

    Przetłumaczony francuski
    B
    Bordertempo Ikona przedstawiająca flagę francuski
    Zgłoś

    Oj, ta pralka, to faktycznie niefajnie... Jak pech, to pech!

    Osobiście zrobię wszystko, żeby nie oddawać psa, ale mój partner ma przez to wszystko ciężką depresję, więc dla morale jest to bardzo trudne (mówię całkiem serio, bez żadnej przesady).

    Znalazłam też relację kogoś, kto był w podobnej sytuacji i u kogo trwało to miesiącami. Może to w czymś pomoże, oto co stosowała:

    - Higiena: używała Aniosurf (fakt, na rynku nie ma lepszej marki niż Anios, specjalizują się w profesjonalnej dezynfekcji i mają większe stężenie czwartorzędowych soli amoniowych).

    - Wspomaganie leczenia: Wyciąg z pestek grejpfruta rano + olej kokosowy (można dostać w aptekach, zielarskich i na działach bio w marketach), to naturalne odstraszacze na giardię, które dodatkowo wspierają florę jelitową.

    - W południe 1 tabletka Repuls vers od Floralpina, która zawiera całą mieszankę naturalnych składników przeciwpasożytniczych, w tym na giardię.

    - Wieczorem propolis 0,2 ml/kg + zielona glinka, żeby zagęścić stolce, ale można też podać Smectę.

    Do tego wszystkiego stosowała leczenie chemiczne (pewnie Metrobactin) – ale te naturalne rzeczy podaje się w przerwach od antybiotyków.

    Według jej relacji trzeba wyparzać miski po każdym posiłku i zmieniać wodę tak często, jak się da (nie da się tego zrobić, jak się nie pracuje w domu albo nie jest na zdalnym!)

    W każdym razie, zamierzam tego spróbować, bo nie zamierzam się tak męczyć przez pół roku, to nie wchodzi w grę... Wychodzenie z psem co 20 minut jest wykańczające, a nawet jeśli ta zoonoza jest bardzo rzadka i dotyczy tylko ułamka procenta ludzi, to nie chcę być wśród tych „szczęśliwców” (wolałabym już wygrać w lotka).

    Powodzenia!

    Dzięki, Tobie też życzę siły i dziękuję za te cenne rady!!! 

    Tak, o wyciągu z grejpfruta słyszałam już sporo, na pewno to wdrożę.

    Rozumiem Twojego partnera, to jest niesamowicie wyczerpujące! Jestem samotną matką, nie mam nikogo do pomocy, więc zdarzało mi się płakać w samotności przy każdym wyjściu... Zmęczenie, stres itd. A zazwyczaj jestem naprawdę twarda... 

    Przyznam, że teraz mój Psiak nie ma już objawów oprócz śmierdzących kup, według weterynarza to już ostatnia prosta... Ale jestem sceptyczna, wolę się nie nastawiać i może miło się zaskoczyć... W moim przypadku zobaczymy pod koniec stycznia... Na razie te 5 dni nic nie zmieniają... Zostało jeszcze jakieś dziesięć dni... 

    Jakiej rasy jest Twój szczeniak? Jak ma na imię i ile dokładnie ma miesięcy? Jeśli będziesz mieć chęć i czas, żeby odpowiedzieć!

    U mnie jest Tempo, czarno-biały border collie krótkowłosy, ma 5 miesięcy. To taki mały mutant, bo jest strasznie duży i waży już ponad 16 kg. Według weterynarza naturalnie nabiera odporności, bo zazwyczaj przy tym pasożycie wzrost spowalnia, a u Tempo zdecydowanie tak nie jest. To zresztą jedyny plus w tej sytuacji!

    Przetłumaczony francuski
    Tapas54
    Tapas54 Ikona przedstawiająca flagę francuski
    Zgłoś
    Ajaj, pralka... tego tylko brakowało. Jak pech, to pech! Osobiście zrobię wszystko, żeby nie oddawać psa, ale mój partner przez to wszystko wpadł w naprawdę silną depresję, więc z morale u nas słabo. (Mówię całkiem serio i bez żadnej przesady). Znalazłam też historię kogoś, kto był w takiej samej sytuacji jak my – trwało to u nich miesiącami. Może ci się to przyda, oto jakie kroki podjęła ta osoba: – Do dezynfekcji używała Aniosurf (to prawda, że marka Anios to absolutny top na rynku, specjalizują się w profesjonalnej dezynfekcji i mają większe stężenie czwartorzędowych soli amoniowych). – Wspomagająco przy leczeniu: rano ekstrakt z pestek grejpfruta + olej kokosowy (znajdziesz go w aptekach lub na działach bio, np. w Leclercu). Działają one odstraszająco na giardię i wspierają florę jelitową. – W południe 1 tabletka „Repuls vers” od Floralpina (to naturalna mieszanka przeciwpasożytnicza, która działa też na giardię). – Wieczorem propolis (0,2 ml na kg masy ciała) + zielona glinka na zagęszczenie stolca (można też podać Smectę). Do tego wszystkiego dochodziło oczywiście leczenie farmakologiczne (podejrzewam, że Metrobactin) – ale tę naturalną kurację stosuje się w przerwach między antybiotykami. Zgodnie z jej doświadczeniem, trzeba dezynfekować miski po każdym posiłku i wymieniać wodę tak często, jak to możliwe (nie da się ukryć, że przy takim trybie trzeba by albo nie pracować, albo być na pracy zdalnej!). Krótko mówiąc, zamierzam to przetestować, bo nie wyobrażam sobie męczyć się tak przez pół roku, to po prostu nie wchodzi w grę... Wychodzenie z psem co 20 minut to udręka. I choć ta zoonoza (choroba przenoszona na ludzi) jest bardzo rzadka i dotyczy tylko niewielkiego odsetka przypadków, nie uśmiecha mi się bycie tym „szczęśliwcem”, którego dopadnie taki pech (wolałabym już wygrać w lotto). Trzymaj się!
    Przetłumaczony francuski
    B
    Bordertempo Ikona przedstawiająca flagę francuski
    Zgłoś

    Hej,

    Jestem obecnie w dokładnie takiej samej sytuacji. Adoptowałam szczeniaka z hodowli w połowie grudnia, ale u mnie, w przeciwieństwie do ciebie, pierwsze objawy wystąpiły od razu po przyjeździe – krew w kale jeszcze tego samego wieczoru. Zadzwoniłam do hodowcy, który powiedział mi, że to stres, co brzmi wiarygodnie. Poczekałam jednak trzy dni i nie przechodziło, a co więcej, kupy były bardzo specyficzne: śluzowate, rzadkie, częste i z krwią. Zrobiłam rozeznanie dzień przed wizytą u weterynarza i wszystko wskazywało na giardiozę.

    Weterynarz był tego samego zdania i zaczął pierwsze leczenie Panacurem przez 3 dni. Wtedy wszystko się poprawiło, stolce znowu były uformowane, zero krwi, a przede wszystkim szczeniak w końcu zaczął jeść, bo wcześniej w ogóle nie miał apetytu.

    Radość trwała jednak krótko, bo 24 godziny po zakończeniu leczenia objawy wróciły z dużą siłą. Zrobiłam badanie kału i wynik: giardioza. Ponowiliśmy Panacur na 10 dni, ale tym razem w trakcie leczenia nie było żadnej poprawy.

    I wracając do tematu, 10 dni później, czyli tydzień temu, przeszliśmy na Metrobactin, ponieważ jedyną skuteczną rzeczą na giardię jest metronidazol (antybiotyki typu Flagyl lub Metrobactin). Przez 5 dni było super, pies odzyskał apetyt, stolce rzadsze i lepiej uformowane, krótko mówiąc – ulga. Dziś wieczorem, 48 godzin po zakończeniu pierwszej serii Metrobactinu, biegunki i krew wróciły....

    Zaznaczę, że trzymałam się wszystkich porad, jakie można znaleźć, co do joty: codzienne mycie domu parownicą, czyszczenie środkami z czwartorzędowymi solami amoniowymi, codzienna zmiana posłań, naszych ubrań z dodatkiem środków dezynfekujących (Sanytol, Lysol...), kąpanie psa w szamponie Douxo (to szampon dla psów z amoniakiem), mycie mu pupy po każdym załatwieniu się, ogrodzenie tarasu, żeby tam robił potrzeby i po każdej kupie sprzątanie + wyparzanie zanieczyszczonego miejsca wrzątkiem z czajnika, to samo z miskami... Krótko mówiąc, stałam się – jak to ktoś wcześniej ujął – maniakalno-depresyjna i nic to nie dało, choroba wróciła..... Więc choćbyśmy nie wiem jak bardzo się starali i zachowywali środki ostrożności, te pasożyty są najwyraźniej bardzo odporne....

    Po zgłębieniu tematu giardiozy, przeczytaniu mnóstwa prac naukowych i świadectw, masz kilka opcji:

    - Kontynuować to leczenie i po kilku miesiącach to w końcu samo przejdzie, ale do tego czasu lepiej mieć zdrowie psychiczne ze stali, żeby to wytrzymać, i portfel pełen pieniędzy na te wszystkie produkty.

    - Zmienić dietę, bo nasze chrupki zawierają zboża, a więc węglowodany, ale to trzeba skonsultować z weterynarzem, bo flora jelitowa naszych szczeniaków nie jest w najlepszym stanie.
    - Suplementować, jak niektórzy robią POZA leczeniem, wyciągiem z pestek grejpfruta – podobno ma to pewną skuteczność i jest dobrym naturalnym wsparciem, które nie wykończy twojego psa tak jak leki.

    Wszystko to oczywiście przy dalszym zachowaniu wszystkich środków higieny w domu, inaczej nie ma zabawy.

    - Ostatnia opcja: oddanie psa hodowcy, ale to jest trudne, zwłaszcza gdy człowiek przywiąże się do zwierzaka. Przyznam ci, że mój partner jest raczej za tym rozwiązaniem, bo już nie śpimy i boimy się, że pies przeniesie tego pasożyta (to przecież zoonoza) na nasze 3-letnie dziecko.

    Jeśli chodzi o sprzątanie, może to pomoże: Sanytol nie jest wystarczająco silny, bo zawiera tylko czwartorzędowe sole amoniowe. Lepiej wziąć: Saniterpen (ale jeśli masz dzieci, sprzątaj, gdy ich nie ma i wietrz pomieszczenia), Apta (to odpowiednik Sanytolu z Intermarché, który zawiera amoniak i kosztuje mniej), albo Starwax do zwierząt i podłóg; jest też marka Lysol, która będzie skuteczniejsza, bo zawiera czyste związki amoniowe i jest tańsza niż Sanytol. Do tego parownica + wrzątek, gdzie tylko się da.

    Co do ostatecznego rozwiązania, czyli oddania psa (bo nie oszukujmy się, ta choroba wyraźnie nie idzie w parze z wymagającą i skomplikowaną pracą) – jeśli zrobiliście co trzeba na początku, by wykryć giardiozę badaniem kału i w ogóle, jedyną rzeczą, na którą można się powołać prawnie, jest podstęp (wadę ukrytą). Czyli argument, że nie wzięlibyście psa, gdybyście wiedzieli o istnieniu tej choroby. Tak jest w moim przypadku i może w przypadku innych osób, które mają przez to koszmary.

    Piszę to wszystko, żebyś wiedziała, że nie jesteś sama i że po prostu ten pasożyt musi być mega odporny na leki...

    Dzięki za rady dotyczące sprzątania, nie wiedziałam, że Sanytol jest mniej skuteczny, a szczerze mówiąc, biorąc pod uwagę cenę, wolałabym o tym wiedzieć wcześniej!! To studnia bez dna... Najgorsze jest to, że pracuję w Intermarche i dopiero teraz się dowiaduję, że Apta bardziej się opłaca... A przecież używam tej marki na co dzień... Myślałam, że dobrze robię, kupując Sanytol... 

    Więc będę testować... 

    W moim przypadku oddanie psa nie wchodzi w grę z dwóch powodów: po pierwsze, to nie tam go złapał, po drugie – przywiązałam się na maksa!! To mój najlepszy czworonożny kumpel.

    Ale rozumiem waszą sytuację, bo faktycznie pies powinien być w formie w hodowli, albo przynajmniej powinniście zostać ostrzeżeni... 

    Faktycznie, gdybym wiedziała o tej chorobie, to dwa razy bym się zastanowiła przed wzięciem psa... Wiedziałam, że trzeba mieć budżet, ale nie przewidziałam tego rodzaju choroby, której w ogóle nie znałam!

    Mam 8-letnie dziecko, dość chorowite, więc tak bardzo rozumiem strach, że złapie tę chorobę, ale w rzeczywistości po zasięgnięciu informacji rzadko zdarza się, że łapiemy ją od psa. To raczej dzieje się między ludźmi – u psów to giardioza, u ludzi giardiaza (lamblioza), jeśli się nie mylę. Trzeba by naprawdę nie myć rąk itp., żeby to się stało. Krótko mówiąc, jeśli zachowujecie minimum higieny, będzie dobrze. Ale faktycznie przy 3-latku, który lubi się targać po ziemi, nie jest to łatwe.

    Trzymajcie się, my jesteśmy na ostatnim etapie leczenia, tym razem 15 dni (Panacur + Metrobactin). Objawy: stolce uformowane, ale bardzo miękkie i przede wszystkim strasznie śmierdzące. Dzisiaj jest 5. dzień. 

    A żeby było mało, to padła mi pralka, więc wydaję jakieś 45 zł tygodniowo w pralni samoobsługowej...

    Przetłumaczony francuski
    Tapas54
    Tapas54 Ikona przedstawiająca flagę francuski
    Zgłoś
    Cześć, Jestem obecnie w identycznej sytuacji. Adoptowałam szczeniaka z hodowli w połowie grudnia i w przeciwieństwie do Ciebie, pierwsze objawy wystąpiły u nas od razu po przyjeździe – krew w kale pojawiła się jeszcze tego samego wieczoru. Zadzwoniłam do hodowcy, który stwierdził, że to na pewno stres, co brzmiało logicznie. Odczekałam jednak trzy dni i nic nie przechodziło, a co więcej, kupy były bardzo charakterystyczne: śluzowate, miękkie, częste i z krwią. Wieczorem przed wizytą u weterynarza zrobiłam rozeznanie w sieci i wszystko wskazywało na giardiozę. Weterynarz potwierdził moje przypuszczenia i zaczęliśmy pierwszą kurację Panacurem przez 3 dni. Wtedy wszystko się poprawiło – stolce znów miały dobrą formę, zero krwi, a co najważniejsze, szczeniak w końcu zaczął jeść, bo wcześniej w ogóle odmawiał posiłków. Radość nie trwała jednak długo, bo już 24 godziny po zakończeniu leczenia objawy wróciły z ogromną siłą. Zrobiłam badanie kału i wynik był jednoznaczny: giardioza. Powtórzyliśmy Panacur przez 10 dni, ale tym razem w trakcie leczenia nie było już żadnej poprawy. Idąc dalej – 10 dni później, czyli tydzień temu, przeszliśmy na Metrobactin, bo jedyną naprawdę skuteczną rzeczą na lamblie jest metronidazol (antybiotyki typu Flagyl lub Metrobactin). Przez 5 dni było super: pies odzyskał apetyt, kupy były rzadsze i twardsze, po prostu poczuliśmy ulgę. Niestety dziś wieczorem, 48 godzin po ostatniej dawce Metrobactinu, biegunka i krew znów wróciły... Muszę Ci powiedzieć, że trzymam się absolutnie wszystkich zaleceń, jakie można znaleźć: codzienne mycie mieszkania parownicą, sprzątanie środkami z czwartorzędowymi solami amoniowymi, codzienna zmiana legowisk, pranie naszych ubrań w środkach dezynfekujących (Sanytol, Lysol...), kąpanie psa szamponem Douxo (który też ma te sole amoniowe), mycie mu tyłka po każdej kupie, odgrodzenie tarasu na potrzeby fizjologiczne i po każdym załatwieniu się sprzątanie + zalewanie tego miejsca wrzątkiem z czajnika. To samo z miskami... Krótko mówiąc, stałam się – jak to ktoś wcześniej ujął – „maniakalno-depresyjna”, a i tak nic to nie dało, wszystko wróciło. Można dbać o higienę do przesady i brać wszelkie środki ostrożności, a te pasożyty i tak okazują się niesamowicie odporne... Po przestudiowaniu mnóstwa prac naukowych i opinii innych właścicieli, widzę, że masz teraz kilka opcji: - Kontynuować to leczenie i liczyć na to, że po kilku miesiącach samo przejdzie siłą rzeczy, ale do tego czasu lepiej mieć stalowe nerwy, żeby to wszystko wytrzymać, i gruby portfel na te wszystkie produkty. - Zmienić dietę – nasze karmy często mają zboża, czyli węglowodany, a to pożywka dla pasożytów. Trzeba to jednak skonsultować z weterynarzem, bo flora jelitowa szczeniaka i tak jest już w opłakanym stanie. - Suplementacja (poza leczeniem farmakologicznym) wyciągiem z pestek grejpfruta. Słyszałam, że ma to pewną skuteczność i jest dobrym naturalnym wsparciem, które nie rozwali psu organizmu tak jak leki. Oczywiście to wszystko przy ciągłym zachowaniu reżimu sanitarnego w domu, bo inaczej nie byłoby zabawy ;) - Ostatnia opcja, najtrudniejsza, to oddanie psa hodowcy. Jest to strasznie ciężkie, kiedy człowiek już się przywiąże do zwierzaka, ale przyznam Ci szczerze, że mój partner powoli skłania się ku temu rozwiązaniu. Nie śpimy już po nocach i panicznie boimy się, że pies zarazi tym pasożytem nasze 3-letnie dziecko (bo to przecież zoonoza). Jeśli chodzi o sprzątanie, to Sanytol może być za słaby, bo zawiera tylko niektóre sole amoniowe. Lepiej szukać czegoś mocniejszego, jak Saniterpen (ale przy dzieciach trzeba uważać, sprzątać, gdy ich nie ma i mocno wietrzyć), Apta (marka z Intermarché, która ma odpowiednie sole i jest tańsza) albo Starwax dla zwierząt. Lysol też będzie skuteczniejszy i tańszy od Sanytolu. No i parownica plus wrzątek wszędzie, gdzie się da. Co do ostateczności, czyli zwrotu psa (bo nie oszukujmy się, ta choroba jest nie do pogodzenia z wymagającą i złożoną pracą zawodową) – jeśli wcześnie zrobiliście badania kału i wszystko udokumentowaliście, jedyną rzeczą, na którą można się powołać prawnie, jest wada ukryta. Można argumentować, że nie wzięlibyście psa, wiedząc o chorobie – co w moim przypadku jest szczera prawdą, bo to, co przechodzimy, to czysty koszmar. Piszę to wszystko, żebyś wiedziała, że nie jesteś z tym sama. Ten pasożyt bywa po prostu potwornie odporny na leczenie...
    Przetłumaczony francuski
    B
    Bordertempo Ikona przedstawiająca flagę francuski
    Zgłoś
    Cześć! Piszę pod tym postem po 9 latach, ale z nieco świeższymi informacjami. Mam nadzieję, że wątek odżyje, bo to, co przechodzę tutaj z giardiozą, to prawdziwe piekło... Mój szczeniak dostał biegunki miesiąc po tym, jak go adoptowałam. Mam kontakt z właścicielami jego rodzeństwa i u nich wszystko jest w porządku, więc to nie stamtąd to przywlókł... Szczerze mówiąc, wątpię też, żeby złapał to u weterynarza – byliśmy tam tylko z zapaleniem spojówek, a w mojej okolicy jest ewidentna epidemia giardiozy, więc nie szukam źródła problemu nigdzie indziej. No ale wiadomo, szczeniaka trzeba socjalizować, więc teraz ponoszę tego konsekwencje. Zaczęło się od tygodnia wodnistej biegunki, która była jeszcze do zniesienia, ale oczywiście poszłam do weta, żeby to sprawdzić. Na szczęście moi weterynarze od razu zrobili test – wynik dodatni. Dostał Panacur dobrany do wagi (ważył wtedy 9-10 kg) plus standardowe comiesięczne odrobaczanie. Ponieważ to Border Collie, dostał Drontal, który podobno też jest trochę skuteczny na te uparte pasożyty. Po 5 dniach leczenia z kupą było raz lepiej, raz gorzej, a potem musieliśmy odczekać co najmniej 10 dni od początku kuracji, żeby powtórzyć badania kału... W międzyczasie pojawiły się biegunki z krwią, musieliśmy wychodzić co półtorej godziny, bo mały czyścił się dzień i noc. Kolejne badanie i bez niespodzianek – wciąż dodatni. Kolejne leczenie: Panacur + Metrobactin i dalej to samo. Potem przez 3 tygodnie daliśmy spokój z lekami, bo młody mimo wszystko świetnie rośnie i ma mnóstwo energii. Dostawał tylko specjalną karmę typu digest, żeby odbudować florę jelitową... Czwarty test i do dzisiaj wynik jest nadal dodatni. Teraz wraca do normalnej karmy i zaczynamy ostatnią, mocniejszą kurację Panacurem i Metrobactinem (plus odrobaczanie) przez 15 dni. Chłopak ma teraz 5 miesięcy i waży już 16 kg – kawał chłopa z niego rośnie, prawdziwy mutant! Od dwóch miesięcy szoruję cały dom Sanytolem jak nawiedzona (przy tych cenach można zbankrutować), do tego ciągłe mycie łap i pupy, pranie zabawek, legowiska i pokrowców z kanapy co dwa dni (no co, jestem miękka i pozwalam mu tam wchodzić), wyparzanie misek i kąpiel co trzy dni... Doszłam do momentu, w którym czuję się zupełnie bezsilna. Utyram się przy tym sprzątaniu, pilnuję go na każdym spacerze, a mam wrażenie, że to wszystko psu na budę... Chciałabym wiedzieć, czy o czymś zapomniałam, czy każdy, kto przez to przechodził, miał aż tak pod górkę...!!!???
    Przetłumaczony francuski
    Manue56
    Manue56 Ikona przedstawiająca flagę francuski
    Zgłoś

    Cześć, przeczytałam Twój wpis o giardiozie, mimo że minęły od niego już 4 lata... Mój 4-miesięczny szczeniak też się zaraził. Właśnie skończyliśmy drugą serię leczenia i strasznie się boję, że to wróci! Jak się miewa Twój pies dzisiaj? Jeśli macie to już za sobą, to czy długo to trwało, zanim całkiem się tego pozbyliście? Bardzo się martwię.

    Dzięki za Twoją historię

    Manue

    Przetłumaczony francuski
    Rynema89
    Rynema89 Ikona przedstawiająca flagę francuski
    Zgłoś
    Też zmagam się z tym pasożytem. Mama chciała zrobić mi prezent i kupiła mi szczeniaka, no i pech chciał, że od samego początku miał straszne biegunki. Myślałam, że to przez zmianę karmy, aż do momentu, gdy u drugiego psa, którego pilnuję, też pojawił się śluz i krew w kale. No i wtedy stało się jasne, że to nie wina karmy! Poszłam więc do weterynarza, zrobił test Elisa i wynik wyszedł dodatni na giardiozę... Jestem już przy drugiej kuracji i nic to nie daje. Ciągle te biegunki z krwią. A sprzątam wszystko jak należy, według mojego weta to nawet przesadzam, no ale cóż, lol. Zawsze jest trochę lepiej, jak tylko zaczynamy antybiotyk, a trzeciego dnia znowu jest totalna katastrofa.
    Przetłumaczony francuski
  • 10 komentarzy na temat 92

    Wyświetl więcej
  • Masz pytanie? Chcesz się podzielić doświaczeniem? Utwórz post