Cześć, piszę do Was, bo mój 10-miesięczny szczeniak (?) zjada dosłownie wszystko, co znajdzie podczas spacerów. To głównie jakieś resztki jedzenia (kości, kawałki chleba, kocie kupy, bobki królików w lesie...). Zna komendę „zostaw”, ale na spacerach rzuca się na znaleziska, zanim ja w ogóle zdążę je zauważyć. Każę jej to puścić, a jeśli tego nie robi (czyli właściwie nigdy...), muszę jej to wyciągać z pyska. Przez to zaczęła teraz połykać wszystko w pośpiechu... (wiem, że nie powinno się jej tego zabierać siłą, ale przecież to może być dla niej niebezpieczne, a ona teraz wyrobiła sobie ten nawyk błyskawicznego połykania...).
Zna komendę „puść” przy zabawkach czy patykach, ale z jedzeniem to zupełnie nie działa... Kiedy daję jej gryzaka w domu, puszcza go na komendę, a ja jej go oddaję, ale na zewnątrz za nic w świecie nie chce współpracować. Często ćwiczymy rezygnację z pokusy.
Raz puściłam ją bez smyczy w lesie. Zazwyczaj wszystko jest okej, ale tym razem znalazła truchło ptaka i nie chciała go puścić. Biegała z nim w kółko – kiedy odchodziłam, ona podchodziła bliżej, ale trzymała dystans. Gdy tylko próbowałam się zbliżyć, uciekała z tym PRZEKLĘTYM TRUCHŁEM W PYSKU. Poddałam się, nie mogłam już więcej, krzyknęłam i po prostu się popłakałam. Czułam się wtedy taka bezradna. Każdego dnia na spacerze jestem mega uważna. Czasem ogarnia mnie złość, gdy znowu coś zje, ale każę jej wtedy wykonać jakąś komendę i po chwili staram się o tym zapomnieć, żeby kontynuować spacer.
Myślicie, że to jej zostanie na zawsze? Co mam zrobić, żeby to powstrzymać? Czy to normalne zachowanie u 10-miesięcznego psa?
Dodam tylko, że je karmę Royal Canin Puppy Medium, dwa razy dziennie po 200 g (rano i wieczorem). Nie sądzę, żeby to były braki w diecie, to chyba po prostu zwykłe łakomstwo.
