Cześć wszystkim!
Mam małą suczkę szpica miniaturowego, która według mnie ma przepiękną sierść.
Tyle że… po tym, jak musiała przez tydzień nosić kołnierz, zrobiły jej się ogromne kołtuny za uszami. Między szyją a nasadą uszu. Kołtuny łapią też sierść u podstawy samych uszu.
Przez to oczywiście momentami się drapie, bo pewnie ją to ciągnie, tak mi się przynajmniej wydaje.
Były po dwa kołtuny z każdej strony.
Udało mi się rozczesać te dwa mniej zbite. Ale nie daję rady z tymi dwoma największymi.
Próbowałam spryskiwać je suchym szamponem, a także sprayem do rozczesywania, żeby spróbować rozdzielić te supły.
Ale przy tych dwóch ostatnich nic nie pomaga.
Używam szczotki z 100% włosia dzika, próbowałam też pudlówki.
Skóra jest tam cienka, a do tego ją boli, jak pociągnę, więc to bardzo delikatna sprawa.
W jednym z nich próbowałam zrobić kilka nacięć nożyczkami wewnątrz kołtuna, żeby chociaż trochę go rozdzielić. Ale te oddzielone części nadal są tak zbite, że trudno cokolwiek z nimi zrobić.
A w środku jest czysto...
Zastanawiam się więc, czy nie powinnam ich wyciąć przy samej skórze?
Ale będzie to brzydko wyglądać i boję się o to, jak włosy odrosną...
Albo iść do groomera? Boję się jednak, że moją sunię będzie to boleć. Ja robię to bardzo powoli i delikatnie (ale od wczoraj wieczora spędziłam nad tym już ponad 4 godziny...).
Czy powinnam poczekać, aż to trochę odrośnie, żeby zrobiło się więcej miejsca między skórą a kołtunem? Czy będzie jeszcze gorzej, jak to tak zostawię?
Właśnie kończy linieć. Więc następne linienie będzie za pół roku.
Ech, biedna mała, nie wiem, co będzie dla niej najlepsze.
Mam do siebie pretensje, że nie zdejmowałam jej tego kołnierza codziennie, żeby ją tam wyczesać.
Jeśli macie jakieś rady, chętnie skorzystam.
Wielkie dzięki!