Cześć,
W zeszłym tygodniu przygarnęłam 2-miesięcznego szczeniaka. O ile niektóre rzeczy udaje mi się mu wytłumaczyć (czystość, gryzienie...), o tyle z moimi kotami mam spory problem.
Mam już dorosłego psa, który żyje w pełnej harmonii z moimi dwoma kotami, ale maluch nie rozumie, że nie wolno ich ganiać ani na nie wskakiwać. Raz udało mi się zapobiec zadrapaniu oka, ale wczoraj po prostu pękłam.
Po raz kolejny mówiłam mu „nie” bez żadnego skutku, kiedy skakał na kota, więc złapałam go za kark i rzuciłam na płytki w stronę jego posłania.
Mam teraz straszne wyrzuty sumienia, bo boję się, że mogłam mu zrobić krzywdę. Płytki są twarde dla takiego maluszka. Idę z nim zaraz do weterynarza na wszelki wypadek, bo z natury jestem bardzo lękową osobą.
Mały wygląda na zdrowego – bawi się i szczeka. Myślicie, że u takiego psiego dziecka mogło dojść do jakichś trwałych uszkodzeń szkieletu albo mózgu?
W tamtej chwili trochę się mnie przestraszył (strasznie mi z tym źle), został w legowisku, co dało kotom chwilę swobody.
Problem polega na tym, że odkąd on jest z nami, prawie nie widuję moich kotów, bo ciągle się chowają w domu albo w ogrodzie. Nawet z jedzeniem jest problem, bo nie czują się pewnie, nawet na wysokościach, gdy mały kręci się w pobliżu.
Boję się, że koty mnie zostawią i pójdą mieszkać gdzieś indziej przez szczeniaka.
Co robić, żeby przestał je tak męczyć?
Moja starsza sunia jest kochana, nic nie mówi, mimo że mały na nią wyłazi i ją podgryza. Mam nadzieję, że nie czuje się nieszczęśliwa albo zastąpiona.
Jest mi po prostu smutno przez tę całą sytuację i mam dość ciągłego krzyczenia na szczeniaka, żeby nauczył się podstawowych zasad.
Jeśli macie jakieś rady, chętnie ich wysłucham.
Z góry dziękuję!
