To się nazywa znaleźć się w odpowiednim miejscu o odpowiednim czasie. Gdy Bryan jechał na szkolenie z zakresu poszukiwania i ratownictwa, musiał wykorzystać swoje umiejętności znacznie wcześniej, niż się spodziewał. Jedno spojrezenie przez okno samochodu zapoczątkowało akcję ratunkową, której nigdy nie zapomni.
Kiedy przejeżdżał obok gęstego lasu, jego uwagę przykuł poruszający się kształt. Na poboczu drogi błąkał się samotny, maleńki szczeniak. Kierując się odruchem serca, mężczyzna natychmiast zatrzymał samochód, aby mu pomóc.
Najpierw jeden szczeniak, a potem wielkie zaskoczenie
Ledwo wysiadł z auta, a sytuacja przybrała zupełnie nieoczekiwany obrót. Z zarośli nagle wybiegły dwa kolejne szczeniaki i dołączyły do pierwszego. Zaintrygowany tym niezwykłym komitetem powitalnym, Bryan zaczął przeszukiwać okolicę i szybko zauważył kartonowe pudełko porzucone pod drzewami.
W prowizorycznym schronieniu tłoczyło się reszta rodzeństwa, porzucona na pastwę losu. W sumie ten dobry Samarytanin uratował z lasu siedem szczeniąt. Bryan bezpiecznie umieścił je wszystkie w swoim samochodzie, po czym natychmiast skontaktował się z lokalną organizacją Rural Animal Rescue Effort (RARE).
„Bryan nie wahał się ani chwili” – napisało stowarzyszenie RARE w poście na Facebooku. „Zabrał każdego szczeniaka, zapewnił im bezpieczne schronienie i wezwał pomoc. Te suczki żyją tylko dlatego, że Bryan nie odwrócił wzroku. Kilka miesięcy później te niegdyś porzucone maluchy wyrosły na wspaniałe psy”.
Lily i Rose wciąż czekają na swój cud
Dzięki szybkiej reakcji kierowcy i troskliwej opiece wolontariuszy, historia kończy się szczęśliwie dla większości rodzeństwa, które znalazło już nowe domy. Jednak dla dwóch suczek walka o lepsze jutro wciąż trwa.
Lily i Rose wciąż czekają w schronisku na swoje nowe, kochające domy. Wolontariusze nie szczędzą im pochwał, opisując je jako łagodne, skore do zabawy, niezwykle czułe i idealne towarzyszki życia. Gdyby nie interwencja Bryana tamtego dnia, historia tych siedmiu czworonogów miałaby bardzo smutny koniec.