Rudy kot
© The Dodo / Youtube

Kobieta zabrała kota do samolotu, bo chciała go uratować. Wszystko okazało się pomyłką (wideo)

Przez Elise Petter

Chory na cukrzycę kot Lisy Magick zaginął bez obroży. Jedna z uczestniczek sąsiedzkiego przyjęcia zabrała go ze sobą do Kalifornii, myśląc, że ratuje zaniedbane zwierzę.

Pewnego zwyczajnego ranka Lisa Magick wypuściła przed dom swojego 16-letniego, chorego na cukrzycę kota o imieniu Fry. Zwierzak zazwyczaj spacerował po okolicy przez kilka godzin, po czym wracał do domu. Tamtego dnia nie miał na sobie obroży, ale był zaczipowany. Kiedy mijały kolejne godziny, a Fry nie wracał, kobieta zaczęła się niepokoić.

Zaniepokojona opiekunka przez wiele dni i nocy przeszukiwała okoliczne ulice. Nawoływała pupila, potrząsała pudełkiem z przysmakami i pukała do drzwi sąsiadów, jednak po kocie nie było śladu.

Wszystko przez jedno nieporozumienie

Jak się okazało, Fry wcale nie odszedł daleko. Kot przeszedł zaledwie trzy domy dalej, gdzie akurat trwało przyjęcie. Jedna z zaproszonych kobiet zachwyciła się czworonogiem, jednak błędnie zinterpretowała objawy jego choroby. Objawy cukrzycy wzięła za skrajne niedożywienie.

Przekonana, że zwierzę jest porzucone lub maltretowane i wymaga natychmiastowej pomocy, kobieta postanowiła je uratować. Zabierając kota ze sobą, wsiadła do samolotu i poleciała do swojego domu w Kalifornii, na drugim końcu kraju.

Mikroczip, który zmienił wszystko

Prawda wyszła na jaw dopiero podczas wizyty kontrolnej u weterynarza w Kalifornii. Gdy lekarz odczytał dane z mikroczipa, poznał tożsamość prawdziwej opiekunki kota.

Kiedy kobieta zrozumiała swój błąd, natychmiast skontaktowała się z Lisą Magick, a następnie osobiście odwiozła Fry'a do domu. Dziś pupil jest już bezpieczny u boku swojej pani, a na szyi nosi nową obrożę wyposażoną w lokalizator GPS.

Przetłumaczono z Wamiz FR
Więcej artykułów