Dzień dobry
Od 6 lat w zasadzie nie żyję. Odkąd moja kotka Ponyo pojawiła się w moim życiu. Ona uwielbia wychodzić, już dwa razy zaginęła, a ogólnie spędza na zewnątrz mnóstwo czasu i na długo znika.
Problem w tym, że prawdopodobnie cierpię na coś w rodzaju przeniesienia emocji. Moja mama zmarła w 2025 roku i uwielbiała koty. Ja nie. Ale teraz wpadam w panikę, gdy nie ma jej już przez 4 godziny, nie śpię, jeśli nie wróci na noc, potrafię jej szukać nawet w środku nocy. Moje życie stało się piekłem. Nie odważę się wyjść ze znajomymi, ciągle odliczam godziny, non stop sprawdzam, co się dzieje. Nikt nie rozumie tego lęku. Próbowałem pomocy u psychologa, bez skutku. Teraz idę do psychiatry. To odbija się na mojej rodzinie, żona ostrzegła mnie, że ryzykuję utratę wszystkiego. To jest prawie nie do zniesienia.
Dziękuję za Wasze rady i wszelkie przemyślenia