Dzień dobry.
Mam 4-letniego kota, który 5 tygodni temu wrócił do domu w strasznym stanie. Miał bezwładny ogon, tylną częścią ciała powłóczył po ziemi i śmierdział moczem – krótko mówiąc, od razu pojechaliśmy do weterynarza. Po badaniu okazało się, że ma przemieszczone dwa kręgi i krwiaka na brzuchu. Pęcherz był całkowicie pełny. Pani weterynarz podejrzewa, że ktoś go pobił 🥺. Od 5 tygodni codziennie jeździmy do lecznicy, żeby go odsikać. Kot dostaje Xatral 3 razy dziennie. Od poniedziałku weterynarz nie jest w stanie go dotknąć, więc nie da się opróżnić pęcherza. Kot wchodzi do kuwety, przyjmuje pozycję, ale nic nie leci. Jedyny moment, kiedy pojawia się mocz, to gdy kot się wylizuje – wtedy wylatuje kilka strużek. Nie może już wychodzić na zewnątrz. Weterynarz od początku mówiła mi jasno, że jeśli nie zacznie sam oddawać moczu, to jest na niego wyrok.
Szukamy jakichś rozwiązań. Teraz zaproponowała kastrację i amputację ogona, żeby mógł znowu swobodnie wychodzić, ale zaznaczyła, że to wcale nie gwarantuje, że zacznie sam sikać. Nie wiem już, co robić. Czy ktoś z Was był kiedyś w podobnej sytuacji? Dzięki wielkie za pomoc.