Cześć wszystkim,
Ponad 3 miesiące temu adoptowaliśmy młodą kotkę z fundacji (została zabrana z miejsca, gdzie przebywało około trzydziestu kotów). Bardzo dobrze odnalazła się w domu, a zwłaszcza na werandzie, która stała się „jej” pokojem – spędza tam mnóstwo czasu na pieszczotach i zabawie. Ma też możliwość wychodzenia na zewnątrz, ale nigdy nie zapuszczała się dalej niż do ogrodu, poza jednym razem, kiedy szybko wróciła.
Niestety, nie ma jej już od 10 dni! Dzień po jej zniknięciu znaleźliśmy ją w ogrodzie sąsiadki, jakieś 50 metrów stąd, ale nie dało się jej złapać: siedziała wysoko i była cała zesztywniała. Wyglądało to tak, jakby nas w ogóle nie poznawała.
Zastanawiam się nad jej zachowaniem, bo wcale przed nami nie uciekała. Przeszła nawet niedaleko nas, a potem schowała się pod krzewami. Inny sąsiad widział ją u siebie w ogrodzie, jak spokojnie sobie spacerowała.
Czy mogła zostać przegoniona przez jakiegoś kota z okolicy? Są tu dwa kocury, które ją męczą 😔 Ale myślę, że gdyby słyszała nasze nawoływania, to już dawno by wróciła!
Jak myślicie, czy po prostu zachciało jej się zwiedzać okolicę i jeszcze kiedyś wróci? Czy to możliwe, żeby kot zdecydował się porzucić dom przez inne koty na zewnątrz? Co o tym sądzicie? 😐
Dzięki