Cześć, mój kot przeszedł operację z powodu dużej, otwartej rany. Niestety szwy puściły już następnego dnia, pojawiło się mocne krwawienie, więc zabrałam go z powrotem do weterynarza. Tym razem założył zszywki, ale one też nie wytrzymały. W efekcie mam kota z raną, która zagoiła się tylko w połowie... Trzeba dodać, że rana ma ponad 10 cm i znajduje się w dość trudnym miejscu. \/p>
Początek rany wygląda już całkiem nieźle (jakieś 5 cm się zagoiło), ale reszta to katastrofa. W stawie za łapką jest ziejąca dziura i za każdym razem, gdy kot rusza łapą, wszystko się naciąga i przez to nie chce się goić!! Czy jest jakiś sposób, żeby w końcu zamknąć tę ranę raz a dobrze? Zwłaszcza że zapłaciłam za to wszystko już około 1400 zł...\/p>
Zrozumiecie lepiej mój niepokój, jak zobaczycie zdjęcie 😕😕
\/p>\/p>
Przetłumaczony francuski
Treści na forum są czasami tłumaczone z innego języka, a posty mogą dotyczyć krajów z innymi przepisami dotyczącymi zwierząt.
Ponieważ forum jest tłumaczone automatycznie przez sztuczną inteligencję, tłumaczenia mogą zawierać błędy.
To młody kotek, ma rok i 8 miesięcy, a już na starcie życie go nie oszczędzało (znaleziony na ulicy jako 3- czy 4-miesięczny szkieletorek, zarobaczony itd.). Ale teraz to już kawał silnego kocura, więc mam nadzieję, że i tym razem uda mi się sprawić, żeby jego życie się poprawiło. Jedno jest pewne – na pewno go tak nie zostawię!!!
To już drugi weterynarz, u którego byłam z moim kotem 😅 Pierwsza lekarka zajęła się nim w trybie pilnym w zeszłą sobotę, zaraz po tym jak odniósł ranę – przeprowadziła operację, założyła szwy i tak dalej. W poniedziałek byłam u kolejnej weterynarz, też na ostrym dyżurze, która dołożyła zszywki i podała zastrzyk z antybiotykiem działający przez 14 dni. Dwóch różnych lekarzy i żadnej poprawy, a najgorsze jest to, że za taką „fuszerkę” skasowali mnie w sumie na około 1400 zł, a ostatecznie dwa dni później mój kot jest w takim stanie...
Cześć Sylvie, cześć Ulalie i Titejava 🙂 Też dorzucę swoje trzy grosze: paskudna rana w niefortunnym miejscu I do tego kiepski weterynarz, który nie potrafi porządnie zszyć! Miałam taki przypadek z wetem, który zajmował się głównie zwierzętami gospodarskimi typu krowy czy konie i zszył oko kota niemalże sznurkiem. 😔 Miałam też sytuację z kotką, jeszcze z czasów, gdy obroże nie miały bezpiecznych zapięć: włożyła przednią łapkę w obrożę, która „przecięła” jej skórę na ponad 10 cm za stawem (czy to nie to samo przytrafiło się waszemu kotu?). Pierwsza operacja spaprana przez zastępcę – szwy nie trzymały – i wszystko musiał poprawiać szef kliniki, drobnym ściegiem, ze 12 czy 15 szwów + kołnierz. Uff! Pamiętam to do dziś, a minęło sporo czasu. Powinniście zmienić weterynarza. Liza
Cześć Lyzza, fajnie cię znowu widzieć! 👌
Wyjęłaś mi to z ust lol, miałam powiedzieć to samo o tym weterynarzu. Sama miałam podobną akcję z Javą – wet też założył jej szwy, które puściły. Zabieram moją małą z powrotem do weta, a on na mnie z mordą, mimo że mówiłam mu, że w ogóle się nie ruszała. Złapał Javę, obrócił ją na stole jak jakiś przedmiot, chwycił zszywacz i klach, klach!!
Biedactwo nic nie rozumiało, piszczała jak nie wiem co. Zagryzłam zęby, poczekałam, aż przyjdzie czas na zdjęcie zszywek i od razu po tym zmieniłam weterynarza!
Dorzucę też swoje trzy grosze: paskudna rana w fatalnym miejscu I kiepski weterynarz, który nie potrafi porządnie zszyć rany!
Miałam taką sytuację z lekarzem, który zajmował się głównie zwierzętami gospodarskimi, krowami i końmi, i zszył oko kota niemalże sznurkiem. 😔
Miałam też kotkę, jeszcze w czasach, gdy obroże nie miały bezpiecznych zapięć: przełożyła przednią łapę przez obrożę, która dosłownie „przecięła” jej skórę na ponad 10 cm za stawem (czy to nie to samo przytrafiło się Twojemu kotu?).
Pierwsza operacja u zastępcy się nie udała – szwy nie trzymały – i wszystko musiał poprawiać szef kliniki, kładąc gęste, drobne szwy, było ich z 12 czy 15 + kołnierz. Uff! Pamiętam to do dziś, choć minęło sporo czasu.
No tak, to w takim razie musi być problem z tkankami, które nie chcą się zrosnąć, albo weterynarz źle założył szwy. Może powinniście pomyśleć o zmianie lekarza, jeśli macie taką możliwość, bo faktycznie – tego wszystkiego jest już po prostu za dużo.
Gdyby chociaż trochę szalał... Ale wcale tak nie jest. Od tygodnia robi ciągle to samo: śpi, je, pije i się załatwia. Dzień w dzień to samo. Nie wychodzi też na zewnątrz, nie skacze po meblach, nie biega, kompletnie nic... No i cóż.