Cześć, zadawałam tu już sporo pytań. Krótkie podsumowanie: Mimi to dzika kotka, która trafiła do nas na 5 dni przed porodem. Chcieliśmy adoptować kota, więc bardzo się ucieszyliśmy, że się u nas pojawiła. Urodziła 3 maluchy, mają teraz 2,5 miesiąca. Za 2 tygodnie oddaję dwa z nich, a jeden zostaje z mamą u nas w domu. Problem w tym, że ona ciągle poluje na ubrania – skarpetki, majtki. Bierze je w pyszczek i biega z nimi, miaucząc. Potem zostawia je w mojej sypialni albo obok maluchów, bardzo głośno przy tym zawodząc. Nie przestaje miauczeć, dopóki na nią nie spojrzę albo dopóki małe nie dadzą się jej polizać. To jest naprawdę mega uciążliwe. Dałam ją do wysterylizowania, wszystko poszło dobrze, nie żałuję na nią grosza i jest bardzo kochana. Ale ten problem jest okropny. Cały dom budzi się w środku nocy, bo ona się wydziera. Rano wszystko jest wywrócone do góry nogami, ubrania leżą na podłodze i nie możemy znaleźć skarpetek.
Doszłam do punktu, w którym naprawdę nie wiem już, co robić. Myślałam, że robi tak, bo nie była wysterylizowana, ale najwyraźniej to nie to. Naprawdę chciałam jej oszczędzić trafienia do schroniska, opieka nad nią i kociakami nie zawsze była łatwa. Ale teraz czuję, że powoli pękają mi nerwy – te dźwięki to takie gruchanie połączone z głośnym, długim miauczeniem. Albo woła młode, albo mnie. Wiem, że powinnam czuć się wyróżniona, że poluje dla mnie na skarpetki. Nawet jestem, ale to już naprawdę przesada.
Chętnie przyjmę każdą radę albo opis podobnych doświadczeń.