Cześć,
Słuchajcie, jestem zupełnie bezradna.
Trzy tygodnie temu zostawiliśmy naszego kota u petsitterki na dwa tygodnie. To nie był pierwszy raz, kiedy się nim zajmowała... Tylko że tym razem w ogóle nie zachowywał się tak, jak zwykle. Stał się agresywny, zaatakował ją i nie mogła z nim przebywać w jednym pokoju, bo od razu rzucał się na nią.
Początkowo myśleliśmy, że to dlatego, że źle znosi rozłąkę i poczuł się porzucony. Kiedy go odebraliśmy, wszystko wydawało się w porządku – był bardzo miziasty, cieszył się na nasz widok. Ale nagle, gdy szłam przez salon, zaczął próbować mnie atakować. Bardzo głośno wył i powoli podchodził, żeby na mnie skoczyć. Udało nam się go odciągnąć i zamknąć samego, żeby się uspokoił... Innym razem, dosłownie 5 minut po tym, jak spał na mnie i się przytulał, gdy szłam usiąść, skoczył mi do nogi. Powiedziałam „NIE”, odwróciłam się, a on wtedy rzucił się na mnie, zaczął mnie drapać i gryźć po nogach! Uciekłam do przedpokoju, a on mnie gonił. Schowałam się w pokoju, a kiedy mój chłopak próbował go odciągnąć i zwabić, żeby zamknąć go w osobnym pomieszczeniu, kot zaczął mu grozić i darł się tak, jakbyśmy go żywcem ze skóry obdzierali!
Zabraliśmy go do weterynarza, który stwierdził, że to przez to, że nie był wykastrowany. Więc go wykastrowaliśmy... tyle że to znowu się zaczęło.
Teraz mam już traumę, potwornie się go boję. Wczoraj, jak siedziałam, chciał mnie ugryźć w stopę. Kiedy powoli ją cofnęłam, położył uszy po sobie i przyjął pozycję do ataku. Mój chłopak wstał, żeby go czymś zająć, a kiedy zamknęłam za nim szklane drzwi, kot skoczył na nie, prychając i warcząc bardzo głośno. Zajęło nam dwie godziny, zanim udało się go wyprowadzić... Teraz wychodzi na zewnątrz, wraca, ale ja wciąż się boję, bo on nadal zachowuje się agresywnie. Nie podchodzę do niego, ale jak tylko wstanę, on idzie za mną i boję się, że znowu zaatakuje...
Nie mam pojęcia, co robić, żyję w ogromnym stresie! Mam już dość, a jednocześnie strasznie kocham mojego kota i za nic nie chcę się z nim rozstawać.