Słuchajcie, mój 9-miesięczny kot strasznie długo drapie ścianki kuwety po załatwieniu swoich potrzeb.
Problem w tym, że on w ogóle nie zakopuje odchodów – drapie z każdej strony, potem wącha to, co właśnie zrobił, i dalej drapie same ścianki. Często dzieje się to w nocy, co robi mnóstwo hałasu...
– Myślałem, że to przez rodzaj żwirku, więc wypróbowałem ich już mnóstwo, ale on ciągle robi to samo.
– Potem pomyślałem, że może jest takim czyściochem, więc sprzątałem od razu, jak tylko skorzystał z kuwety.
– Próby nauczenia go drapania bezpośrednio w żwirku też nic nie dały.
– Następnie pomyślałem, że może chce po prostu oczyścić łapki z resztek żwirku, więc sam mu je przecierałem.
Ale teraz już naprawdę skończyły mi się pomysły... Czy to jest normalne? Jak temu zaradzić? Z góry dzięki za wasze odpowiedzi!
Przetłumaczony francuski
Treści na forum są czasami tłumaczone z innego języka, a posty mogą dotyczyć krajów z innymi przepisami dotyczącymi zwierząt.
Ponieważ forum jest tłumaczone automatycznie przez sztuczną inteligencję, tłumaczenia mogą zawierać błędy.
Cześć,
Koty drapią w kuwecie, żeby zakopać swoje odchody, bo w naturze ich zapach mógłby przyciągnąć drapieżnika albo jakiegoś wrogo nastawionego, terytorialnego kocura. Niestety dla nas, biednych ludzi, niektóre koty niewychodzące zachowują ten instynktowny odruch przez całe życie. Z moich trzech kotów, które zostały świetnie odchowane przez matkę i nigdy nie widziały drapieżnika na oczy, tylko jeden drapie jak opętany, dopóki nie krzyknę jego imienia, grożąc, że zaraz wstanę... Wtedy przestaje natychmiast.
U mojego kota jest to samo, powiem wam, że czasem załatwia swoje potrzeby o 4:00 czy 5:00 rano, a tego hałasu w kuwecie to do teraz nie potrafię pojąć.
Wydaje mi się, że ten dźwięk to bardziej kwestia plastiku niż czegokolwiek innego, bo potrafi tak drapać przez dobre kilka minut i czasem się zastanawiam, czy któregoś dnia po prostu nie rozwali tej kuwety.
Nigdy nie wolno krzyczeć ani złościć się na zwierzaka! To tylko zwiększa jego stres i sprawia, że sytuacja staje się jeszcze gorsza.
Lepiej spróbować spojrzeć na świat z jego perspektywy... i często znaleźć jakiś sposób na odwrócenie uwagi... wtedy zwierzak zajmie się czymś innym... można też wypróbować naśladownictwo... tak, jak robiłaby to jego mama...
Oczywiście trzeba nad sobą panować, bo o ile krzyk przynosi ulgę nam, o tyle na naszego kota czy psa działa zupełnie odwrotnie.
To wszystko wymaga miłości... i wielkiej cierpliwości... ale to naprawdę działa!
Cześć!
No właśnie u mnie też kotek nie został dobrze odstawiony od matki. Znalazłam go na swoim podwórku, które jest z każdej strony zamknięte. Jestem wielką kociarą i mnóstwo osób o tym wie... Pewnie ktoś chciał się go pozbyć i po prostu wrzucił go do mnie. Miał wtedy miesiąc, więc był bardzo malutki.
Myślę, że na to nie ma rady xd Będę musiała poczekać na większy dom, żeby móc przenieść kuwetę jak najdalej od sypialni. Na razie mieszkam w mieszkaniu, więc nawet po przeciwnej stronie od pokoju to wciąż jest blisko.
Dzięki za odpowiedź!
PS: Żeby nauczyć go czystości, to jak zrobił kupę poza kuwetą, wrzucałam ją do środka i wkładałam go tam, żeby poczuł zapach – wtedy od razu sam zaczynał tam robić. A na sikanie ciągle w tym samym miejscu pomogła gruba warstwa pieprzu i od tej pory jest super czysty. Do tego stopnia, że jaśnie pan jak wychodzi na zewnątrz, to wraca do domu specjalnie, żeby załatwić się do kuwety xdd
Miłego wieczoru i jeszcze raz dzięki!
Słuchajcie, chcecie kolejną niezłą historię? Ostatnio nocowałem u szwagierki. Nie pomyślałem o jednym – mój szczeniak jest wciąż na etapie gryzienia wszystkiego, co mu wpadnie w zęby. Pomyślałem jednak, że to nie problem, bo zazwyczaj kładzie się około 21:30 i przesypia całą noc.
Ale tutaj? Nowe miejsce, pełna ekscytacja. 23:00, a ona wciąż pełna życia!
Rozglądam się dookoła i widzę mnóstwo kuszących „wystających elementów”, skórę niedźwiedzia na podłodze i tak dalej. Uznałem, że rano za nic w świecie nie chcę się gęsto tłumaczyć gospodarzom!
Więc zrobiłem to samo. Położyłem się na podłodze, tuż obok wielkiego, fajnego legowiska. Dobra, po 15 minutach miałem już dość, ale wyciągnąłem się na kanapie, tak żeby mnie dobrze widziała. W końcu ją to zainspirowało, zaczęła mnie naśladować, a ja mogłem pójść na górę i wreszcie się wyspać. Następnego dnia – żadnych problemów.
Myślę, że to super podejście :) Mój znajomy miał radykalny sposób na to, żeby nauczyć swojego kociaka korzystania z kuwety: po prostu wysikał się do niej na oczach kota i od tamtej pory mały zrozumiał, że ma się załatwiać tam, a nie w całym domu :D
TAAAAK, nadajemy na tych samych falach. Można na to patrzeć jak na upierdliwy problem (taki mały żarcik, lol) albo jak na ciekawe doświadczenie.
Ja, kiedy mój kot pakuje mi się na ekran komputera albo podgryza kable (od klawiatury czy USB), nigdy go nie karcę. Bo kocia mama chyba nie krzyczy na młode, co nie? Mamie, popraw mnie, jeśli się mylę?
Więc po prostu biorę go i przesuwam o kilkanaście centymetrów. Wraca – znowu go przesuwam. Wraca – i znowu. Po jakimś czasie w końcu przestaje. Zupełnie jak kocia mama, nie liczę, ile razy muszę to powtarzać, i w ogóle nie wyprowadza mnie to z równowagi.
Mój kot to rozumie. To jedyny bezpieczny sposób (taki, który nie psuje naszej relacji), jaki znam. Mówię przy tym takie bardzo delikatne „nie”. Może kiedyś samo „nie” już wystarczy. Na kota się nie krzyczy.
Zresztą, to też przetestowałam – jeśli chcesz zrobić coś, co dla kota jest odpowiednikiem wrzeszczenia, można syknąć. Mój maluch zrozumiał to natychmiast. Ale to było tak drastyczne, że więcej tego nie powtórzyłam. Matka nie syczy na swoje dziecko. Syczy na wroga, żeby chronić maluszka.
Jasne, pewnie że można spróbować zastąpić kiciowi mamę i go wychować... to zadanie wymagające mnóstwo cierpliwości, ale za to jakie ciekawe! A ile w tym radości, kiedy widzisz, jak maluch powtarza ruchy, których próbujesz go nauczyć.
Ja sama uczyłam kiedyś kociaki zakopywania w kuwecie... brałam przednią łapkę malucha i pokazywałam, jak to zakrywać... to potrafi być naprawdę zabawne, bo takie brzdące bywają niesamowicie niezdarne!
Adoptowałem 3-tygodniowego kociaka, więc musiałem włożyć sporo wysiłku w to, żeby nauczyć go, jak być kotem. Na przykład pokazywałem mu, jak przesuwać łapką wzdłuż pyszczka, a potem za uszami. Uczyłem go też zwinności.
Gdybym był w Twojej sytuacji, uczyłbym go załatwiania potrzeb tak, jak należy – spędzając z nim czas przy kuwecie i wkładając go tam z powrotem, gdy tylko spróbuje wyjść. Pokazywałbym mu też drapanie, żeby zakopać to, co zostawił, i tak dalej.
Wiem, że niektórzy tutaj krytykowali moje podejście, ale uważam, że można starać się jak najlepiej zastąpić maluchowi mamę. Zawsze staram się patrzeć na to z jej perspektywy – jak kocia mama zachowałaby się w konkretnej sytuacji.
Wiem, że to trochę słabe tak siedzieć z kociakiem przy kuwecie, no ale cóż, bywa i tak.